Teatralna imitacja partyzantki

Niepotrzebnie czytałem zapowiedź. Niepotrzebnie obejrzałem zwiastun. Podwyższyły tylko moje oczekiwania, wypaczyły odbiór. Padło w nich wiele odważnych stwierdzeń, m.in. o partyzantce. Dobra, muszę przyznać, że nie wiem do końca, na czym polegała idea „Szajby Number Six”, imprezy, która odbyła się 19 lipca w klubogalerii Szajba, przede wszystkim nie znam tekstu źródłowego (Antoni Czechow przerobiony przez Teo Dumsky’ego?), ale nigdy nie nazwałbym tego partyzantką. Bo na podstawie czego? Dokładnego przygotowania? Profesjonalnej reklamy? Minimalnej interakcji z publicznością? Owszem, aktorzy półgodzinnego przedstawienia uczynili swoją sceną cały lokal, ale nie odbieram tego jako coś nadzwyczajnego. Mój punkt widzenia ukształtowało oczywiście te dwieście ileś koncertów, na których byłem. Zetknąłem się już z wieloma muzykami wchodzącymi między widzów, szalejącymi z nimi, zdarzyło mi się oberwać od takiego gitarą… ale żaden z tych wykonawców nie czynił z takich skłonności swojego głównego atutu. Właściwie to w ogóle żaden się tym nie chwalił. Mam też w pamięci „Marsz poetów nawoływujących do zamieszek” w ramach zeszłorocznego Rytuału. Wtedy ok. 90% knajpianej publiczności było naprawdę zaskoczone spotkaniem z artystami. Część była nawet zniechęcona. I jak przy tym wypada „buntowniczy” teatr działający w Szajbie? Brakowało mi w nim improwizacji, bezczelności, wyrwania się z ram. Oczywiście wyraźnie zarysowuje się tu różnica pomiędzy twórcami a odtwórcami. Nie chodziłem przecież na koncerty cover bandów – byli to muzycy prezentujący swoje dzieła i mogący robić z nimi, co tylko im przyjdzie do głowy. Aktorzy tymczasem zawodowo powtarzają to, co im się napisze. Niemniej, jeśli ten teatr reklamuje się w taki sposób, jest to dla mnie dowód na to, że ta dziedzina sztuki jest daleko w tyle za pozostałymi i nie znajdę w niej ducha, którego potrzebuję.




Powyższe refleksje spisałem pod wpływem zderzenia z rzeczywistością tekstu zachęcającego do zaliczenia imprezy w Szajbie. Lepiej traktować je jako przemyślenia dotyczące kondycji całego teatru, a nie tego jednego przypadku. Na jakieś przedstawienie w Szajbie bowiem (zrozumiałem, że to cykl) może jeszcze wpadnę i spojrzę na nie świeżym okiem. Wtedy może ucieszy mnie widok szalejących po knajpie aktorów, współpracujących z prezentacją wyświetlaną przez projektor. Sama idea jest przecież ciekawa: nie chce im się uczyć tekstów na pamięć, więc recytują, mając scenariusze przed oczyma. Dopiero na miejscu widać, że nie ma w tym ani trochę amatorszczyzny. Może właśnie to jest minusem?

Reklamy

, , ,

  1. Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s