Szkic Transportu

Nazywali to „wielką migracją starców z miejsc siedzących w nieistniejące”. Mnie dali na imię Cerber i kazali pilnować, by nikt nie uciekł z transportu. Miałem codziennie krążyć po peronach, od pierwszego do ostatniego wagonu i groźnie wyglądać. Ale ja zdziczałem. Wgryzłem się Bogu w szyję i udawałem jego brodę.
– Boże, przyznaj, że krwawisz – wycedziłem przez zaciśnięte zęby.
– Tak, mój drogi. Ja krwawię.
Pogłaskał mnie czule i odjął sobie od szyi. Uspokojony zasnąłem w jego nogach.

Reklamy