Parada skrajności

Przysłuchiwałem się parę tygodni temu dyskusji, której niektórzy uczestnicy najwyraźniej myśleli, że LGBT to nazwa jakiejś konkretnej organizacji. Załamałem się. Środowisko Lesbians, Gays, Bisexual and Transgenders w świadomości społecznej nie istnieje. Jako pojedyncze osobniki o orientacji seksualnej innej od najpopularniejszej – owszem, ale na pewno nie jako ruch zakładający własne stowarzyszenia walczące o prawa dla ogółu. Gdybym jeszcze wspomniał o ludziach, którzy nie potrafią przełożyć przypadku subwersji wyrazu „queer” na język polski, to już by prawie nikt nie wiedział, o co mi chodzi. Nie zamierzam tu jednak wykładać teorii. Wygrzebałem z archiwum zeszłoroczne zdjęcia, dorobiłem też nowe. Oto marsze homoseksualistów i nacjonalistów z 1 października 2011 r. i 6 października 2012 r.

2011
Na początek marsz… policji.

I przerwa w marszu.

W ramach trwającego nieco ponad tydzień II Festiwalu Równych Praw odbyły się m.in. występy grupy Da Boyz i bezczelnie kiczowatej, wegańsko-elektrycznej kapeli Zdrada Pałki, wernisaż autorki komiksów erotycznych, debata z udziałem m.in. kandydującej wówczas z listy Ruchu Palikota do sejmu Anny Grodzkiej oraz projekcje filmów o coming-outach i o prawnej zmianie płci. Głównym punktem programu był startujący z Rynku Wrocławski Marsz Równości. Godzinę wcześniej w tym samym miejscu Narodowe Odrodzenie Polski organizowało kontrmanifestację „Zakaz pedałowania” podającą się w urzędowych papierach za „Akcję informacyjną na temat praw mniejszości seksualnych”. Gdy pierwsze zgromadzenie się już rozwiązało, jego uczestnicy w mniejszych grupkach ruszyli zakłócać późniejsze. Zwracam uwagę na transparent „To modlitwa, a nie wyzwiska, może nawrócić” – w 2012 r. pojawi się ponownie. Również strona przeciwna niektóre ze swoich tabliczek wykorzystała przy obu okazjach, ale ta konkretna po roku wróciła, by robić już inne wrażenie.







Na Nowym Świecie policja postanowiła już nie tylko odgrodzić, ale i przytrzymać biegającą obok grupkę w miejscu.



Marszowi towarzyszyły bębny, gwizdki…

Udział wziął m.in. Antyfacet, który podobno w drodze z imprezy był brutalnie zaczepiany.

Tramwaje musiały się zatrzymywać. Manifestacja przechodziła swobodnie obok, a fotografowie wbiegali do środka w poszukiwaniu jak najlepszych ujęć.







W związku z trwającą kampanią wyborczą organizatorzy marszu zabronili partiom oficjalnie brać udział, ujawniać się, agitować – politycy mogli maszerować tylko jako prywatne osoby. Z możliwości tej skorzystał Janusz Boguszewicz, który dopiero później rozdawał swoje ulotki.

















Przeciwnicy marszu nie dawali za wygraną, ale policja nie ułatwiała im życia i uganiała się za nimi po podwórkach. Momentem przełomowym była godzina planowego zakończenia manifestacji NOP-u. Po stwierdzeniu z zegarkiem w ręku, że już na 100% została rozwiązana, można było likwidować zgromadzenia jako nielegalne.


Marsz skończył się w Rynku, gdzie w powietrze wypuszczono mnóstwo kolorowych baloników. Następnie organizatorzy zaapelowali do uczestników, by rozchodzili się grupkami. Gdyby ktoś został zaatakowany, policja radziła, by starał się zapamiętać znaki szczególne agresora, np. tatuaże.








Podsumowanie? Broń nie została użyta, więc marsz mogę ocenić jako spokojny. Gdyby nie kordon policji, wyglądałoby to jednak zupełnie inaczej – zamiast równości byłoby zrównanie z ziemią.

Więcej zdjęć: u kolegi.

2012
Pewna era zdaje się mijać. Na manifestacje wybrałem się, aby być może po raz ostatni zobaczyć, jak Narodowe Odrodzenie Polski gromadzi się w tym samym miejscu i czasie, co Marsz Równości. Zmiany w przepisach dotyczących zgromadzeń mają umożliwić zapobieganie takim sytuacjom. Oficjalnie narodowcy zebrali się po to, żeby zaprotestować właśnie przeciwko tym ograniczeniom, a twarze zakryli w nawiązaniu do jednego z pomysłów prezydenta Komorowskiego. Po mojemu: Marsz Kominiarek był manifestacją homofobów, którzy przy okazji chcieli ponarzekać, bo wytknięto im skłonność do rozrób, zaś nakrycia głowy miały zwiększyć u uczestników poczucie bezkarności, które już i tak mieli.
Nieprzyjemnie zrobiło się jeszcze przed startem demonstracji. Pod Pręgierzem zgromadzonych było kilkudziesięciu, może ponad stu ludzi wyróżniających się m.in. dresami z paskami i kolorowymi butami Nike, gdy kilkunastu stojących z brzegu zaczęło wydawać „małpie odgłosy” w stronę przechodzącego obok Murzyna. Rynek „miasta spotkań”…
Licznie zebrane media przytoczyły treść przemówienia w miarę wiernie, więc nie będę jej powtarzał. Wspomnę jednak o dwóch fragmentach, które szczególnie zwróciły moją uwagę. Pierwszy to określenie „towarzysz Komorowski”. Tym razem nie pojawiła się przyśpiewka „a na drzewach zamiast liści będą wisieć komuniści”, ale jej sens nagle stał się dla mnie jasny: NOP chce powiesić prezydenta Polski. I co z tym można zrobić? Jak widać – nic. Drugim natomiast było podtrzymywanie twierdzenia, że to przypadek, że równocześnie w tym samym miejscu odbywa się marsz homoseksualistów. Zgromadzeni zareagowali na to śmiechem. Ironia tak oczywista, że aż mi wstyd za władze miasta. Wszyscy wiedzą, o co chodzi, a zrobić nie można nic.





W marszu udział wzięli m.in.: mężczyzna na wózku inwalidzkim, chłopak o kulach, starsza pani z polską chorągiewką i kilkoro dzieci (chyba wszystkie pod opieką dorosłych). Towarzyszyły im przyśpiewki „Ani Komor i ryżawy nie zabronią nam zabawy” oraz „Bronek bawił się racami, potem moczył się nocami”, a także skandowanie „To my, to my – Polacy”. Po okrążeniu Rynku zaczęły się wybuchy petard, których podczas całej demonstracji można było usłyszeć kilkanaście, może ponad dwadzieścia. Po dwóch pierwszych z okna na ul. Świdnickiej wychylił się mężczyzna skandujący „Jebani idioci”.









Marsz trwał niecałe pół godziny, a odbywał się tylko chodnikami. Nie doszło do żadnej konfrontacji, chyba że liczyć kilka ostrych słów rzuconych przez starszą panią z chorągiewką do paru gapiów.

Więcej zdjęć można obejrzeć u koleżanki, u kolegi i u kolegi.

W ramach festiwalu Q Alternatywie odbyła się m.in. projekcja filmu o Ewie Hołuszko – niegdyś działaczu Solidarności i członku Unii Wolności płci męskiej. Program został opublikowany zawczasu cały, poza jednym szczegółem: trasę Wrocławskiego Marszu Równości podano dopiero w dzień poprzedzający. Być może tylko to zapobiegło spotkaniu się dwóch manifestacji. Skończyło się na tym, że mogły one przejść obok siebie – przy skrzyżowaniu ul. Świdnickiej i Kazimierza Wielkiego – ale dotarły tam o różnych godzinach, zaś narodowcy na Marsz Równości nie poczekali. Niektórzy jednak wyszli mu później naprzeciw. Do jednego z pierwszych, chociaż jeszcze nieśmiałych, kontaktów doszło przy wejściu do Pasażu Niepolda. Trzech chłopaków podpaliło tam tęczową flagę, po czym się szybko oddaliło. Marsz Równości zbliżał się tymczasem ul. Ruską z pl. Jana Pawła II.




Na pace jadącego na czele pochodu samochodu tańczyli przebierańcy.





Nie skumałem, o co chodziło z tą policjantką. Raczej nie była to groźba.









Na ul. Świdnickiej członkowie i miłośnicy NOP-u przystąpili do swojej standardowej rozrywki, czyli tradycyjnej przebieżki wokół uczestników Marszu Równości. Zaczęli przy przejściu podziemnym, aby potem towarzyszyć paradzie od pl. Teatralnego, przez pl. Kościuszki, do okolic pl. Legionów, niejednokrotnie zaznaczając swoją obecność okrzykami typu „Do szpitala!”. Szczególnie aktywny był mężczyzna w kurtce z naszywką Blood & Honour – neonazistowskiej organizacji znanej m.in. z inicjatywy Redwatch.


W marszu wzięło oficjalnie udział Polskie Stowarzyszenie Racjonalistów.

Pochód miał na całej trasie jeszcze jedno towarzystwo, korzystające ze wspomnianej już tabliczki, którą sfotografowałem także rok wcześniej. Trzech chłopaków przedstawiających się jako Marsz Prawdy odebrałem początkowo jako prowokatorskie nawiązanie do małej, nieagresywnej kontrmanifestacji, która niedawno na pl. Solnym została zaatakowana przez członków lub sympatyków NOP-u. Po zapoznaniu się z ich materiałami uznałem jednak, że nie powinienem traktować ich akcji jak żartu. Przeciwnie. Im się należy szacunek. Nie krzyczeli, nie wyzywali, nie obrażali. Takich przeciwników można traktować poważnie.













W końcu odpalono muzykę, w tym „Y.M.C.A.” Village People.



Marsz zakończono tam, gdzie zaczęto, czyli na pl. Jana Pawła II, podobno przed ustalonym czasem, co było jeszcze jednym zabiegiem mającym zapobiec konfrontacjom z nieprzyjaźnie nastawionymi osobnikami.


Po lewej: jedna z „twarzy” manifestacji – Tomasz Zygmunt. Znanych działaczy oraz osób po prostu kojarzonych było zresztą na marszu więcej, ale nie chciałem wszystkich przedstawiać.

Więcej zdjęć: u kolegi.

2011
Po zeszłorocznym marszu wstąpiłem jeszcze do klubu Puzzle na debatę „Widoczni i bezpieczni?”. Udział wzięli: Katarzyna Pawlik ze stowarzyszenia Nomada i projektu Sukurs, Tomasz Zygmunt, Mirosława Makuchowska z Kampanii Przeciw Homofobii, pełnomocnik Komendy Wojewódzkiej, Aleksander Popiel z Wydziału Bezpieczeństwa Urzędu Miasta Wrocławia oraz Paulina uczestnicząca wcześniej w projekcie, w ramach którego uczniowie XIV LO wcielali się na ulicy w przedstawicieli różnych mniejszości i sprawdzali reakcje przechodniów.






Podczas spotkania mówiono m.in. o niedziałających latarniach i atrapach kamer stwarzających jedynie pozory bezpieczeństwa. Przede wszystkim zaś skupiono się na zawartości rozdawanego raportu pt. „Przemoc motywowana homofobią”.


Nie skomentuję.

2012
Tegoroczny Marsz Równości zostawił po sobie kilka szablonowych malunków na chodnikach.

A czym się „upamiętnili” narodowcy?
Jak twierdzi koleżanka – która znalazła się w miejscu i czasie, które uznała za niewłaściwe – gdy kończył się Marsz Równości, po ul. Ruskiej, między ul. Kazimierza Wielkiego a pl. Solnym, biegało kilkadziesiąt osób w kominiarkach, siejąc postrach wśród przechodniów. Wiele z nich wyłapała policja. NOP w swojej relacji twierdzi, że bezpodstawnie, bowiem było to zgromadzenie spontaniczne (wywołane nagłym, niespodziewanym impulsem), więc legalne. Osobiście uważam, że tylko idiota albo osoba zupełnie niezorientowana może w takie tłumaczenie uwierzyć. Że narodowcy będą dążyli do rozróby, było przecież od początku pewne. Nie było tylko wiadomo, do jakich konkretnie wybryków się posuną, w związku z czym dwa pozostałe odnotowane zajścia mnie zaskoczyły.
Pierwsze to wtargnięcie ok. 20 osób na podwórze remontowanego Centrum Reanimacji Kultury (którego ekipa była obecna na Marszu Równości) i wybicie kilku szyb (zdjęcia kolegi). Ci chuligani zostali na szczęście szybko złapani. Inaczej wygląda sytuacja z szybą wybitą w Synagodze pod Białym Bocianem. Tu sprawcy są nieznani, jednak NOP nie kryje się ze swoją niechęcią do wyznawców judaizmu, więc podejrzenia nasuwają się same.

Porównuję tego- i zeszłoroczne manifestacje i obawiam się, że przyszłe mogą wyglądać gorzej. Środowisko LGBT będzie robiło kolejne uniki, by zapobiec starciom, zaś narodowcy będą się posuwali coraz dalej w szukaniu celów zastępczych. Nie jest to zdrowa sytuacja, również dlatego, że obnaża słabość miasta wobec zorganizowanego wandalizmu i przejawów nienawiści. Przykro mi, ale władze Wrocławia i przedstawiciele prawa po raz kolejny pozwalają z siebie drwić. Owszem, cieszę się, bo widzę, że policja na ulicy jednak czasami coś daje. Szkoda, że tylko okazyjnie.

Reklamy

, , , , , , , , , , , , , , ,

  1. Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s