Święte ścieki

W Indiach w przypadku oskarżenia o obrazę uczuć religijnych zostaje się od razu aresztowanym. Nie za karę, tylko dla własnego bezpieczeństwa – żeby nie zostać zabitym przez fanatyków. Sanal Edamaruku, prezes Indyjskiego Stowarzyszenia Racjonalistów i Rationalist International, nie chciał korzystać z gościnności policji. Po oświadczeniu przez niego w marcu 2012 r., że „płaczący” Jezus z Bombaju to jedynie efekt nieszczelnej kanalizacji, i zgłoszeniu jego „bluźnierstwa” odpowiednim organom postanowił się przenieść za granicę. Później przez prawie cały lipiec gościł w Polsce, m.in. we Wrocławiu – z wykładem pt. „Kontrast dwóch Indii – konflikt mentalności XXI i XVI wieku”.

Jak na ironię, była niedziela, a nad balkonem wisiał krzyż. Mimo to Sala Czarna Hotelu Tumskiego, w której 8 lipca 2012 r. Sanal Edamaruku opowiadał o swoim kraju, przypominała bardziej salę wykładową, nie katechetyczną. Nie wiem jednak, czy Hindus w ogóle zwróciłby na ten szczegół uwagę. W końcu to inna kultura, więc i inny sposób myślenia. A jaka jest jego ojczyzna? Rozwijająca się. Jak twierdził mówca, jeszcze kilkadziesiąt lat temu musiała importować jedzenie, dziś natomiast ma zapasy na siedem lat. Obecne Indie wystrzeliwują satelity, w Bangalore mają swoje centrum komputeryzacji… i wreszcie: są religijne jak Polska, chociaż konstytucja gwarantuje im sekularyzację. W szczegółach różni się jednak mocno od znanego nam najlepiej świata chrześcijańskiego. Tam bowiem możliwe jest małżeństwo dwunastolatka z ośmiolatką, sześciolatki z psem, za złe natomiast uznawane jest branie ślubu przez ludzi z różnych kast – nowożeńcy mogą zostać zmuszeni do ucieczki, by uniknąć zabicia przez członków własnej rodziny, którzy w ten sposób zachowaliby honor (podobne doświadczenia mieli rodzice mówcy). Tam też wciąż się zdarza, że wdowa musi skoczyć w płomienie, gdy ciało męża jest palone. Jeśli uwzględnić, że zabicie krowy jest w Indiach przestępstwem, można zadać sobie pytanie, ile w takim razie jest tam warte życie człowieka.

Edamaruku podał więcej przykładów indyjskich wierzeń i tradycji, którym stara się przeciwdziałać lub racjonalnie je tłumaczyć. Usłyszeliśmy o muchnowie, „drapaczu twarzy”, przez jednych uważanym za wrogie stworzenie, a przez innych – za piorun kulisty. Dowiedzieliśmy się o Mantra Healing Centre (Centrum Leczenia Mantrami) istniejącym kiedyś w Delhi, później przeniesionym (jeśli stał za nim ten sam człowiek) do Kalifornii. Hindus wspomniał też o festiwalu, podczas którego zrzucano dwuletnie dzieci z dachu na płachtę – około trzydziestu metru w dół. Naiwnie wierzył, że po śmierci jednego przestaną – i trochę się przeliczył. Więcej jednak mówił o sprawach, w których odniósł sukces, jak chociażby spędzenie ze swoim dzieckiem nocy w rzekomo nawiedzonym domu. Ponadto w dorobku ma m.in. prowadzenie objazdowego teatrzyku zwalczającego przesądy w indyjskich wioskach, organizację warsztatów lewitacji (tzn. sztuczek iluzjonistów), a także kilku wrogów, na których cierpliwie pracował.

Jednym z negatywnych bohaterów, którym Edamaruku poświęcił w swoim wykładzie więcej czasu, był Sathya Sai Baba – cieszący się uznaniem u polityków posiadacz lotniska, stadionu do krykieta i 18 ton złota pod łóżkiem. Jego histori można już  jednak uznać za skończoną. Ów jeden z największych guru Indii ostatnich dziesięcioleci zapowiadał, że umrze w wieku 96 lat, a zmarł mając 80 – w 2011 r. Edamaruku poświęcił mu pamflet.

O konkretniejszych działaniach opowiedział w przypadku człowieka twierdzącego, że od dziecka żyje bez jedzenia i picia. Prahlad Jani był nawet poddawany badaniom, m.in. w 2010 r., podczas których dokładnie go obserwowano, jednak racjonalista zakwestionował ich rzetelność – przekaz telewizyjny nie był według niego pełny i dawał ascecie możliwość potajemnego przyjmowania płynów. Edamaruku odniósł się też do pogłoski, że wykorzystaniem zdolności Janiego zainteresowane było NASA. Twierdzi, że skontaktował się z agencją, ale ta nie potwierdziła informacji. Osobiście sądzę, że to akurat niczego nie dowodzi, bo nie wiem, czy NASA ma obowiązek podawania takich szczegółów o swojej działalności osobom z zewnątrz. Ja bym trzymał je jak najdłużej w tajemnicy. W końcu za taką sprawą mogą stać duże pieniądze.

Człowiekiem, z którym Edamaruku odbył być może najpoważniejsze starcie, był Surinder Sharma. W 2008 r. obaj zaproszeni zostali do telewizji, aby przedstawić swoje punkty widzenia w pewnej sprawie. Program potoczył się jednak w niespodziewany sposób. Tantryk, zachęcany przez racjonalistę, przez sześć godzin na wizji próbował zabić go samą magią. Nie udało się ani za pomocą czarów, ani za pomocą potajemnych sztuczek, którym ostrożny Edamaruku starał się zapobiec. Oglądalność skoczyła, ale skończyło się bez zaskoczeń.

Ostatnią głośną akcją czołowego racjonalisty Indii w jego ojczyźnie była sprawa „cudownej” wody kapiącej ze stóp figury ukrzyżowanego Jezusa w Bombaju, zbieranej przez wiernych do butelek. Jak oznajmił publicznie Edamaruku, w rzeczywistości były to ścieki z sąsiedniej pralni przesiąkające przez ścianę. Niby tylko kolejny przypadek, kiedy telewizja poprosiła go komentarz. Niby tylko jeszcze jeden raz, kiedy ratował ludzi przed zatruciem. Skończyło się jednak inaczej, niż zwykle. Katolicy interweniowali, oskarżyli go o obrazę uczuć religijnych. Od tamtej pory Hindus podróżuje po świecie, korzystając z zaproszeń i gościny m.in. Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów.

Długo nie mogłem znaleźć zadowalającej mnie puenty dla tej relacji. Wykład Sanala Edamaruku to tylko jeden punkt widzenia, a niektóre wypowiedzi racjonalisty sprawiły, że uznałem go za źródło zbyt subiektywne, by się na nim bezkrytycznie opierać. Niespodziewanie rozwiązanie przyszło prawie dokładnie rok później, 7 lipca, z wykładem adwentystycznego pastora Billa Dulla. Amerykański misjonarz prowadzący w Indiach sierociniec to było właśnie to, czego mi brakowało. Musiałem posłuchać, jak łamiącym się głosem opowiada o tym, jak lokalni przeciwnicy jego działalności sprowadzili na jego podopieczne opętanie i jak musiał się modlić, by diabeł je opuścił – dopiero wtedy poczułem obłęd, którego Edamaruku w swoich sceptycznych w charakterze opowieściach nie był w stanie oddać w pełni. Teraz mogę z większym przekonaniem napisać myśl, która przyszła mi do głowy już rok temu.

W Polsce racjonalizm nie jest tak potrzebny jak w Indiach. Dla tamtej kultury – zarówno z jej rodzimymi, jak i napływowymi elementami – wydaje się stworzony i tam ma większe pole do działania. Nasze problemy w porównaniu wydają się błahe. Religioznawstwo w szkołach? Promowanie ateizmu billboardami? Nudy! Żeby tak chociaż ktoś zginął… Ale nie, to nie ten świat, inna kategoria wagowa i poziom cywilizacji. W Polsce stosunkowo trudno jest już cokolwiek zmienić, a głównym przeciwnikiem jest „system”. W Indiach natomiast wciąż walczyć można o tzw. dusze i osiągać – jak mi się wydaje – imponujące wyniki. Do boju zatem. Może Indie poziomem uświadomienia będą kiedyś przypominały Polskę. Na razie bardziej wyglądają na krainę, w której fantastyka miesza się z życiem… i o której chętnie jeszcze posłucham.

Reklamy

, , , , , , , ,

  1. Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s