Janerka górnikom

To miał być felieton o tym, że w Barbórkę Wrocław świętował Mikołajki, a w Dzień Babci obchodziłem Barbórkę. To miała być notka o tym, że z racji przynależności do rodu niemal górniczego poszedłem na jakąś chałturę. Wszystko to prawda, ale nieuwzględniająca występu gwiazdy-niespodzianki. Ostatecznie piszę bowiem chyba jako jedyny relację z koncertu, na który niejeden dziennikarz rockowy zwróciłby uwagę.

Wszyscy wrocławianie znają nazwę Poltegor. Stosunkowo niewielu zdaje sobie sprawę z tego, że jest ona skrótem od Polskich Technologii Górniczych. Że firma ta co roku organizuje imprezę barbórkową, wiedzą natomiast tylko wybrańcy, m.in. zaproszeni przedstawiciele kopalń i Politechniki Wrocławskiej. Wśród specjalnych gości w tym roku znalazł się jeszcze stary kolega zarządu Poltegor-Projekt Sp. z o.o. Gdy zobaczyłem go wychodzącego z toalety Hotelu Plaza, pomyślałem, że może to tylko przypadkowe spotkanie. Przeczucie skierowało mnie jednak pod scenę, na niej zaś ujrzałem setlistę ze znajomymi tytułami utworów. Na mocno opóźnionej, bo dopiero 21 stycznia 2010 – to troszkę po 4 grudnia – Barbórce zagrał Lech Janerka.

Zaczął klimatycznie – od „W naturze mamy ciągły ruch”. W konferansjerce zaznaczał, że zdaje sobie sprawę z nietypowości koncertu, jednak ani przez chwilę nie zdawał się przez to oszczędzać. Na prawdziwe emocje mógł zresztą liczyć również z naszej strony. Po „Śmielej” i „Klus Mitroch” otrzymał je m.in. ode mnie – dzięki temu, że przeszedł do ostrzejszych kawałków. „Muł pancerny”, „Ogniowe strzelby”, a zwłaszcza „Ewolucja, rewolucja i ja” były tym, co w powrocie do twórczości Klausa Mitffocha podobało mi się najbardziej, chociaż nie wzgardziłem również spokojnymi klasykami: „Strzeż się tych miejsc” i „Ta zabawa nie jest dla dziewczynek”. Po nich przyszła pora na utwór, którego na żywo chyba nigdy wcześniej nie słyszałem (a widziałem Janerkę 24.06.2007, 28.02.2010 i 29.05.2010; skrótowe relacje z dwóch ostatnich sztuk zawrę w podsumowaniu roku): „Niewalczyk”.

Gdy Lech z zespołem wziął się za „Konstytucje”, byłem przekonany, że to już koniec występu. Szkoda by było, bo część liczącej może dwieście osób publiczności (egzemplarze poniżej trzydziestki – rzadkie) właśnie się rozgrzała i zaczęła tańczyć, a przy „Jezu, jak się cieszę” rozszalała się, jak tylko mogła. Ostatecznie finałową kompozycją w 45-minutowym secie okazało się „Wyobraź sobie”. Wielbiciele domagali się jeszcze „Roweru”, jednak Janerka oznajmił, że do jego wykonania potrzebna by była gitara akustyczna, a tej nie wzięli. Pozostały więc tylko formalności. Lech pozdrowił 60-latków, zaś prezes Poltegoru wręczył mu kwiaty i torbę z upominkami. Jako stały bywalec koncertów wolę nie komentować jego zachwytów tym występem (w ramach oczywiście zaplanowanej wcześniej przemowy), ale obiektywnie przyznaję, że nagłośnienie było dobre, zaś rockowa ikona Wrocławia nie poszła po linii najniższego oporu. Chwała jej za to.

Reakcje publiczności w garniturach były różne. Jeśli chodzi o zaskoczonego mnie, Janerka odwzajemnił mój uśmiech. Kolega był zadowolony z wyboru właśnie tego muzyka, przy czym zdobył się na żart, że nawet czapki nie zdjął – pewnie gra z biegu. Zdziwiłbym się jednak, gdybym po koncercie nie usłyszał ani jednego komentarza w typie tego: „Nie mogę wyczaić tego Janerki. Który to był?”. Nie odpowiedziałem. Napisałem za to kolejną pochlebną relację.

Reklamy

, , , , , ,

  1. Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s