Z Wrocławia na Marsa

Mars – duża kula oddalona od Ziemi o jedną orbitę. Chętnie bym tam wpadł, ale bliżej miałem do Parku Szczytnickiego – do obserwatorium Instytutu Astronomicznego Uniwersytetu Wrocławskiego, na wykład dr Urszuli Bąk-Stęślickiej pt. „Aktualności z Czerwonej Planety”, który odbył się 18 stycznia.

Do kapsuły wsiadłem w momencie odlotu. Dowódczyni wyprawy opowiadała właśnie o głównych ciałach, które możemy napotkać w Układzie Słonecznym. Planet jest obecnie już tylko osiem: cztery gazowe i cztery typu ziemskiego. Bliżej zajęliśmy się celem naszej podróży – Marsem. Beztrosko minęliśmy jego dwa naturalne satelity o nieregularnych kształtach: Fobos i Deimos, czyli Strach i Trwogę. Następnie zbliżyliśmy się do powierzchni planety, przelecieliśmy się głęboką na kilka kilometrów Doliną Marinerów i stanęliśmy na stoku Olimpu – najwyższego szczytu w Układzie Słonecznym. Dopiero tu mogliśmy się spokojnie rozejrzeć.

Wkrótce po tym, jak niecałe cztery miliardy lat temu na Ziemi powstało życie, na Marsie doszło do kataklizmu, który zahamował wirowanie jego jądra. Wskutek zastygnięcia serca planety jej pole magnetyczne zmalało do szczątkowych rozmiarów. Brak ochrony przed wiatrem słonecznym przyczynił się do utraty atmosfery, a także wody. Ostały się tylko wysuszone koryta rzek i dużo lodu. Na podstawie drugiego pod względem starości, znalezionego na Ziemi marsjańskiego meteorytu wywnioskowano, że woda w postaci płynnej znajdowała się na Czerwonej Planecie jeszcze dwa miliardy lat temu. Dziś się tam już nie popływa. Szkoda, bo Mars mógłby być podobny do Ziemi. Zbliżone nachylenie osi sprawia, że tam też występują cztery pory roku. Że są dwa razy dłuższe, to akurat mały problem. Gorzej, że brak izolacji termicznej w postaci powłoki gazowej skutkuje dużymi różnicami między dniem a nocą. Dla porównania, Wenus, dzięki posiadaniu najgrubszej atmosfery w Układzie Słonecznym, utrzymuje prawie taką samą temperaturę przez całą dobę. Na Czerwonej Planecie jest odwrotnie. I jak tu żyć, Marsjaninie?

Nie od razu to wszystko odkryto. Giovanni Schiaparelli i Percival Lowell, odpowiednio w 1877 i do 1910 r., przedstawili mapy Marsa, na których jego powierzchnia pokryta była siecią kanałów. Drugi z nich dodatkowo twierdził, że są one nienaturalnego pochodzenia, a samą planetę określił jako obumierającą. Skoro już o fantastach – bo kanały okazały się złudzeniem optycznym – mowa, to puszczono nam fragment audycji radiowej Orsona Wellesa na podstawie „Wojny światów” H.G. Wellsa. Nie wpadliśmy jednak w panikę. Poczekaliśmy, aż w 1960 r. ZSRR przeprowadziło pierwsze próby wysłania sondy na Marsa, aż w połowie lat 60. Amerykanom jako pierwszym się to udało, a w połowie następnego dziesięciolecia nawet z lądowaniem. Kolejnym dużym krokiem ma być misja ExoMars, w ramach której dojdzie do wwiercenia się dwa metry w głąb powierzchni planety. To jednak dopiero w 2018 r. Późno.

Wróciłem na Ziemię. Pierwsza załogowa wyprawa na Marsa odbędzie się może za dwadzieścia lat. Tymczasem mogłem najwyżej zwiedzić obserwatorium. Nieba oglądać już nie, bo widoczność niebiańska nie była. I tak zresztą nie chciało się tam zostawać długo, bo choć pomieszczenie przykryte jest kopułą – którą pozwolono nam poobracać za pomocą dwuprzyciskowego pilota przewodowego – to  szczeliny wystarczyły, by wewnątrz było zimno jak na dworze. Co do sprzętu, to znajdujący się tam 130-letni teleskop pochodzi z Lipska. Później trafił na wrocławską wyspę Tamkę, zaś w latach 20. przeniesiono go do Parku Szczytnickiego. Od lat 40. był coraz mniej używany. Choć nieprzyprószeni jeszcze siwizną pracownicy uniwersytetu wciąż dobrze pamiętają lepsze czasy, dziś niebo nad Wrocławiem jest już zbyt oświetlone, by oglądać obiekty inne niż te najjaśniejsze. Naukowcy jeżdżą więc do obserwatorium w pobliskim Białkowie. Tak naprawdę i tamto miejsce nie jest idealne, zresztą jak i cała Polska, która jest nisko położona, więc znajduje się nad nią za dużo atmosfery. Przynajmniej nasze rodaczki mają czym oddychać.

Dr Bąk-Stęślicka zachęcała przybyłych na wykład, by śledzili nowinki o Marsie. Mnie bardziej zainteresowało obserwatorium z teleskopem i polecam odwiedzenie go przy okazji jakiegoś festiwalu naukowego – wtedy bowiem często wpuszczani są tam goście. Nie jest to rzecz bardzo duża, ale cieszy.

Reklamy

, , , , ,

  1. Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s