…And Justice for Lulu

O współpracy Metalliki i Lou Reeda dowiedziałem się, gdy wszedłem na bloga Bartka Chacińskiego z „Polityki” i zobaczyłem recenzję gotowego już albumu zatytułowanego „Lulu”. Właściwie to notkę ograniczającą się do podania określenia „masochizm” i oceny: 3/10. Szybko odkryłem jeszcze opinię Megakruka (któremu już kiedyś oznajmiłem, że powinien pisać felietony, a nie recenzje). Na Rockmetal.pl: 1/10. Nie zaskoczyło mnie to. Reed dotychczas nie zdołał mnie wciągnąć, zaś Metallica ostatni album, który zaakceptowałem w całości, wydała pod koniec lat 80. W dwutysięcznych przekształciła nawet mój stosunek do niej w obojętność. W „St. Anger” (2003) nie przeszkadzało mi brzmienie ani okładka (ludzie czepiają się wszystkiego), za to materiał po prostu mnie nudził. „Death Magnetic” (2008) i tzw. powrót do grania w starym stylu? Przesłuchałem raz i do dzisiaj tego doświadczenia nie powtórzyłem. Oni mogą wracać na siłę, ja się nie zmuszę. Efekt jest taki, że do „Lulu” podszedłem z ciekawością, ale bez oczekiwań. I co? I to jest naprawdę dobry, interesujący album. Z przyjemnością słucham w kółko, chociaż internauci skarżą się, że już pełny (87 minut) jednorazowy kontakt graniczy z niemożliwością. Sprawa jest poważna, bo przecież dla przeciętnego Polaka nie ma nikogo ważniejszego niż Jan Paweł II, Andrzej Wajda i Metallica. Dla młodszego pokolenia ranking ten pewnie będzie trochę inny – bo i sami idole robią dziś przecież co innego niż lata temu – ale ikona to ikona. Raz zmalowana, w głowie „konserwy”, nawet nie bezkrytycznej, pozostaje na zawsze. I niestety zaślepia, przepraszam, ogłusza. W luźnym nawiązaniu do teorii symulacji Jeana Baudrillarda: oto nazwa „Metallica” uniezależniła się od twórczości kryjących się za nią muzyków, stając się ich tyranem. Za nieposłuszeństwo wobec tradycji nasyła na nich stado wściekłych owiec uzbrojonych w klawiatury. W tym biznesie wolność jest zakazana.

Album został przedpremierowo udostępniony do przesłuchania tutaj (moje ulubione utwory: „The View”, „Pumping Blood”, „Mistress Dread”, „Cheat On Me” i „Little Dog”), a moją recenzję (w komentarzach piszę jeszcze o samym zjawisku) przeczytać można tutaj. Ponadto z pasją, mniej lub bardziej treściwie, komentuję również cudze, niepochlebne opinie. Do dwóch wymienionych na początku dorzucam recenzję Pawła Piotrowicza.

Reklamy

, , , ,

  1. #1 by jerzy on Listopad 5, 2011 - 22:53

    zgadzam się! cieszę się że ma Pan podobne zdanie. jestem zafascynowany LuLu. To świetna płyta – słucham jej teraz na okrągło.
    [reklamę nie na temat wyciąłem]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s