Edzia Górniak gwiazdą jest

Eurowizja, 1994 r. Edyta Górniak zaśpiewała, jak jej Jacek Cygan napisał, że to nie ona była Ewą, i zajęła 2. miejsce. W 2002 r. doczekała się kolejnego przełomu w karierze i zarazem drugiego największego przeboju pt. „Mazurek Dąbrowskiego (live, South Korea)”. Dzięki dalszemu mieszaniu na międzynarodowej scenie już rok później mogłem zobaczyć w pewnej niemieckiej telewizji muzycznej teledysk do dance’owego utworu „Impossible” firmowanego imieniem Edyta. Co jeszcze dokonała istotnego – nie wiem. Nie jestem w temacie, dopiero teraz się dowiedziałem, że miesiąc temu wydała nowy album pt. „My”, przy którym sporo pomagał jej m.in. Bogdan Kondracki, niegdyś wokalista Kobonga. To jednak nie jest ważne, bo Edyta Górniak to ikona i zobaczyć ją po prostu musiałem. Mimo to nie spodziewałem się, że spotkanie z nią 18 marca w Empiku w Renomie będzie miało taki przebieg.

Dwadzieścia parę minut spóźnienia – to jeszcze nic nadzwyczajnego. Bardziej zaskoczyli mnie fani (albo przynajmniej fanki) Górniak, którzy wtórowali jej piosenkom puszczanym z radiowęzła. Jeśli na koncertach też tak śpiewają, musi to robić wspaniałe wrażenie. Teraz jednak opisuję spotkanie. Górniak przyszła, uśmiechnęła się, powitała, pogadała krótko o ostatnim i nadchodzących odcinkach „Bitwy na głosy”, następnie prowadzący poinstruował zebranych, jak mają podchodzić po autografy, po czym…

…artystka zaczęła się naradzać ze swoimi współpracownikami. Trwało to przez ładnych parę minut. Zupełnie tak, jakby podpisywanie płyt było jakimś niesłychanie skomplikowanym zagadnieniem z dziedziny logistyki. Dłużące się przygotowania przerwała dopiero wtedy, gdy Edyta Górniak o Euro i Bitwie na głosy – Moje Miasto Wrocław poprosiło ją o wywiad. Udzieliła go, na naszych oczach, a my nic z niego nie słyszeliśmy. Trwało to kolejne kilka minut. A publiczność czekała.



Następnie Górniak wróciła do przygotowań i narad z kolegami.

Niestety tym razem też ich nie dokończyła, bo po paru minutach o wywiad poprosiła ekipa Kampus TV. Znowu coś tam gadała, a do nas nie dotarło ani słowo.

Po kilkuminutowym wywiadzie Górniak udała się za „kulisy”, czyli za czerwoną zasłonę. Pod jej nieobecność ekipa poprawiła ustawienie reflektorów. Po powrocie znowu musiała podyskutować ze współpracownikami. Nie muszę chyba tłumaczyć, że zajęło to parę minut. Następnie wreszcie dopuszczono do niej fanów.

W sumie ponad dwadzieścia minut spóźnienia, a potem zaskakujące drugie tyle, które też trzeba było przeczekać. A teraz najlepsze: nie słyszałem, żeby zgromadzeni narzekali. Tresowani jacyś czy co?

Reklamy

, , , ,

  1. #1 by Piotr on Marzec 19, 2012 - 18:45

    słabe, słabe bardzo. bardziej nierzetelnego sprawozdania nie czytałem NIGDY.

  2. #2 by tyryryr on Marzec 19, 2012 - 20:45

    fani kochaja edzie bezwarunkowo

  3. #3 by Piotr on Marzec 19, 2012 - 23:09

    nie rozumiem dlaczego opisany jest tylko KRÓCIUTKI fragment spotkania. Dlaczego nie ma wzmianki o tym jak spiewała, o tym jak angażowała się w każdą rozmowę i mimo zmęczenie i głodu nie traciła zainteresowania i humoru. Dlaczego nie ma wzmianki o tym, że z nami tańczyła, że żartowała… może zastąpię to jednym pytaniem: dlaczego tak nierzetelnie.
    Fani kochają bezwarunkowo, a „haters gonna hate”

  4. #4 by cv on Marzec 20, 2012 - 05:19

    Dobre dobre :) a na żywo to wielka bab z mega zniszczona twarzą!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s