Sen z 5 marca, bez dodatków

Centrum, w którym się znajdowałem, zdawało się być mieszanką szpitala, zoo i galerii handlowej. Stojąc przy balustradce, mogłem obserwować gady na wybiegu i zabieganych wokół klientów, piętro niżej i piętro wyżej. Do okienka była kolejka, więc moja babcia siadła na wózku inwalidzkim. Przepuszczono ją. Nie musiała nawet jechać o własnych siłach, bo jakiś lekarz zauważył ją i pchał wózek. Zostawiłem ją, żeby w żaden sposób nie zepsuć oszustwa.

Jechałem autobusem. Matka miała wsiąść na przystanku pod kościołem, ale nie zauważyła, że jestem w środku. Gdy odjechałem, zadzwoniłem do niej. Odebrała, ale powiedziała tylko coś nie na temat, nie dając mi dojść do słowa, i się rozłączyła. Zadzwoniłem znowu. Tym razem nie odebrała i wiedziałem, że już nie odbierze. Wiedziałem, że wraca z przystanku do domu. Pozostała mi rozmowa z tą dziewczynką z tyłu.

Była już noc. Siedziałem na łóżku w swoim pokoju z małą blondynką w białej sukience. Miała sześć, może osiem lat i proste włosy kończące się poniżej ramion. Była tu pacjentką, w tym szpitalu psychiatrycznym. Oświetlona tylko moją ulubioną halogenówką, pozostawiającą większość pomieszczenia w półmroku, opowiadała mi swoją historię. Było tam coś o opętaniu, chyba przez demona imieniem Jam, ojciec chyba się nad nią znęcał, mieszkali chyba w domku rodzinnym. Wszystko chyba – bo nie pamiętam szczegółów. Pamiętam tylko, że było w niej coś takiego, że się bałem. Chciałem, żeby mówiła jak najdłużej, dopóki nie przyjdzie umięśniony pielęgniarz, aby wyciągnąć stąd mnie albo zabrać ją. Rozdzielić nas, żebym był już bezpieczny. Opowiadała tak bez pośpiechu, smutnym głosem o rzeczach, na których nie potrafiłem się skupić, nie patrząc na mnie, a równocześnie przykuwając mój wzrok, aż zamilkła. „I co dalej?” – spytałem. Spojrzała na mnie. „Z kim?” – spytała złowieszczo. Światło zgasło. Zbliżyła się do mnie na tyle, że złapałem ją wyprostowanymi rękami za szyję, ale i tak czułem, że jeśli będzie chciała dosięgnąć swoimi dłońmi mojej twarzy, zrobi to bez problemu. „Jam jest Jam” – wypowiedziała nieludzko zachrypniętym, dorosłym, męskim głosem. W samoobronie postanowiłem ją zagryźć, ale nie spodziewałem się sukcesu. Chciałem ją tylko zaskoczyć i zdobyć ostatnie kilka cennych chwil.

Reklamy