Podsumowanie kampanii wyborczej 2011 we Wrocławiu

Jeśli komuś się marzy druga Wielka Brytania, to od wczoraj do jutra trwa Tusk Festival. Kto woli pozostać przy Polsce, będzie musiał się zadowolić zaledwie dwudniową ciszą wyborczą. Skoro cisza i skoro wyborcza, to polecam słuchanie w kółko «4’33″» Johna Cage’a przy równoczesnym dociekaniu, czy najpierw było hasło Aleksandra Kwaśniewskiego „Wybierzmy przyszłość”, czy zdanie „Choose your future” w „Trainspotting”, i co z tego wynika. Tak, nie mam zamiaru omawiać, co kandydaci do sejmu i senatu przedstawili przez ostatnie tygodnie od strony merytorycznej. Sam należę już do dość twardego elektoratu, więc w kampaniach wyborczych interesuje mnie głównie sztuka manipulacji, obecnie chętnie nazywana PR-em (bo po angielsku przecież wszystko brzmi lepiej). W programach partii dostrzegałem przede wszystkim ulotki, plakaty, transparenty, billboardy, słodycze, gazetki, pocztówki, długopisy, ołówki, smycze… Nie będę się cackał i wmawiał komukolwiek, że to niewinne lub głębokie. Nie będę nazywał szamba perfumerią – przedstawiam wyborczy cyrk (w skrócie, zupełnie przypadkiem: w.c.). Czytelniku, szukaj swoich idoli!

Prawo i Sprawiedliwość
Nikt mnie nie przekona, że było inaczej. To PiS był we Wrocławiu najlepiej zorganizowany i miał najciekawszą kampanię, czego dowodem jest kilka, w większości krytycznych, wytykających potknięcia i dziwne zachowania, notek na moim blogu, z imprez przy „Namiocie spotkań i dyskusji o Polsce”:
spotkanie z Antonim Macierewiczem dotyczące wiecznie żywego Smoleńska;
spotkanie z Piotrem Lisiewiczem, antykomunistycznym prześmiewcą;
spotkanie z Ryszardem Legutką w towarzystwie m.in. Pawła Hreniaka, który rozprowadzał potem swój zaczynający się słowami „Czy Państwa to nie wkurza?”, domowej roboty (tzn. wydrukowany na kartkach A4, nawet nie wyjustowany) tekst o płatności za przejazd AOW;
spotkanie z Kazimierzem Michałem Ujazdowskim;
wykład Marcina Sienkiewicza nt. energetyki w Polsce;
impreza finałowa mająca chyba na celu pozbycie się resztek materiałów wyborczych.
Oprócz opisanych odbyło się jeszcze m.in. spotkanie z Rafałem A. Ziemkiewiczem, kiedyś bardziej pisarzem, obecnie bardziej publicystą. Szkoda, że nie dotarłem, bo chętnie zdobyłbym jego autograf na jakiejś starej książce. Cyberpunkowej, nie podróbie Tolkiena.
Dorzucam krótki opis przypadku Przemysława Czarneckiego, który zastosował sprawdzoną już na świecie sztuczkę. Otóż na billboardach reklamuje się bez zdjęcia i bez imienia, przez co może być brany za swojego ojca – Ryszarda. Niech szanowny wyborca postawi krzyżyk przy znajomym nazwisku.
Ze spraw już wcześniej przeze mnie opisanych nic natomiast nie przebije krówek w agitacyjnych papierkach.

Kornel Morawiecki
Namiot popieranego przez PiS (lecz również przez PPS) kandydata KW Wolni i Solidarni stanął na końcu ul. Świdnickiej, przy rogu Rynku. Fani mogli przyjść, wsadzić głowę w dziurę i zrobić sobie z Kornelem zdjęcie. Niestety „stoisko” to, jak i wiele innych materiałów, uległo zniszczeniu przez pocięcie.

Czy współczuję Kornelowi Morawieckiemu z powodu niesprawiedliwości panującej na świecie? Nie. Zasłużył sobie. Podobno jest w tej kampanii jednym z liderów pod względem ilości nielegalnej propagandy. Jako człowiek, który już dla paru pracodawców (nie ze świata polityki) rozklejał plakaty, roznosił ulotki i wchodził przez to w konflikt z prawem, wierzę w tę informację. Kampania nawiązywała m.in. do opozycyjnej przeszłości Morawieckiego, jednak dla mnie to było wyraźnie więcej niż stylizacja. To była partyzantka. Widziałem jego transparenty i plakaty w różnych miejscach, na płotkach przy drodze, na przystankach, na wiaduktach kolejowych, do tego tabliczki na trawnikach. Wątpię, żeby miał zezwolenie na choćby połowę z tego. Na hasła wypisywane kredą na chodniku pewnie też by się znalazł paragraf, chociaż tu sytuacja wyglądałaby już śmiesznie. Z jednej strony to wandalizm. Z drugiej… Czy karać dzieci, które się tak bawią?
Z materiałów legalnych wymienić mogę niewiele więcej niż billboardy na przyczepach samochodowych (chociaż te podczas ciszy nie powinny już chyba być na ulicach obecne, a są) oraz „Gazetę obywatelską”, której na Świdnickiej wręczali od razu po dwa egzemplarze, z długopisem i pocztówką. Jeden z projektów tego ostatniego podpisany był „Krasnale wrocławkie popierają Kornela MORAWIECKIEGO do Senatu” (pisownia oryginalna) i przedstawiał owe figurki z wyborczymi chorągiewkami. Kandydat zgrał się z trwającym od wczoraj do dzisiaj II Wrocławskim Festiwalem Krasnoludków, który nawet zareklamował, chociaż sam się na nim chyba nie zjawił. Zastanawiam się, czy miał zezwolenie na takie wykorzystanie „symboli Wrocławia”. Tym bardziej, że dostrzegam tu pewien zgrzyt. Przecież jeszcze niedawno Morawiecki paradował w pomarańczowej czapce krasnoludka na happeningu Pomarańczowej Alternatywy (czego media niestety nie podchwyciły) skierowanym m.in. przeciwko Zdrojewskiemu i Dutkiewiczowi. Na liście osób, które go popierają, wymienia zresztą m.in. Majora. Równocześnie zaś zdaje się bratać z drugą stroną. Pogrywa na dwa fronty? Nie zdziwiłbym się. Zastanawiam się nawet, czy to nie on sam zlecił niszczenie swoich materiałów na mieście, i to nawet nie wielu – jak twierdził – a jedynie kilku, do zdjęć. Wyraźnie sięga po wszelkie dostępne środki, nie ogranicza się do jednej konwencji, jest stary i młodzieżowy, stara się dotrzeć do każdego, nawet kosztem pogrążenia się w chaosie. Może wkłada w kandydowanie wszystkie siły, bo uznał, że dla niego to już ostatni gwizdek? Przecież dotychczas we wszystkich wyborach przegrywał.

Platforma Obywatelska
Nie da się wiele napisać o kampanii. Mieli swoje gadżeciarskie stoisko w Rynku – z ulotkami, ołówkami, smyczami, lizakami i cukierkami. Na końcu Oławskiej, przy siedzibie PO, natknąłem się raz na Rafała Jurkowlańca rozmawiającego z kilkoma osobnikami uzbrojonymi w karton z propagandą.
Poza tym zetknąłem się jeszcze tylko z wystąpieniem Macieja Zielińskiego, niestety nawet nie na żywo. Przy okazji Marszu Wyzwolenia Konopi pod Rynek podjechał samochód z telebimem, z którego były koszykarz przemówił do zgromadzonej młodzieży. Wygłoszenie wszystkich związanych z tematem mądrości zajęło mu… kilkanaście sekund? Cholera, nagadał się. Zawsze jakiś pretekst, żeby się pokazać. Chociaż sam twierdzi, że akcja nie miała nic wspólnego z kampanią, trudno w to uwierzyć. Wystarczyło spojrzeć przez otwarte okno na materiały wewnątrz samochodu.
Do listy podejrzanie politykujących dopisuję Alicję Chybicką, kierowniczkę Kliniki Transplantacji Szpiku, Onkologii i Hematologii Dziecięcej Akademii Medycznej we Wrocławiu oraz fundacji „Na ratunek dzieciom z chorobą nowotworową”. To akurat nie moje spostrzeżenie, ale kilka tygodni temu kandydatka do senatu ruszyła w rejs po Odrze w towarzystwie swoich małych podopiecznych oraz mediów. Oczywiście nie miało to nic wspólnego z kampanią. PO chyba w ogóle żadnej kampanii nie prowadzi.

Sojusz Lewicy Demokratycznej
W poszukiwaniu informacji właśnie się wciągnąłem w antyrządową gierkę „Kolej. Przyspieszenie”. A tak na serio… Z SLD rzucili mi się w oczy tylko dwaj kandydaci. Pierwszym był Beniamin Noga. Chociaż całkiem aktywny, notki się u mnie nie doczekał. Jedną z głównych przyczyn był niedobór informacji. Wspominał w internecie o akcji wymiany książek na ul. Świdnickiej i o turnieju piłkarzyków w ramach swojego projektu Noga 2012, jednak w taki sposób, że po przeczytaniu o tym wciąż nie wiedziałem: czy to on organizuje, czy podpina się pod cudzą imprezę; czy w ogóle się zjawi na miejscu, czy tylko tę imprezę reklamuje; wreszcie gdzie i kiedy ma się ona odbyć. Jeśli jako czas i miejsce turnieju piłkarzyków podał trzy kolejne dni i cztery nazwy miast… Precyzja powalająca. Przynajmniej nie mam jak gościowi zarzucić, że tam, gdzie on stał, tam stała… kolumna Zygmunta, oczywiście. Może nie chciał, żeby mu na te „piłkarzyki” ktoś nasłał „pseudokibiczątka”. Żeby nikt Nodze nie podstawił nogi, gdy będzie grał w nogę. Na szczęście ten mecz dobiega już końca.
Warty wzmianki jest jeszcze Dominik Kłosowski ze Stowarzyszenia „Kozanów”. Niedawno ogłoszono kolejny postęp w dążeniu do zbudowania wału przeciwpowodziowego na osiedlu, którym się zajmuje. Wydarzenie okazało się tak doniosłe, że w ostatni wtorek przed wyborami zorganizowano spotkanie informacyjne dla mieszkańców. Na rozklejonych po osiedlowych bramach plakatach z wielkim nazwiskiem nie przewodniczącego, lecz jego zastępcy, zabrakło tylko dopisku „Lista 3, miejsce 27”. Na spotkanie niestety nie dotarłem, ale na działacza się natknąłem – reklamującego się osobiście na Świdnickiej.

Ruch Palikota
Namiot miał na Świdnickiej, a kojarzyć mi się będzie przede wszystkim z wkurzającymi gośćmi, którzy w centrum miasta, pieszo i z samochodów, przez megafony zachęcali do głosowania. Ruch Palikota również wsparł Wolne Konopie z ich marszem. Janusz Boguszewicz, jeden z kandydatów, pojawił się też na Marszu Równości. Organizatorzy nie wyrazili zgody na polityczną agitację podczas imprezy, później jednak wręczył mi swoją ulotkę, mówiąc „Jedyny gej na liście Palikota”. Porównałem podobiznę ze zdjęcia ze stojącym obok mnie facetem. „Ale to pan” – odpowiedziałem. Potwierdził, ale nadal mówił bardziej jak o człowieku z ulotki, a nie o sobie.
Na liście Palikota znaleźli miejsce również przedstawiciele Racji Polskiej Lewicy. Nie będę się o nich rozpisywał – wspomnę jedynie, że zainteresował mnie ich pomysł na ulotki. Prosty, typu „zrób to sam”, ale zwracający uwagę i wyróżniający się. A może po prostu dałem się złapać na ten charakter pisma?

Rafał Dutkiewicz
KWW Rafała Dutkiewicza, czyli wrocławską odsłonę Unii Prezydentów – Obywatele do Senatu, widziałem tylko na plakatach i ulotkach. Szczególną rolę w kampanii do senatu odegrał jednak Władysław Frasyniuk. Zaczęło się od inauguracji czwartej serii Gadek-Szmatek w kawiarni Literatka. Zwyczajowo organizatorzy nie podają, jakie osobistości zaprosili do udziału w imprezie. Tym razem nie bawili się w szykowanie niespodzianki. Wśród gości znalazł się m.in. Frasyniuk. Wiadomość została podana dalej przez parę serwisów informacyjnych, w tym przez Gazeta.pl. W ten sposób do Literatki trafił m.in. mój kolega, który zaraz po imprezie rozpuścił wieść o „niezawodnym Frasyniuku”. Ja w odpowiedzi oznajmiłem, że to czymś śmierdzi, chociaż nie wiem czym, bo przecież – aż dla pewności sprawdziłem – były opozycjonista ostatecznie zdecydował się w tych wyborach nie kandydować. Sprawa wyjaśniła się jednak szybko. Do końca tygodnia Frasyniuk ogłosił, komu udziela poparcia – kandydatom Dutkiewicza oraz niepokornemu Michałowi Jarosowi z PO, również bratającemu się z prezydentem Wrocławia. Pierwszy artykuł na ten temat na Gazeta.pl ukazał się niespełna dwie doby po imprezie w Literatce. Szczególnie interesujące jest to, że pokazująca Frasyniuka jako główną gwiazdę Gadek-Szmatek notka na tym serwisie w międzyczasie… zniknęła.



Polskie Stronnictwo Ludowe
Znowu tabliczki na trawnikach… Tym razem z nazwiskiem kandydatki z listy PSL i napisem „SZANUJ ZIELEŃ” (jeśli dobrze pamiętam). Ktoś je chętnie przewracał. Natomiast były zapaśnik Rafał Kubacki, stojący przy namiocie na Świdnickiej, w którym można było m.in. zmierzyć sobie ciśnienie, zaproponował, żebyśmy zrobili sobie zdjęcie razem. Grzecznie odmówiłem.

Polska Jest Najważniejsza
PJN widziałem tylko na legalnych plakatach.

Nowa Prawica – Janusza Korwin-Mikke
Niestety nie dotarłem na konwencję Nowej Prawicy we Wrocławiu, na której zjawił się sam Korwin-Mikke. Pod namiot na Oławskiej też nie zaglądałem, chociaż można było dostać cukierki. Tyle tylko, że wręczono mi na ulicy „Tygodnik Nowej Prawicy”.

Polska Partia Pracy – Sierpień 80
Z materiałami PPP w ogóle się nie zetknąłem.

Prawica
Jeśli dobrze widzę, Prawica ma w moim województwie tylko jednego kandydata do senatu, i to poza Wrocławiem. Pewnie dlatego ona też nie wpadła mi w oko.

Podsumowanie
Zdecydowanie najlepsze, najaktywniejsze kampanie mieli: PiS i Kornel Morawiecki. Wprawdzie dzieło tego drugiego zupełnie mi się nie podobało, ale trzeba przyznać, że jego materiały atakowały ze wszystkich stron i potrafiły zaskakiwać. Jako trzeciego wyróżniłbym Dominika Kłosowskiego za spotkanie na Kozanowie, jednak ostatecznie oddam to miejsce na podium Władysławowi Frasyniukowi – za mistrzowskie zmanipulowanie mojego kolegi. Rzeczywiście niezawodny…
Dla formalności dodam, że starałem się skrytykować wszystkie komitety wyborcze na równi. Nie jestem głosem żadnej partii. Hm, gdyby partia miała mój głos, w połączeniu oznaczałoby to, że nie jestem swoim głosem. Zaczynam się bać wyborów.

Reklamy

, , , , , , , , , , , , , , , , ,

  1. Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s