Wrocławskie promocje niepapierowych książek

Czytelnik 2.0? Co to takiego? Jakaś maszyna? Program komputerowy? Sztuczna inteligencja? Skłonny jestem jeszcze pomyśleć, że cyborg, ale na pewno nie stuprocentowy człowiek. Innego zdania byli używający tego określenia trzej panowie, którzy wystąpili 3 grudnia w BWA Awangardzie, na 20. Wrocławskich Promocjach Dobrych Książek z prezentacją (z założenia mającą być panelem dyskusyjnym) zatytułowaną „Co z tą książką?”.

Przegląd nowości technologicznych zaczął się od e-booków, a właściwie od ich czytników i rynku. Wymieniono cały szereg ich zalet. Owe nośniki słowa pisanego są więc ekologiczniejsze od papieru. Gadżety – dzięki nim młodzież chętniej sięgnie po książkę. Wreszcie pisarz sam się wydaje (nowoczesny wydawca to bardziej moderator) i ma lepszy dostęp do informacji zwrotnej ze strony czytelnika. Zanosi się na rozwój owego systemu w Polsce – w kwietniu przyjdzie do nas Amazon.com.

Osobny punkt programu stanowiły książki dla ucha. Opowiadający o nich panelista podkreślił, że tak naprawdę nie są one nowością. Cofnął się w historii do czasów, kiedy audiobooki przeznaczone były tylko dla niewidomych, oraz do 1938 r., kiedy to w amerykańskim radiu wyemitowano „Wojnę światów” – przygotowane przez Orsona Wellesa słuchowisko na podstawie książki Herberta George’a Wellsa. W jego opowieści zabrakło tylko programów komputerowych czytających teksty elektroniczne na głos.

Za najgodniejszy uwagi głos podczas całego spotkania uważam wypowiedź pewnej pani z publiczności. Zasugerowała ona, że przedstawiona przez panelistów statystyka przedstawiająca chęć posiadania przenośnych urządzeń do korzystania z e-booków wśród amerykańskiej młodzieży nie świadczy tak naprawdę o chęci czytania, tylko o konsumpcjonizmie. Zupełnie inaczej wygląda sytuacja na wsi, z której przybyła. Tam dostęp do internetu jest utrudniony, a gdy już ktoś go ma, to nie po to, żeby ściągać książki, tylko dla spraw błahych. Intensywnie działają za to biblioteki, starając się jak najbardziej wzbogacić życie okolicznych mieszkańców. Stwierdziła też, że te nowoczesne formy książki zostawiają mniej miejsca na wyobraźnię, np. audiobook będący już przecież interpretacją. Z ostatnią myślą jeden z panelistów się nie zgodził, odniosłem jednak wrażenie, że nie odróżnia on interpretacji od adaptacji. Dla mnie natomiast audiobook to już bardziej teatr niż książka.

Idąc na dyskusję, nie wiedziałem do końca, czego się po niej spodziewać. Przyszłość książki? Wiadomo – książka przyszłości nie ma. Dzieci już się uczą pisać, czytając internetowe komentarze pod artykułami, fejsbuki kolegów itp., wszystko w olbrzymiej części niezgodne z regułami języka polskiego, przede wszystkim zasadami interpunkcji. Panelista od audiobooków w pewnym stopniu to potwierdził, z ust jego padło bowiem m.in. „dwutysięczny piąty”, „sięgnęłem” i „Harry Pottera”, zaś w prezentacji napisał „otwarzacze”. Spotkanie poszło jednak w trochę inną stronę. Przypominało mi to dyskusję, czy jest potrzebne radio, czy jest potrzebny internet i czy lepiej jest iść na ambitny i wartościowy film, czy na pełną efektów komputerowych superprodukcję w 3D. Panowie paneliści zdają się uważać, że treść książki to za mało, zaś animacja przewracanych kartek jest o wiele atrakcyjniejsza, niż przewracanie ich naprawdę. Pergaminy by się w grobie przewróciły.

Jeszcze tylko kilka zdań subiektywnego podsumowania całego WPDK 2011. Program trochę mniej ciekawy niż w ostatnich paru latach. Goście częściowo znowu ci sami, a częściowo mi nieznani. A może następną edycję zrobić w internecie?

Reklamy

, , ,

  1. Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s