Aleje skruszonych macew

Gdy zaczynałem szkołę średnią, moja wychowawczyni drwiła z młodzieży uczęszczającej do Autorskiej Szkoły Samorozwoju ASSA, jako z nieudaczników, którzy dodatkowo niczego się tam nie nauczą. Nigdy nie traktowałem jej słów zbyt poważnie, ale do tego konkretnego stwierdzenia dopiero teraz próbuję się ustosunkować. I wiecie, co czuję? Ja tamtym nastolatkom zazdroszczę. Nie poziomu nauczania, bo tego nie znam, ale aktywizacji społecznej. Otóż w połowie lat 90. ekipa z Assy dołączyła do swoich kolegów z berlińskiego Thomas-Mann-Oberschule, by wspólnie czynić dobro takimi oto narzędziami:

W 1992 r. zaczęły się prace niemieckich uczniów i nauczycieli nad uporządkowaniem wrocławskiego Starego Cmentarza Żydowskiego. Od tamtej pory co wrzesień grupa młodzieży wraz z opiekunami swoimi i nekropolii usuwa nadmiar zieleni i naprawia nagrobki. Dokumentuje to zaprezentowana w Arsenale Miejskim wystawa fotograficzna pt. „Aleja Berlińska”, nazwana tak od miejsca, w którym wykonywane były pierwsze prace. Przyznaję, że dopiero te zdjęcia uświadomiły mi, jaki stanowią one trud. Sprzątanie nie polega tylko na przejechaniu kosiarką, grabiami i miotełką. Niejeden ciężar trzeba było wspólnymi siłami przesunąć, niejeden drobiazg dopasować do większej całości, a wszystko z ostrożnością, by niczego nie uszkodzić jeszcze bardziej, najważniejszy jest bowiem szacunek dla zmarłych. Niełatwość zadania oraz stan cmentarza, w jakim ja go osobiście nie pamiętam, pozwala sobie wyobrazić przygotowana przez twórców wystawy i oddana zwiedzającym do „zabawy” układanka.

Obejrzeć można było również pamiątki publikacje dotyczące nekropolii oraz związanych z nią osób, m.in. Ferdynanda Lassalle’a i Edyty Stein. Uczestnicy akcji natomiast do zobaczenia byli nie tylko na zrobionych przez nich zdjęciach, lecz także na wycinkach gazet, w archiwalnych reportażach telewizyjnych oraz na żywo. Polscy i niemieccy nauczyciele wspominali minione dwadzieścia lat oraz dwie swoje koleżanki, które nie dożyły do jubileuszowej wystawy. Dwie berlińskie uczennice wyrecytowały po wierszu. Języki obu narodów mieszały się jako równoprawne – żaden nie był uprzywilejowany. Szczególnie sympatyczne wrażenie zrobił niemiecki nauczyciel, który trochę kartki, trochę z głowy niezdarnie przemawiał po naszemu, i jego polski kolega płynnie tłumaczący jego słowa jego obecnym na sali krajanom. Wszystko kontrolowane przez gospodarza muzeum – dra Macieja Łagiewskiego.

Po przemowach Bente Kahan zaśpiewała nam cztery utwory, przy wszystkich oprócz pierwszego akompaniując sobie na gitarze. Tu pojawił się trzeci język – jidisz. Teksty w mniejszym lub większym stopniu powiązane były z tematami poruszanymi przez wystawę. Tak naprawdę jednak mogłyby być o czymkolwiek, a i tak zabrzmiałyby pięknie. Poruszające melodie i bardzo dobry głos. My zresztą, chociaż z Kahan nie mogliśmy się równać, także mogliśmy wziąć w śpiewie udział – w drugim i ostatnim utworze zachęcała nas do wspierania jej w refrenowej wokalizie. Jedna się mnie czepiła na dłużej. Niestety w tej chwili nie pamiętam już, na jakich sylabach się opierała.

Jeden z niemieckich mówców zauważył, że dwadzieścia lat to więcej, niż mają biorący udział w sprzątaniu uczniowie. Ja trochę dłużej mieszkam kilkanaście minut piechotą od bramy Cmentarza Żydowskiego przy ul. Lotniczej. On niedawno również został trochę posprzątany. Czyimi siłami – nie wiem. Nie mogę jednak ukryć, że niestety nie moimi, chociaż przez te lata nieraz mi to przychodziło do głowy. Gdy ja myślę, inni robią.

Reklamy

, , , , , , , , , , , ,

  1. Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s