Neurotyczne odgłosy Ukrainy

„Ach! Odwieczna przyjaźń ukraińsko-polska, która…” – mógłby napisać Gałczyński. Przyjacielem, a raczej miastem partnerskim, Wrocławia jest Lwów, dlatego Ośrodek Działań Artystycznych „Firlej” nawiązał współpracę z Kijowem. W ramach Programu Kulturalnego Polskiej Prezydencji w Radzie UE organizuje tam w dniach 16-17 września 2011 r. festiwal UA/PL Alternative Music Meetings. W jego programie znalazł się m.in. konkurs Neuro Music oraz występ Mojej Adrenaliny – zwycięzcy jego drugiej edycji. Ta będzie inna niż poprzednie, bowiem zamiast wykonawców międzynarodowych udział brać mogą tylko ukraińscy. Nie zmienia się cel konkursu (wytypowanie najlepszego wykonawcy, który „w swojej twórczości przekracza granice stylistyczne i buduje własną tożsamość artystyczną”) oraz to, że ja znowu sprawdzam profile MySpace wszystkich uczestników, którzy przeszli do trwającego właśnie II etapu.

 

Jury zakwalifikowało już do finału tych dwoje wykonawców:

Anniebri
Włączyłem „Future Days”, usłyszałem fortepian i, cholera, jestem za! Gdy wszedł żeński wokal, bałem się, że wszystko spieprzy, ale nie, to nie jakieś popowe przeciętniactwo – ta muzyka żyje! Uczucie wolności, piękno. I tak już do końca. A jeszcze „Vulochka” zaśpiewane w ichnim języku… Jest klimat. Wszystkie tytuły warto wymienić: „Lo-Fi Feeling” (chociaż wydaje mi się, że słyszę tu kilka zapożyczeń tekstowych i muzycznych), „Birdy Yard” – jakby skrzyżowanie pozytywki z muzyką Dalekiego Wschodu. Dla mnie ta kobieta już jest zwyciężczynią i oczekuję jej koncertu w Firleju.

BAndurbaND
Nie widzę na ich profilu MySpace muzyki, więc nie będzie oceny. Może to nawet lepiej, bo ten nowy odtwarzacz MySpace mnie wkurza.

 

Pozostałych trzech finalistów wybierają za pomocą tego formularza internauci (tym razem systemem mailowym). Głosować można do 2 września, raz dziennie (tzn. raz z jednego adresu e-mail). Kogo polecam, a kogo nie:

Al.ko_kc
Instrumentalny post rock, spokojny, nastrojowy, z dwiema ładnie się uzupełniającymi gitarami. Może odrobinę monotonne, ale jestem za.

Bleed
Nie lubię porównywać do Meshuggah, bo wywołuje to wrażenie, że opisywana muzyka jest wtórna, a przez to banalna, jednak przyjemny dla mego ucha jest ten pogięty metal – jestem za.

Brunettes Shoot Blondes
Przyjemniutkie, pozytywne… radiowe. Doceniam talent i lekkość efektu końcowego. Przykład na to, że można grać zwyczajnie i się nie wstydzić.

Crocodiles In Tights
Plus za nazwę. Minimalistyczno-hardcore’owe elektroniczne podkłady łączą się z wesołymi melodyjkami i przetworzonym żeńskim wokalem, często melodeklamacjami. Wszystko jakby przytłumione. Jest w tym coś erotycznego, i nie chodzi mi o rajtuzy. Jest też oczywiście coś dziecinnego – i też nie chodzi mi o rajtuzy. Trudno mi to uzasadnić, ale jestem za.

Ethereal Riffian
Piękna nazwa, pasująca do muzyki. Nieco psychodeliczny post hard rock, wywołujący skojarzenia m.in. z (choć to odległe skojarzenie) Pink Floyd. O ile „Beyond” mogę zarzucić, że solówki gitary brzmią dość standardowo, o tyle skradające się „Yax Imix Che” wywołuje już u mnie dreszcze. Warto przesłuchać całość materiału na profilu, bo stanowi on właśnie pięcioczęściową całość. Dobra, końcowe „Light Of Self” można już sobie odpuścić. Jestem za.

Heartblanch
Muzyka dla samobójców. Dość nastrojowe indie z wokalistą o przygnębionym, zmęczonym głosie. Nie należy się jednak spodziewać cudownego klimatu, chociaż np. „Be My River” i „Follies Flowers” da się słuchać. Poza tym, pomimo dużej dawki smutku w kwestii śpiewu, muzyka jest prawie wesoła, czym czasami przeważa i decyduje o charakterze piosenki, np. w „All Right”.

IQ-0
Tu miałem problem z opinią. Ocierają się o indie-papkę, ale momentami się z niej wyraźnie wyrywają. W „Osen'” – nieco transowym, uparcie powtarzanym motywem. W „Poplavok” – tylko końcówką. Nadrobili utworami „Bespolezno”, „Mestoimenie” i „Ya vernus'”. Nie jestem zachwycony, ale jestem za.

Kombinator Pokaziw (Комбінатор Показів)
Rozbudowane, psychodeliczne instrumentale, zwykle z gitarą jako instrumentem prowadzącym. Nic odkrywczego, ale przyjemnie się słucha. Jestem za.

Love’n’Joy
Dylemat. Najpierw zagrane z kopem, ale w sumie tylko indie („BDSM”). Następnie ładny ukłon w stronę piosenkowego rocka psychodelicznego („Flames”, „That Shines Above”) i… wrażenie, że to wszystko już było – skojarzenia z Tomem Pettym, The Beatles itd. Jeszcze domieszka funku. Dopiero ostatnie, trochę bardziej eksperymentalne „Fast Fingers” zadecydowało: może na żywo wypadają oryginalniej, jestem za.

Nice Wings, Icarus!
Spokojne, instrumentalne, postrockowe. Wrażenia już od pierwszego „Morning Glory”: no, za przeproszeniem, nasze Tides From Nebula może się schować. Następnie skrzypce i skojarzenia z Apocalyptiką w „Those, Who Built The Pyramids”. Całkiem reprezentatywne jest wielowątkowe, 9-minutowe „Birth”. Niezłe jeszcze „Eagle”. Wprawdzie z czasem emocje opadły, są słabsze momenty, ale jestem za.

Piatyj Wymir (П’ятий вимір)
„Pozytywne” indie tak zakorzenione w czasach, których nie mam prawa pamiętać, że aż się zastanawiałem, czy chłopaki nie mają takich fryzur jak The Beatles, Czerwone Gitary lub Oasis. Nie przekonuje mnie do nich ani trochę ciekawsze „Misto spit”, ani przywodzące na myśl britpopowych tuzów „Misce, sho minajut’ vsi snigi”.

Pins
Plusiki za klimatyczne wstawki w „Shos’ spravgne” i „Vorog mij”. A poza tym: mieszanka skłonności do metalu rytmicznie rozbujanego z chęcią obecności na listach przebojów, najlepiej w towarzystwie gwiazd nu metalu. Tego im życzę, bo grają poprawnie. Dodatkowa refleksja: oto można grać nowocześnie i wtórnie zarazem.

+\-
Hardcore, niemal screamo, z punkową zaciętością, szybko, ciężko, cholernie dynamicznie, bezkompromisowo… i te zaskakujące wejścia dęciaków („Empire”) i melodyjnego wokalu (w „Mayday! Mayday!” – jakby parodia opery). Cudnego „Nimrod Glacier” nawet nie będę opisywał. Sieją zniszczenie. Jestem za.

Poupée F
Grają żywo i sympatycznie, ale jakoś mi to jednym uchem wpada, a drugim wypada.

Put In! Put Out!
Plus za bezczelnie dwuznaczną nazwę. Plus za ten urzekający, żeński wokal. Trudno mi ich określić. Grają skocznie, trochę punkowo, trochę dziecinnie, a przy tym nieładnie. Wyjątkiem nie jest nawet spokojniejsze „Not For You”. Jestem za.

Singleton
Radiowy, dość przeciętny rock, z pewną dozą wrażliwości. Wprawdzie linie wokalne bywają niegłupie, nawet dobre, przyjemnie się słucha ostrzejszego „Prettier” i spokojnego „To The End”, wyróżnia się końcówka „If I’m Falling”, pędzące „When You Are Gone”, a przede wszystkim „Daylight” z ciekawszym riffem, jednak ocena za całokształt (pod kątem wymogów konkursu) jest jedna: wtórnie.

Soł (Соль)
Moje zniechęcenie przybrało nowy wymiar. Chłopaki używają rodzimego języka. Akompaniament skromny, gitara akustyczna i odgłosy gębowe, ale trochę to męczące swoją lekkością. Ogólnie często przypomina kumpelską zabawę (np. przeróbka „Wannabe” Spice Girls), ale momentami wyczuwalna jest pewna wrażliwość (np. „Отпусти”). Kompozycyjnie – żadnych wzlotów. Osobiście wyróżnić – choć nienadmiernie – mogę „Силует” i „Последний раз”.

The Rabbit In The Hat
„O, nie, następni” – pomyślałem, gdy przeczytałem, że grają indie. Na szczęście brzmią stosunkowo dojrzale, „One Hand Clapping” naprawdę ładnie się zaczyna, a rozwija się również niegłupio. Lepsze wrażenie robią jednak kawałkami krótszymi. Każdym kolejnym kupowali mnie coraz bardziej, szczególnie „She Looks So Nice” i „The Sea” (jakieś dalekie skojarzenia z Indigo Tree), dopóki nie rozbrzmiało żywe „Little Red Riding Hood”. Mają plusa za piosenki spokojne i nastrojowe. Może niezbyt odkrywcze, ale jestem za.

TVset Under Repair
Lekka elektronika, długo po Kraftwerk. W miarę przyjemnie się tego słucha, takie „słoneczne” dźwięki. Na profilu sporo linków, m.in. Bandcamp, do ściągnięcia ich „Fingering. Handjob. Mixing”.

Zapaska
Indie o schemacie: uparcie powtarzany motyw muzyczny i bardziej kombinujący na jego tle, śpiewający zwykle w rodzimym języku wokaliści płci obojga. Nieźle sprawdza się to w pogodnym „On The Beach”. Ciekawiej wypadają utwory rozbudowane o partie jeszcze paru instrumentów (m.in. harmonijki ustnej), np. nieco bluesowe „Koroleva” i tajemnicze „Prorizna”. Intrygują mnie. Jestem za.

 

Osobiście: dla mnie zwycięzcy to niebiańskie Anniebri i piekielne +\-. Uczestników konkursu czekają jednak jeszcze formalności, zaś nagrodą dla wyłonionego tą drogą zwycięzcy jest trasa po Polsce i stosowne honorarium. A ja się tymczasem zastanawiam (nauczony doświadczeniem), czy teraz na mojego bloga będą zaglądać Ukraińcy i czy będą wrzucać tę notkę do translatora. Mógłbym się wreszcie chwalić, że tłumaczą mnie na języki obce i czytają za granicą.

Advertisements

, , , , , , ,

  1. Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s