Queen + Wrocław (prawie na żywo)

21:21: Start. Szybko cofamy się o cztery dekady, do „Keep Yourself Alive”. Kawałek autorstwa Briana Maya, który napisał w przybliżeniu tyle samo przebojów, co Freddie Mercury.
21:31: Jeszcze za wcześnie na ballady. „Fat Bottomed Girls”, również z lat 70.
21:36: Zostajemy przy albumie „Jazz”. „Don’t Stop Me Now”.
21:45: „I Want It All” – to już późne lata 80. Czy dla fanów to jakaś różnica? Raczej nie.
21:53: I wreszcie ballada – „Who Wants To Live Forever”. Jest moc i w głosie Lamberta, i w gitarze Maya. Queen to największy zespół mojego dzieciństwa. Jak dla mnie, może robić, na co ma ochotę. Nie mam nic przeciwko temu, żeby występował z wokalistami innymi, niż Freddie Mercury.
22:26: Gitarowe solo. Maya za wirtuoza nie uważam – raczej za gościa, który lubi się bawić delayem. Owszem, solówki niezłe miał, ale w środku utworów wykonywanych zespołowo, a nie takie, że gra on i nikt inny.
22:35: Dobra, nie jestem miłośnikiem wszystkich utworów Queen. „I Want To Break Free” to już nie ta stylistyka, co w latach 70. Tak sobie myślę… Na którymś wrocławskim serwisie wyczytałem dzisiaj, że zespół zagra swoje przeboje w nowych aranżacjach. To by było ciekawe. Niektóre utwory rzeczywiście chętnie usłyszałbym zagrane inaczej, a nie tylko zaśpiewane przez innego wokalistę.
22:39: „Another One Bites The Dust” to coś jeszcze innego – już nie rock z lat 70., ale jeszcze nie duża dawka syntezatorów z lat 80.
22:48: Do „Radio Ga Ga” mam stosunek podobny, jak do „I Want To Break Free”. Ale tu jeszcze raz kilka słów do tych, którzy uważają, że Queen to przede wszystkim Mercury. Tych dwóch największych przebojów z albumu „The Works” słynny wokalista nie napisał – to dzieła Rogera Taylora (i podobno jego synka, który powiedział kiedyś „radio ga ga”) i Johna Deacona (który pisał raczej łagodne kawałki, niż ostre).
22:52: Ale tak szczerze, to za „Somebody To Love” też nie przepadam. Ciekawe, że chyba najlepiej pamiętam wersję koncertową z George’em Michaelem.
23:00: Tytułowe słowa „The Show Must Go On” to potężny ryk.
23:05: „Bohemian Rhapsody” ze środkową („operową”) częścią puszczoną tradycyjnie z playbacku. Nagrali, to mają. A co nagrali? Ktoś kiedyś napisał, że zasadniczo ten utwór jest kiczem. Do dzisiaj mnie ten opis bawi.
23:21: „We Are The Champions”, czyli ograny do znudzenia, ale wciąż popularny element finiszu koncertów Queen. Dobry na stadiony.

„Słyszysz, jak śpiewają? To z tego stadionu tak niesie” – rzekła matka do dziecka. Koncertu Queen + Adam Lambert w ramach Rock In Wroclaw Festival 7 lipca na Stadionie Miejskim wysłuchałem z okna bloku na środku Kozanowa. Niestety przy odległości ok. 2 km nagłośnienie odbiega od ideału. Dodatkowo jakieś tramwaje i pojazdy na sygnale mi tu hałasowały.

PS
Jeśli komuś zależy na poważniejszej relacji, może zajrzeć do koleżanki.

Reklamy

, , , , ,

  1. #1 by fanka od zawsze :) on Lipiec 27, 2012 - 14:47

    zapomniałeś o cudownej balladzie „love of my life” kiedy pojawił się sam Freddie…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s