Róża z Mazur

Z jakiejś przyczyny spodziewałem się komedii romantycznej, w której Marcin Dorociński mnie zanudzi. Pozostali widzowie w DCF-ie mieli chyba jednak inne nastawienie, zwłaszcza kilka starszych osób, które zdawały się mieć do tamtych czasów i zdarzeń podejście bardziej osobiste. Tematyka natomiast była ciekawa, chociaż niezbyt łatwa. Jak kiedyś „Europa” von Triera zainteresowała mnie wątkiem hitlerowskiego podziemia w Niemczech tuż po II wojnie światowej, tak teraz „Róża” Wojciecha Smarzowskiego zaskoczyła mnie niewyeksploatowanym jeszcze motywem losów Mazurów. Niestety, chociaż historia tej grupy etnicznej, przedstawiona tu głównie ustami granego przez Edwarda Linde-Lubaszenkę niemieckiego pastora, z czasem staje się jasna, wraz z dochodzącymi, praktycznie nieomówionymi elementami w postaci żołnierzy Armii Krajowej, powstańców warszawskich i „Germańców” z wileńszczyzny prowadzi z powrotem do zagmatwania. Moje zainteresowanie spadło natomiast pod koniec seansu, gdy zeszłoroczny laureat kilku nagród zaczął bardziej przypominać standardowy film o politycznych prześladowaniach i więźniach. Nie jest to jednak zarzut poważny, skoro z kina i tak wyszedłem z przeświadczeniem, że oto obejrzałem coś wartościowego i pouczającego. Chociaż po namyśle… Gdy na początku filmu do wsi przybył grany przez Dorocińskiego włóczęga, przypomniało mi się „Rambo. Pierwsza krew”. Podczas scen tortur skojarzenie mogło wrócić. Naprawdę uważam, że warto było parę motywów wyciąć, ograniczyć się do dziejów Mazurów i uczynić przez to film uniwersalniejszym.

Przeciętny recenzent dwoje współtwórców „Róży” może pominąć, ale mojej uwadze umknąć nie mogli. Jako wrocławianin z przyjemnością oglądałem Kingę Preis, chociaż dużo się na ekranie nie pokazywała. Jako meloman natomiast od momentu wyczytania w napisach początkowych, że autorem muzyki jest Mikołaj Trzaska, przez pierwsze kilkanaście minut przede wszystkim wyczekiwałem jego dzieła. Gdy wreszcie je usłyszałem, byłem zadowolony. Ograniczyło się tak naprawdę do jednego, nieskomplikowanego motywu, ale dzięki temu zapadło mi w pamięć prawie tak samo, jak przygnębiony głos Dorocińskiego.

Reklamy

, , , , , , ,

  1. Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s