Wampir wampirowi nierówny

Jak się bawić w Halloween? Z kim? 31 października 2013 r. na wrocławskim Rynku pojawiły się aż trzy marsze potwornych przebierańców: III Wrocławska Parada Halloween organizowana przez Stowarzyszenie Na Rzecz Kultur Świata, Vampire Walk organizowane przez Polish Horror Company S.A. i Zombie Walk organizowane przez Agencję Artystyczną „Koloid”. Wybór tak duży, a różnice – przynajmniej powierzchowne – tak małe, że można się było pogubić w prasowych zapowiedziach. Sam udałem się tylko na dwie pierwsze, zaś o trzeciej dowiedziałem się dopiero następnego dnia. I tak zresztą najbardziej interesowała mnie druga, śmierdząca mi z daleka, bynajmniej nie trupem. Miałem uczucie, że ktoś tu robi wrocławian w wała.

Dwa lata temu Grzegorz Makowski nie miał jeszcze stowarzyszenia. Nie przeszkodziło mu to zorganizować I Wrocławskiej Parady Halloween, a ja drwiłem z nawiązań do kultury Celtów, o których opowiadał wtedy w wywiadach. Tym razem jednak impreza wywarła na mnie inne, lepsze wrażenie.




Nie wiem, dlaczego Kobe Bryant nie żyje.

Organizatorzy pod Pręgierzem, czyli tam, gdzie miejsce takich potworów.

Wprawdzie spod Pręgierza parada ruszyła dość niemrawo, ale już za pierwszym zakrętem coś się zaczęło dziać. Uczestnicy zachęcani byli do straszenia przechodniów i któremuś przyszło do głowy, żeby rzucać się do okien rynkowych lokali. Organizator nie pozostawiał jednak całej inwencji prowadzonym przez siebie ludziom i podrzucał własne pomysły. Branie zakładników przed rozpoczęciem marszu wypaliło słabo, ale było dobre na rozgrzewkę. O wiele lepiej wypadł atak na siedzących na przystanku Bajkobusa. Za przełomowy moment uznałem jednak wejście połowy parady do restauracji Akropolis w celu spytania o mięso. Obojętna mi dotychczas impreza wywołała u mnie szeroki uśmiech (poprawka: po raz pierwszy uśmiechnąłem się w drodze na pochód, gdy w tramwaju zobaczyłem zombiaki siedzące spokojnie obok ludzi). Kilka minut później, po inwazji na McDonald’s, parada się lekko rozsypała, ale po znalezieniu się organizatorów pozbierała się z powrotem i ruszyła dalej.

Czoło pochodu.

Mały, ruchliwy dinozaur.

Psów boję się nawet bez skrzydeł.

Przystanek Bajkobusa. Dziewczyna jeszcze nie wie, co ją czeka, więc się śmieje.

Wyjście z Akropolis.

Przejście przez McDonald’s.

Nastroje wśród uczestników wydawały się coraz lepsze – i o to chodzi, o zabawę. Może tylko niektóre z dość licznych dzieci wydawały się zmuszone do udziału przez rodziców, ale winy za to nie zwalałbym na Makowskiego. Pies nie narzekał. Tak, pies. Na paradzie widziałem morderców z horrorów, mumię, kostuchę, hrabiego Drakulę, królewnę Śnieżkę, dużego pająka, małego dinozaura, chyba nawet śp. Amy Winehouse, a do tego prawdziwego psa, któremu opiekunowie przyczepili skrzydła nietoperza. Z taką ekipą odbyłem jedno okrążenie wokół Rynku, po czym opuściłem ją, by zobaczyć inną.

Dziewczyna z latarnią rozdawała coś, chyba słodycze, przechodniom.


Więcej o III Wrocławskiej Paradzie Halloween: na blogu Wrocław Fantastyczny.

Do Dominika Matwiejczyka jestem uprzedzony od czasu „Krwi z nosa” z 2004 r., którą uważam za połączenie pomysłów paru innych twórców spoza mainstreamu. Ostatnio razem z bratem, Piotrem, wyreżyserował horror „Świt wampirów” i znowu wzbudził moje zastrzeżenia. Tym razem chodzi o formę promocji. Aby zareklamować wchodzący wkrótce do kin film, zorganizowano flash mob Vampire Walk, czyli marsz wampirów, w którym udział wziąć mieli m.in. aktorzy: Ewelina Warwas, Natalia Durczok i Łukasz Dziemidok. Akcja nie przebiegła jednak zgodnie z oczekiwaniami. O godzinie, o której pochód miał ruszyć w stronę Rynku, pod pomnikiem Chrobrego wciąż czekała tylko garstka osób. Dwaj organizatorzy z megafonem nie ustawali w próbach zachęcenia przechodniów informacjami, że na afterparty czekają „Darmowe drinki i darmowy make-up!”, „Najlepsza wizażystka we Wrocławiu! Darmowe shoty!”. Z czasem jednemu z nich wyraźnie zaczęły puszczać nerwy. Zdesperowany podkreślał: „Powtarzam, darmowe drinki!”. Zagadywał każdego przechodzącego obok przebierańca, w tym grupki wracające z III Wrocławskiej Parady Halloween. Niektórzy dawali się skusić, inni mijali go jak natręta. Wyładowywał się, krzycząc do kolegi „Będzie nas, kurwa, sześć osób!” (a na „fejsie” zapowiadało się według niego sto), „Napierdalaj przez ten megafon!”. Natychmiast po takim ataku był jednak w stanie już z uśmiechem zwracać się do przechodniów lub rozmawiać z przedstawicielami policyjnej eskorty. Ciekawe, że przez ponad pół godziny pod Chrobrym tylko raz usłyszałem, jak organizatorzy wspominają o promowanym filmie. Widocznie najważniejsze były drinki.

Jeden z organizatorów, od początku pochodu parę razy pozujący do zdjęć z pochodniami.

Tyle zostawało po pochodniach.

Pochód nie wyglądał przyjemniej. Liczącej dwadzieścia parę osób grupce towarzyszyła kamera, więc musiała się prezentować jak najlepiej. Prowadzący nie krył, w jakim celu parę razy ją zatrzymywał i poprawiał jej szyk – miała się wydawać większa. Podczas postoju w Przejściu Świdnickim proponował nawet policjantce, żeby dołączyła do ekipy. Przemarszowi towarzyszyły też jego rozpaczliwe okrzyki typu: „Co się z wami dzieje?! Podnieście te ręce do góry! No, proszę was!”. Uczestnicy może i się bawili, ale przykro było patrzeć, jak jest to reżyserowane.

Pod kościołem Bożego Ciała – postój na ustawienie grupy w odpowiednim szyku.

Dziewczyna z prawej to podobno aktorka.

Przy skrzyżowaniu ul. Świdnickiej i Ofiar Oświęcimskich ktoś rzucił w pochód wampirów jajkiem, a ja opuściłem imprezę. Organizatorzy próbowali jeszcze pozyskać kolejne osoby, m.in. ulotkami reklamującymi film i zapewniającymi darmowe shoty na afterparty. Później dowiedziałem się, że w Rynku marsz połączył się z Zombie Walk – innym pochodem halloweenowym. Od razu pomyślałem, że chodziło tylko o to, żeby lepiej wypaść na zdjęciach i w ewentualnym filmie z imprezy promocyjnej. Gdy teraz patrzę na facebookowe profile „Świtu wampirów” i Polish Horror Company S.A., które fotorelacje zostały podlinkowane, a które nie, utwierdzam się w tym przekonaniu.

Postój przy ul. Ofiar Oświęcimskich. Ci dwoje z prawej to chyba też członkowie ekipy filmowej.

Ulotka.

Gdy dwa lata temu Makowski powoływał się na celtycką tradycję, śmiałem się z niego. Wokół trzeciej edycji Wrocławskiej Parady Halloween nie widziałem już tej otoczki, jedynie zabawę i spodobało mi się to. Ba, paradoksalnie dopiero teraz mam ochotę go pochwalić za nawiązanie do pogańskich tradycji i mam nadzieję, że rozwinie formułę, by przybliżyć uczestnikom kulturę europejską z czasów przedchrześcijańskich. Względem Vampire Walk pozostaję jednak mocno krytyczny. Pochód zniesmaczył mnie na różne sposoby – przez robienie niepotrzebnej konkurencji, przez postawę organizatorów, w tym głośne używanie wulgaryzmów na ulicy, przez sprawianie wrażenia, że chodzi głównie o zabawę, przez darmowe drinki, darmowe shoty, darmowe drinki… Również użycie określenia „flash mob” wydaje mi się niewłaściwe. Zgodnie bowiem z moją wiedzą, tak nazywana forma zgromadzenia z zasady nie może mieć na celu reklamowania czegokolwiek. Termin ten jest jednak ostatnio popularny, dla osób związanych z branżą rozrywkową brzmi pewnie atrakcyjnie i może to zdecydowało. W każdym razie dla mnie było to oszustwo, z żałosnym efektem. Organizatorom Zombie Walk, chociaż ich pochodu nie widziałem, radzę natomiast zastanowienie się nad połączeniem za rok sił z Wrocławską Paradą Halloween. Cele może są zbliżone, a w kupie raźniej. Ewentualnie mogą nadejść z przeciwnych stron i zainscenizować starcie gdzieś na Rynku. Trupy się już raczej bardziej nie pozabijają.

Reklamy

, , , , ,

  1. Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s