Szum morza w saksofonie Kena

Ken Vandermark i Slug Duo. Gdy dostałem z Firleja informację o tym koncercie, w pierwszej chwili pomyślałem, że Kuba i Gerard znowu nawiązali współpracę z jakimś zagranicznym kolegą. Może zaniżyłem tym trochę progi, w których obraca się Amerykanin, ale i tak wykazałem się niewiedzą mniejszą, niż pani z Empiku, którą próbowała mi wmówić, że nie mają biletów na taki koncert – znalazła dopiero, gdy podałem jej datę (10 lutego) i miejsce. Ale i tak wolę kupować tam, niż w De’Molice, następczyni kultowej Bemoliki, która padła w latach 90. m.in. z powodu sąsiedztwa z drugim we Wrocławiu Empikiem. Dobra, jestem w formie. Kogo zjechać?

Cholernie nie lubię imprez siedzących. Odzwyczaiłem się już od tych koncertów, na których bramce nikt nie przybija mi pieczątki na rękę. Nie marudziłem jednak. W końcu na koncertach chronicznych (na których swoją drogą już od kilku miesięcy nie byłem) w Falansterze też siedzę – popijam z butelki piwo spoza mainstreamu i obcuję zwykle ze Slug Duo. Ten koncert miał być inny, bo oczywiście krótszy. Nie różnił się jednak w żaden inny sposób. Korzystający z rozmaitych perkusyjnych zabawek Kuba Suchar ruszył od razu z finezyjną kanonadą dźwięków, bez zamiaru zmniejszenia intensywności choćby na chwilę. Nawet spokojne i delikatne fragmenty w jego wykonaniu zdawały się wymagać tak samo dużego nakładu pracy. Co innego huśtający się w miejscu saksofonista Gerard Lebik – on czasami dawał dłoniom odpocząć.

Pierwsza improwizacja trwała przez dwadzieścia minut. Po niej duet zagrał jeszcze pięciominutowy kawałek, tym razem bardziej „ułożony” – oparty na rytmicznym motywie granym przez Kubę stopami. Więcej Slug Duo już nie usłyszeliśmy, a rozmontowanie zestawu Suchara rozwiało moje ostatnie nadzieje, że może jednak goście pokuszą się o jammik z Polakami.

Wkrótce potem scenę zajął CINC, czyli Ken Vandermark w towarzystwie dwóch siwiejąco-łysiejących kolegów. Niedouczenie zmusiło mnie do zastanowienia się, czym się różni perkusista Paul Lytton od Phila Lynotta z Thin Lizzy oraz czym się różni (w wyglądzie) skrzypek Philipp Wachsmann od perkusisty jazzowego Michaela Zeranga. Z porównań przyszło mi jeszcze do głowy tego wieczoru King Crimson z Davidem Crossem i Jamiem Muirem w składzie, ale to już mój nadmiar wyobraźni. Najprościej było przywołać Slug Duo. Bardzo podobna szkoła jazzu, improwizacje, utwory rozpoczynające się zawsze rozbrajającym mnie momentem, kiedy muzycy zastanawiają się, jak zacząć. Oczywiście CINC to już scena międzynarodowa (Amerykanin, Anglik i Ugandyjczyk), a nie wrocławska, jednak o ile Vandermark był jak Światowid, którego Lebik jest tylko jednym obliczem, o tyle Lytton może i lekko przewyższał umiejętnościami Suchara, może stosował więcej sztuczek, ale brakowało mi w jego grze tego uczucia, nie porywał mnie.

Główną siłą tercetu była współpraca, zwłaszcza Vandermarka z Wachsmannem. Nigdy wcześniej nie słyszałem tego typu partii skrzypiec, ale takie traktowanie instrumentu pomogło mu doskonale wtórować i uzupełniać się z saksofonem. W zanadrzu zaś trzymał Wachsmann jeszcze kilka efektów. Po zakończeniu piewszego, półgodzinnego kawałka drugi zaczął, wspomagając się delayem. Vandermark tymczasem przerzucił się na klarnet. Do obu swoich instrumentów podchodził w zasadzie tak samo, jednak wolę go z saksofonem. Moim ulubionym klarnecistą nie został – to miejsce jest wciąż zarezerwowane dla Mazzolla.

Ostatnie porównanie występujących zespołów. Chociaż były dobrze dobrane, ekipa Vandermarka wyduszała ze swoich instrumentów więcej melodii, przez co pod adresem jej muzyki można rzucić jeszcze jednym epitetem: piękna. Właśnie takie nadal improwizowane, lecz nastrojowe fragmenty, należały do największych plusów występu CINC. O tym i pozostałych przekonywałem się przez godzinę i pięć minut, a potem jeszcze podczas błyskawicznego bisu.

Przy okazji pierwszego żegnania się z publicznością Vandermark przedstawił swoich kolegów. Drugie wzbogacił całkiem nieźle wymówionym „dziękuję”, po czym rozbroił mnie, siadając na brzegu sceny, żeby sprzedawać swoje płyty. Ja odczekałem, aż zamknie sklepik, żeby dostać od niego autograf na bilecie. Empikowski świstek miałem tak pechowo wydrukowany, że nadruk ścieram jednym przejechaniem palcem, więc przynajmniej w ten sposób utrwaliłem jego zawartość. Oczywiście nie z tej przyczyny zebrałem na nim podpisy muzyków – po prostu jest ze mnie zapalony kolekcjoner, a tych jazzmanów chciałem zapamiętać. Lubię też obserwować podejście artystów do rozdawania autografów. W przypadku kolegów Vandermarka były to dowcipne komentarze – Wachsmann stwierdził, że to wygląda jak czek, zaś Lytton zastanawiał się, czy jeszcze umie pisać. W następnej kolejności podszedłem do Lebika. Tu już było trudniej. Zmieszany Gerard spytał mnie, czy oszalałem (odpowiedziałem twierdząco), po czym oznajmił, że on takich rzeczy nie robi. Ostatecznie powiedział, że podpisze, jeśli Kuba też to zrobi. Suchar niestety wyszedł z klubu i po kilku minutach poszukiwań już miałem zrezygnować, złapałem go jednak w ostatniej chwili w holu, gdy wracał. On początkowo również wydawał się lekko zmieszany. Zaproponowałem mu, żeby się podpisał na odwrocie, jeśli nie chce obok Vandermarka i jego kolegów, jego opory jednak szybko zniknęły. Z uzupełnionym o przedostatni autograf biletem triumfalnie wróciłem do Lebika. Próbował jeszcze kręcić. Uległ dopiero po słowach Artura Majewskiego z Mikrokolektywu: „Weź, Gerard, nie bądź dupa”.

Nie napiszę, że był to koncert fantastyczny, fenomenalny ani nawet niezwykły. Owszem, bardzo dobry, finezyjny, ciekawy, niebudzący zastrzeżeń, wart obejrzenia, jednak nie zachwycił mnie, zabrakło mi w nim wgniecenia w firlejowskie krzesełko. Jeśli występ Lebika i Suchara był trzęsieniem ziemi, to CINC nie spełniło roli tsunami – następstwem było tylko błogie kołysanie fal.

Reklamy

, , , , , ,

  1. Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s