Szkic Krzyża w szufladzie

Pani Ania otworzyła dziennik, żeby sprawdzić obecność, zanim jednak wyczytała pierwsze nazwisko, do tablicy podszedł Januszek z krzesłem. Stanął na nim i sięgnął po zawieszony pod sufitem krzyż.
– Proszę – powiedział, kładąc go nauczycielce na biurku.
Pani Ania obserwowała całe zajście oniemiała. Zdziwiona odprowadziła wzrokiem ucznia do ławki. Następnie spojrzała na krzyż. Nie chciała prowadzić lekcji, trzymając go na biurku. Czułaby się, jakby ją symbolizował. Schowała go do szuflady. Nie, też źle. A jeśli ktoś, np. inna nauczycielka, wejdzie i spyta, gdzie jest krzyż? Mogłaby odpowiedzieć wprost, że ma go w szufladzie. Gdyby jednak gość chciał się dowiedzieć, dlaczego go tam trzyma… Nie potrafiłaby tego sensownie wytłumaczyć.
Otworzyła szufladę, wzięła krzyż do ręki i wystawiła przed siebie.
– Janusz, powieś to z powrotem.
– Nie – odpowiedział uczeń bez wahania.
Nauczycielka nie wiedziała, jakich argumentów użyć. Pomyślała przez chwilę, aż przyszedł jej do głowy najbanalniejszy: wypisać uwagę. Tylko jak by ona brzmiała? „Janusz Isa – zdjął krzyż ze ściany”. Najgłupsza uwaga w jej karierze. Po dalszym namyśle uznała jednak, że jej starsze koleżanki nie takie rzeczy wypisywały i wciąż wypisują. Wzięła więc długopis i, poinformowawszy ucznia o swoim zamiarze, dokonała aktu sprawiedliwości.
– Kto powiesi krzyż? – spytała następnie.
Na sali panowała cisza. Wreszcie z ławki wstał Jarek. Postawił pod tablicą krzesło i zawiesił krzyż na jego miejscu. Po powrocie do ławki wlepił wzrok w nauczycielkę. Ta nie reagowała. Przerzuciła kartki dziennika z powrotem, żeby sprawdzić obecność.
– Mogę dostać pochwałę? – spytał Jarek.
Pani Ania wlepiła wzrok w kolejnego szaleńca. Miała wrażenie, że porwała ją lawina idiotyzmów, której nie da się już zatrzymać. Ktoś powiesił ten krzyż tam na górze, jakby postawił wielki kamień na czubku spiczastej góry, gdzie stabilność jest nie do zapewnienia, a teraz ona bierze udział w przetaczaniu go w tę i z powrotem, jak kuli siejącej spustoszenie wśród kręgli. Mogła spróbować zamknąć problem w szufladzie, ale wtedy i ją by trącono i przewrócono. Tak była bezpieczna.
Nie odpowiedziała Jarkowi. Myślała. Szukała jakiegokolwiek argumentu. To, co podpowiadał rozum, układało się w zbiór sprzeczności, sięgnęła więc do serca. Co by myślała, gdyby to jej synek zdjął krzyż ze ściany w sali lekcyjnej?
Wzięła korektor i zamazała uwagę. Oznajmiła Januszkowi, co robi, po czym znowu przerzuciła kartki dziennika, by sprawdzić obecność. Była zadowolona. Można było uznać, że sprawy nigdy nie było. Do niczego nie doszło. Święty spokój. Prawie, bo zanim przeczytała pierwsze nazwisko…
Januszek podszedł z krzesłem do tablicy.

Reklamy