Nadodrze na zielono, punkt drugi

Ze względu na napięty grafik, na odbywającą się 20 sierpnia drugą edycję „Zielonego Nadodrza” wpadłem na zaledwie pół godziny. Spodziewałem się, że zastanę imprezę dopiero się rozkręcającą, a tu niespodzianka – mieszkańcy okolicznych kamienic ściągali na podwórze między ul. Chrobrego, św. Wincentego i pl. Staszica już od pierwszych minut. Festyn, na który organizatorzy z Łokietka 5 zaprosili wszelkie zainteresowane tym obszarem organizacje, budził emocje.




Jak i poprzednim razem, Kogeneracja S.A. zachęcała do zrezygnowania z ogrzewania węglem i podłączenia się do sieci ciepłowniczej. Oczywiście nikogo do tego nie zmuszała. Nieprzekonanym proponowała, żeby na razie obserwowali sąsiadów, którzy się na taką zmianę zdecydują.


Dzieciaki mogły malować torby wielokrotnego użytku. Pamiętam czasy, gdy nie były one niczym nadzwyczajnym. Za przeproszeniem, co to się, kurwa, porobiło, że teraz dla odróżnienia nazywa się je „ekologicznymi”? Chyba za bardzo się oddaliłem od „cywilizacji”, bo przegapiam jej kolejne, małe upadki, z tym jej plastikiem, knajpami, populizmem i całym zasranym konsumpcjonizmem.

Rozdawano sadzonki. I znowu: w jeden łikend opierdzielam się na łonie natury i łykam deszcz, który smakuje mi jak woda mineralna, a w następny obserwuję, jak garść zieleni traktuje się jak z trudem zdobyty skarb. Trudno uwierzyć, że obecnie świat jest poukładany w taki sposób. Aż się nie chce wracać do miasta. Z drugiej strony: warto wracać dla tych, którzy się tymi sadzonkami zajmują.

Mała burza rozpętała się pod namiotem, gdzie przedstawiciel Zarządu Zasobu Komunalnego odpowiadał na pytania dotyczące mającego się rozpocząć w najbliższych tygodniach remontu podwórza. Jego rozmówcy mieli sporo uwag odnośnie przedstawionego planu – tego, co zostało, a co nie zostało w nim uwzględnione. Przede wszystkim jednak zdradzali zniecierpliwienie związane z czasem, od którego się o tym remoncie mówi. Teraz wreszcie się do niego przystąpi, ale łatwo zrozumieć ich rozgoryczenie – skoro czekali tak długo (nie wiem, ile dokładnie), a ostateczna propozycja nadal im się nie podoba. Efekt końcowy może ich jednak przynajmniej częściowo zadowoli. Oczekiwania zdążyły urosnąć, teraz trzeba wrócić do rzeczywistości, zapomnieć o cudach i nie wzgardzać możliwością choćby niewielkiej poprawy warunków bytowych.

A na smaczne zakończenie notki: wegetariański poczęstunek. Jak na złość, pozostałą część dnia spędziłem z wegetarianką, a poczęstowano nas kiełbasą. Ironia losu…

Jak przebiegała dalsza część festynu i jakim zainteresowaniem cieszyły się kolejne punkty programu – nie wiem. Obstawiam, że było nieźle, swojsko, żywo… zielono. Zupełnie nie tak, jak się niektórym kojarzy Nadodrze. I dobrze.

Reklamy

, , , , , ,

  1. #1 by emilya on Sierpień 21, 2011 - 21:44

    Ciekawa jestem ilu mieszkańców tych kamienic ma realny wpływ na to, żeby się podłączyć pod elektrociepłownię? Ja bym bardzo chętnie się podłączyła zamiast męczyć się z piecem gazowym, piecem grzewczym na prąd, ewentualnym zaczadzeniem i całą resztą.
    I te sadzonki. Kiedy to będą drzewka? Kiedy ulice na Nadodrzu się zazielenią? Na przykład ulica Pomorska, która niegdyś była wysadzana drzewami. Muszę się wybrać na takie spotkanie kiedyś.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s