MFK’11, dz. 1: Brutalna prawda i fantastyczna fikcja

Międzynarodowy Festiwal Kryminału, 22 listopada 2011 r.

Warsztaty wystartowały zgodnie z zapowiedzią. Cztery grupy, każda z innym trenerem, a każdy trener z innym podejściem. Nam Mariusz Czubaj przedstawił historię kryminału, jak się gatunek rozwijał, jak się zmieniały koncepcje, jakie się pojawiały nowe nurty i czym się różniły – żebyśmy wiedzieli, jakie tak naprawdę mamy duże możliwości i z jak wielu stron możemy się do tworzenia zabrać. I ja znalazłem w tej opowieści szufladkę dla siebie. Drodzy czytelnicy, jestem postmodernistą.

„Wątki detektywistyczne w polskich powieściach SF” Paweł Dunin-Wąsowicz; Literatka

Prelegent myślał, że znajdzie więcej pozycji w literaturze spełniających wymagania narzuconego tematem wykładu, jednak zadanie okazało się trudniejsze. Może dlatego najpierw odwołał się do paru dzieł zagranicznych, i to na ich przykładzie opisał nam, czym się połączenie obu gatunków literackich charakteryzuje i czym się efekty fuzji różnią od klasycznego kryminału. Otóż w fantastyce, według Dunina-Wąsowicza, zwykle nie chodzi o sprawy osobiste i merkantylne. Zbrodnie mają inne podłoże. Przykładowo wydane w 1992 r. „Vaterland” Roberta Harrisa zaczyna się jak kryminał, potem jednak staje się polityczne. Podobnie ma się sprawa ze „Związkiem żydowskich policjantów” Michaela Chabona z 2007 r., a także z polskim, tegorocznym „Kryptonimem Posen” Piotra Bojarskiego.

Jeśli chodzi o literaturę zagraniczną, chętnie usłyszałbym kilka zdań o „Pozytonowym detektywie” Isaaca Asimova, bowiem to najwyraźniejsze skrzyżowanie science fiction z kryminałem, jakie znam, jednak w dalszej części prelegent przeszedł już do właściwego tematu. Pierwsze wątki tego typu w polskiej literaturze dostrzegł u Władysława (tak usłyszałem, ale mogło chodzić o Włodzimierza) Zagórskiego, pod koniec XIX w. Następnie przeskoczył na końcówkę lat 50. XX w., kiedy to ukazały się trzy ważne książki: „Skradzione głowy” (1958) Tadeusza Unkiewicza, „Katastrofa na «Słońcu Antarktydy»” (1958) Adama Hollanka oraz „Śledztwo” (1959) Stanisława Lema. À propos ostatniego z pisarzy wspomniał również o „Katarze” (1976) i „Sknoconym kryminale” (pisanym w połowie lat 50., wydanym w formie niedokończonej w 2009 r., czyli pośmiertnie). Zwrócił uwagę również na „Kongres futurologiczny”, a to dlatego, że nawiązuje doń prześmiewczy komiks „Esencja” Grzegorza Janusza z rysunkami Krzysztofa Gawronkewicza. W dalszej kolejności usłyszeliśmy o dziełach Janusza Zajdla z pierwszej połowy lat 80.: „Limes inferior” będącym odwrotnością kryminału i „Paradyzji”, w której pojawiła się dedukcja. Pod kryminały science fiction słusznie podciągnął też książki przedstawiające śledztwa dziennikarskie, autorstwa np. Konrada Tomasza Lewandowskiego i Rafała A. Ziemkiewicza. Drugi z tych twórców napisał też „Pieprzony los kataryniarza”. Ponadto istnieje również „I w następnym dniu” Macieja Lepianki, „Kankan na wulkanie” Marka Oramusa, „Gamedec” Marcina Przybyłka, „Doktor Styks” Marcina Wolskiego, a także komiksy „Status 7” Tobiasza Piątkowskiego i Roberta Adlera, oraz „Pies i klecha” (gdzie jednak problemami głównych bohaterów są demony) Łukasza Orbitowskiego i Jarosława Urbaniuka.

Na szczęście Dunin-Wąsowicz sam sobie zdawał sprawę z tego, że to, co zrobił, to tylko wyliczanka, a z wymieniania wiele nie wynika. Zdołał jednak przedstawić jeden wniosek: że w kryminałach science fiction chodzi zwykle o chęć przejęcia władzy. Jeśli już wgłębiać się w tego typu szczegóły, to kilka godzin wcześniej Czubaj opowiadał nam o różnicach pomiędzy podgatunkami kryminału. Jest ich całkiem sporo i w tym kontekście efekt rozmyślań Dunina-Wąsowicza wydaje mi się, owszem, dobrze udokumentowanym, ale stwierdzeniem na jedną minutę, a nie czterdzieści pięć. W wywodzie zabrakło mi filozofii.

Na koniec padło pytanie z sali dotyczące małej liczby kryminałów science fiction polskich autorów – czy za granicą sprawa ma się tak samo. Prelegent poinformował, że tam znaleźć przykłady jest trochę łatwiej. Podejrzewa, że przyczyną są zabory, a także późniejszy brak suwerenności Polski.

„Znudzeni fikcją, czyli o polskim true-crime”, Marta Łysek; Literatka

Dzieła powstające w oparciu o prawdziwe zbrodnie mogą mieć rozmaity charakter. Prowadząca wykład nie ogląda jednak „Uwagi” ani „Superwizjera”. Mówiąc o true-crime, myślała głównie o książkach – wspomnieniach z więzienia, biografiach gangsterów itp. Zwrócić naszą uwagę chciała przede wszystkim na to, jak trudny bywa mariaż dziennikarstwa z literaturą piękną. Ludzie związani z prasą tworzą przecież zwykle krótkie formy, które rządzą się innymi regułami. Owszem, na półkach księgarń można znaleźć Kapuścińskiego i paru innych Polaków, którzy podnieśli reportaż do sztuki wyższej, problemów jest jednak niemało. Podstawowy jest oczywisty: nie można sobie wymyślić bohatera. Skoro nie można urozmaicić fabuły czymkolwiek spoza realiów, trzeba nadrabiać darem opowiadania, a ten posiada przecież nie każdy.

Oprócz różnic reportaż i kryminał mają też jednak cechy wspólne. Jedno i drugie musi zaskoczyć czytelnika i mieć dobrze rozłożone akcenty. Pierwsze z nich w przypadku literatury faktu bywa problemem, bowiem temat może być już powszechnie znany. Czasy PRL Łysek uważa jeszcze pod tym względem za dobre, bowiem roją się od nie do końca wyjasnionych spraw, czego efektem jest m.in. książka „Ksiądz Jerzy Popiełuszko. Dni, które wstrząsnęły Polską” Piotra Lidki. Sytuacja z późniejszymi wydarzeniami ma się już inaczej, np. pisanie o porwaniu Krzysztofa Olewnika ma mało sensu, gdy i tak wszyscy są z informacjami na ten temat na bieżąco. Istnieją też zagrożenia innego typu. Prelegentka wspomniała, że ktoś chciał niedawno napisać o aferze Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego, ale nie zrobił tego, bo mógł stracić przez to życie. Sprawa była zbyt świeża. Przypomniało mi to o „Grach ulicznych” – filmie Krzysztofa Krauzego.

Łysek powiedziała, że dziennikarze maja taki problem, że często albo za bardzo się streszczają, albo chcą podać jak najwięcej szczegółów. Ci drudzy chętnie wpisują się – według prelegentki – w obecną eskalację przemocy na ekranie, występującą również w książkach. Większość autorów lubi obecnie mocne sceny, tylko nieliczni wciąż zostawiają coś w domyśle. Równocześnie jednak podawanie szczegółów jest ważne, a przy tym jest jedną z przyczyn, z których dziennikarz śledczy wszystko robi dłużej, niż normalnie (tzn. nie do jutrzejszego wydania gazety). Chodzi o weryfikację, rzetelność informacji – żeby żaden ekspert nie powiedział później, że dany reportaż to bzdura. Dziennikarze śledczy muszą się dokopywać się do dokumentacji, a poza nimi mało komu chce się w to bawić. Dlatego też warto docenić ich robotę.

Na koniec Łysek wspomniała jeszcze o Trumanie Capote, uważanym za ojca gatunku, a także wyraziła swoje przekonanie i nadzieję – że te książki zmieniają i nadal będą zmieniały nasze postrzeganie świata na prawdziwsze. Mnie się niestety wydaje, że większość ludzi wolałaby nie znać prawdy. Przyjemniej jest myśleć, że wszystko jest w porządku.

„Nauka w praktyce śledczej. O czym mówią zmarli?” dr hab. Maciej Trzciński, dr Łukasz Szleszkowski, mgr Agata Thannhäuser; Art Hotel

Prezentację przygotowaną przez kryminalistyka-archeologa, specjalistę medycyny sądowej i antropolożkę uważam za pouczającą, a także wstrząsającą. Bynajmniej nie przez aparat do uboju bydła, zdjęcia czaszek katyńskich i much lęgnących się w ludzkich zwłokach. Przede wszystkim jestem w szoku po tym, jak się dowiedziałem, że w Polsce na miejscu zbrodni nie obrysowuje się denata kredą. Zepsuli mi takie piękne wyobrażenie…


„Podróże kryminalne Roberta Makłowicza. Ugotuj to jeszcze raz, Salvo” Robert Makłowicz; Art Hotel

Po poprzedniej prezentacji nabrałem apetytu. Z odsieczą przyszedł mi znany kucharz Robert Makłowicz, który na naszych oczach przyrządził dwa z wielu dań, które na kartach serii powieści Andrei Camilleriego wchłonął niejaki Salvo Montalbano. Najpierw skosztowałem czegoś kałamarnicowatego. Makłowicz, dodając do potrawy atrament z torebki, wspominał film „Podróże Pana Kleksa”. Też pamiętam. Do malutkich ośmiorniczek już się jednak nie dorwałem. Za dużo chętnych. A Makłowicz ze śliniącym się nad garami Irkiem Grinem tak sypali żartami, że jadło się naprawdę dobrze.

Podsumowanie

Pierwszy dzień festiwalu – dość atrakcyjny, chociaż część w Literatce niejednego rozczarowała. Szczególnie nie popisał się Paweł Dunin-Wąsowicz, i nie jest to zdanie tylko moje, miłośnika fantastyki. Marta Łysek z kolei zaskoczyła mojego kolegę dziennikarza, który nie potrafi się zgodzić z jej wypowiedzią dotyczącą obecnego zwalniania przez gazety dużej liczby reporterów, w tym przede wszystkim dziennikarzy śledczych – on twierdzi, że śledczych właśnie się zostawia, tylko każe im się zajmować również mniejszymi tematami. Co do części w Art Hotel, słyszałem zastrzeżenia odnośnie prezentacji o praktyce śledczej, że pokazano i powiedziano za mało, co jednak nie oznacza, że było źle. Przecież tego i owego można było się dowiedzieć. Makłowicz natomiast, jako element rozrywkowy, sprawdził się bardzo dobrze. Tylko tak się denerwował, że ciągle musiał kosztować wina – a nam go spróbować nie dał.

Reklamy

, , , , , , , ,

  1. #1 by Wrocław Fantastyczny on Listopad 26, 2011 - 02:07

    Fajnie, że napisałeś o kwestii powiązań SF z kryminałem, sam niestety nie mogłem dotrzeć na pożądaną prelekcję. Jednak poraziło mnie z jednej strony mówienie o „znikomej ilości” polskich dzieł w tym gatunku, z drugiej – rażące nieprzejrzenie dostępnych książek, zwłaszcza wrocławskich, bo jak co do „losu kataryniarza” miałbym duże wątpliwości, tak wątek wybuchających ludzi w „Breslau Forever” Ziemiańskiego wciąż budzi we mnie wątpliwości: kryminał (bo w końcu udaje się odnaleźć racjonalne wytłumaczenie fantastycznych zjawisk) czy może jednak SF (bo wybuchanie ludzi zdecydowanie kojarzy się z fantastycznością). Jak dodamy, że na zachodzie trochę szerzej się rozpatruje zakres SF (wszystko, co jest „fiction” (w tym także kryminały), ale ma silny wątek „science” – czyli także biologia, chemia, bez uciekania w probabilistykę)) to ewidentnie książka jest i czysto-gatunkowym kryminałem, jak i czysto-gatunkowym SF ;)

  2. #2 by Krasnal Adamu on Listopad 27, 2011 - 15:28

    Dzisiaj się dowiedziałem, że ten wykład Dunina-Wąsowicza był uzupełnieniem cudzego, zeszłorocznego wykładu na podobny temat. Ostatecznie niezadowalające wyszły oba.

  3. #3 by Kultywatur... eee, StrefaHH znaczy. on Grudzień 1, 2011 - 01:51

    Pozdrowienia Adamie, szkoda, że nie było czasu na pogadanie dłużej i „w normalnych warunkach”. :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s