Pojedynek z Kelemenem

W środę dostałem maila od „Gazety wrocławskiej”. Podobny artykuł został zresztą opublikowany w internecie, więc nie traktuję tego jak wyróżnienia. Po prostu namiary na mnie ma (i przechowuje) więcej osób, niż pamiętam. Ale do rzeczy, bo murawa stygnie.

Strzel bramkę Śląskowi Wrocław!
Chcesz strzelić bramkę Marianowi Kelemenowi, bramkarzowi Śląska Wrocław? Weź udział w naszym konkursie. Odpowiedz krótko na pytanie: dlaczego chcesz strzelić bramkę Kelemenowi, wysyłając SMS o treści GOL. odpowiedz. imie i nazwisko (bez polskich znaków) na numer 72355, koszt SMS-a to 2,46zł z VAT. Na SMS-y czekamy do piątku do godz. 15.00. Autorzy 5-u najoryginalniejszych odpowiedzi będą mieli możliwość zmierzenia się z bramkarzem Śląska Wrocław, na Dniu Otwartym nowego Stadionu we Wrocławiu, w niedzielę, 4 września (po godz. 17.00)
UWAGA! Czytelnik, który strzeli najwięcej bramek otrzyma bilet na walkę Kliczko vs. Adamek (10 września, na nowym Stadionie).
Ze zwycięzcami konkursu skontaktujemy się telefonicznie, w piątek po godz. 16.00. Powodzenia!

Miałem dwa dni, żeby się zastanowić, co napisać. Wykorzystałem w pełni, a raczej zostawiłem wszystko na ostatnią chwilę… a raczej zupełnie zapomniałem. Pamięć wróciła mi w piątek, ok. 13:30. Moje tętno momentalnie przyspieszyło. Sprawdziłem w mailu, czy przypadkiem nie miałem wysłać tego SMS-a do południa. Na szczęście nie. Czas jednak naglił, bowiem moja komórka od rana pokazywała, że bateria jest na wyczerpaniu, a od swojej ładowarki byłem daleko. Przemyślałem szybko, co chcę napisać. Dlaczego chcę strzelić gola Kelemenowi? „Chcę zaimponować dziewczynie”. „Chcę mieć, co opowiadać dzieciom”. „Żona mnie zostawiła”. „Przechodzę kryzys wieku średniego”. „Nie staje mi”. W końcu postanowiłem napisać wprost: „Jestem blogerem zajmującym się wydarzeniami kulturalnymi i chcę to opisać”. Wklepałem i wysłałem najszybciej, jak umiałem. Bateria wytrzymała. Byłem zadowolony. Szkoda tylko, że w odpowiedzi nie dostałem nic poza potwierdzeniem przyjęcia zgłoszenia. Może jednak trzeba było napisać, że mi nie staje?

Na szczęście los uśmiechnął się do kogoś innego i nakazał mu się dzielić. Wejściówkami. Pięcioma. 4 września ruszyliśmy zwartą grupą pod Stadion Miejski. Po opróżnieniu pod osiedlowym sklepem paru – obowiązkowo – zielonych butelek z zielonymi etykietami oraz po skomentowaniu wyglądu ochroniarza uzbrojonego w owczarka syberyjskiego („Jaki ten pies brudny! Jego właściciel też” – przypominał „parkingowego” z okolic Rynku) wkroczyliśmy na obiekt. Tam piorunujące wrażenie wywarły na nas surowe, chropowate powierzchnie z betonu i porozciągane tu i ówdzie biało-czerwone taśmy. Gdyby nie przekazywane przez media zapewnienia, że, ogólnie rzecz biorąc, „zdążyliśmy”, dalibyśmy się nabrać, że to jeszcze plac budowy. Prawdziwy wstrząs przeżyłem dopiero pod wpływem toalet. Tylko wybierać: męskie, żeńskie, dla niepełnosprawnych, dla personelu. Stosowne oznaczenia umieszczono również po wewnętrznej stronie drzwi – żebym wiedział, z jakiej toalety wychodzę. A do tego jeszcze ponad połowa była nieczynna…

Nadszedł czas na propagandę. Dostałem specjalne, poświęcone stadionowi wydanie gazety patronującej imprezie, zdjęcie całego zespołu WKS Śląsk, reklamę firmy taksówkarskiej oraz kandydata, na którego przy najbliższej okazji mamy głosować. Co do tego ostatniego: nie pamiętam, jak się nazywa ani w wyborach do czego bierze udział, ale hostessa ubrana była w koszulkę z jego nazwiskiem na plecach. Przynajmniej plecy jako tako zapamiętałem.

Minus dla tego, kto obdarował nas wejściówkami. Jedno miejsce znajdowało się rząd niżej i ok. pięć krzesełek w bok od pozostałych czterech. Na szczęście to nie filharmonia i można się przemieszczać. Przetestowaliśmy więc jakość i komfort odbioru widowiska wyrywkowo na połowie trybun. Połowie połowy – bowiem górna połowa była odgrodzona. Wspólnym mianownikiem wszystkich niedostępnych dla nas rzędów była obecność barierek. Częściowo niedokończonych. Te natomiast siedzenia, do których nas dopuszczono, podzieliliśmy na dwie grupy: twarde (za bramkami) i miękkie (po bokach, blisko sektorów VIP-ów). Niestety nie zdołałem żadnego wyrwać, nie określiłem więc, które się bardziej nadają do rzucania w stronę przeciwnika. Pierwsze wprawdzie zapewniają mniej przyjemny kontakt z ciałem, jednak na korzyść drugich przemawia to, że są masywniejsze.

Szczególną, wartą omówienia kwestią jest nagłośnienie. Przemieszczając się z miejsca na miejsce odczuliśmy jego zmianę z marnego, poniżej jakości dworcowej, na dobre, chociaż nie koncertowe. Należy tu ponadto odnotować, że spikerów było dwóch. Słowa głównego przekazywane były poprzez głośniki zamocowane pod dachem, natomiast dźwięki artykułowane przez drugiego – ze zwykłych kolumn ustawionych za naszą bramką, w stronę przedstawicieli subkultury, której zabaw nie jestem w stanie zrozumieć. Organizacji jednak tylko pogratulować – wszyscy prawdziwi kibice skupili się właśnie w tych dwóch sektorach. Podejrzewam, że posłużyli się w tym celu jakimś instynktem, o którym cywilizowany człowiek już zapomniał. Pierwotna moc, ludowe przyśpiewki, finezyjna choreografia i skłonność do rzucania cienia na całą Polskę. Straciłem nadzieję, że kiedykolwiek się do nich upodobnię. Nie dopingowałem.

Nasi wbiegli po kolei na boisko, przybijając piątki krowom i ptakowi. Zdjęcie każdego pokazywane było na telebimach. Wcześniej widzieliśmy tam głównie George’a Michaela, ale średnio podobny mi się wydawał. Następnie piłkarze przeszli do rozgrzewki, która najbardziej mi się podobała w wykonaniu bramkarzy. Potem rozegrali sobie meczyk. Ja sam też lubię pokopać piłkę, ale gapienie się, jak to robią inni, z wiekiem coraz bardziej mnie nudzi. Bardziej zainteresowała mnie sama murawa. Piłki toczyły się po niej jak po puszystym dywanie.

Trening trwał może przez godzinę. Po nim zawodnicy wykopali w widownię trochę piłek i przeszli do tego punktu programu, na który ja się nie załapałem. Pięcioro zwykłych śmiertelników (w tym kobieta, którą puszczono przodem) kontra… Rafał Gikiewicz. Kelemen z powodu kontuzji zakończył swój udział w zabawie na etapie rozgrzewki. W sumie wyszedł z sytuacji bardzo honorowo: ja nie zagrałem, więc i on nie zagrał. Niestety ani moje, ani jego zastępstwo nie spisało się na medal. Zastanawiałem się, dlaczego Gikiewicz tak wyraźnie się nie przykłada: czasami broni jak rasowy bramkarz, a czasami przepuszcza piłkę, jakby się zagapił. Wszystko się wyjaśniło, gdy zwycięzca konkursu karnych się… oświadczył. Teraz, po odstawieniu reality show, para narzeczonych wybierze się na romantyczną walkę Adamka z Kliczką. Szkoda, że nie mieli kamer i nie pokazali całej akcji na telebimach.

Zdegustowani i pozbawieniu sensu dłuższego pozostawania na trybunach postanowiliśmy przetestować drogi ewakuacyjne. Przy okazji odkryliśmy, że wreszcie otwarto budki z podróbkami jedzenia oraz stoiska z symbolami podszywającymi się pod wszystko, przykładowo ubrania. Zatrzymaliśmy się na chwilę dopiero na zewnątrz, przy zagrodzie, do której z sektora VIP-ów wyszedł m.in. Tadeusz Socha…

…Piotr Ćwielong w koszulce Alexandre…

…i ponad dwadzieścia innych osób. Nawet Rafał Dutkiewicz, który pokazowo, z wyrazem zadumy i troski o lud poddany na twarzy przeszedł się z kolegą w tę i z powrotem, robiąc tylko jeden postój, żeby jednak się uśmiechnąć – do zdjęcia.

Ostatnim punktem programu był pokaz iluminacji w wersji szczątkowej, tzn. wyświetlenie ruchomych obrazów z jednej strony stadionu. Trzeba przyznać, że obiekt ma na zewnątrz dużo powierzchni reklamowej. Niestety w przedstawiony sposób da się ją wykorzystywać dopiero po zmroku, a i tak o tej porze najlepiej wygląda podświetlona płyta stadionu. Prawdziwe skarby tej dzieciny kryją się pod półprzejrzystą płachtą, w którą ją odziali i którą chyba niejeden chciałby zdjąć.

Droga w stronę centrum, którą kursowała tego dnia dodatkowo linia autobusowa S1, aż do Kozanowa była zakorkowana. No, cóż… Nie zdążyłem przepytać o opinię nt. imprezy kilku tysięcy jej uczestników, jedynie te parę osób narzekających, że nudy były, ale kogoś przecież musiało zatkać. Tak to bywa, gdy ma się wąskie gardła.

Reklamy

,

  1. Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s