Czas przejazdu supertramwajem?

Dziennikarze niektórych serwisów lubią się czasami przejechać jedną trasą różnymi środkami lokomocji, w tym często tramwajem plus wspieranym przez ITS, i napisać artykuł porównujący czas podróży. Gdy czytam taki tekst, zawsze się zastanawiam, na jakie warunki trafili. Czy po skręceniu z ul. Milenijnej w Legnicką zdarzyło im się stanąć w sznurku czterech tramwajów przy przystanku podwójnym Kwiska? Czy taka sama sytuacja zastała ich przy pl. Jana Pawła II? Czy przejazd spod kładki dla pieszych koło pl. Solidarności na Podwale zajął im 4-5 minut? Jeśli nie, to badanie było za mało dokładne.

Tutaj by pasowało zdjęcie ilustracyjne
przedstawiające cztery tramwaje
przy przystanku Kwiska albo Jana Pawła II,
ale niestety rzadko mam szczęście
obserwować to zjawisko od zewnątrz.

Moim zdaniem tramwajów Legnicką kursuje obecnie za dużo. Jednym efektem, wzmaganym być może przez „pchający” teplusy do przodu ITS, są kolejki do przystanków w szczycie. Drugim, jak mi się wydaje, przeciążenia sieci. Po raz ostatni na taki problem natrafiłem 19 grudnia 2013 r., ok. 7:46. Mój tramwaj plus stanął jako czwarty w kolejce przy przystanku Jana Pawła II. Minutę później przesunął się na trzecią pozycję. Dalej nie szło już jednak tak gładko. W ciągu kolejnych dwóch minut jego instalacje ucichły. Usłyszałem za to pracę mniejszego silniczka i lekkie uderzenie o zewnętrzną powierzchnię pojazdu. Mój tramwaj spuścił pantograf. Po chwili przygasły światła. Wreszcie zobaczyłem, że tramwaj stojący na przystanku w przeciwną stronę zdołał ruszyć. Mój podniósł pantograf, po czym podjechał na peron. Powinienem traktować to jako normę. Takie zdarzenia nie są bowiem rzadkie. Kilka dni wcześniej, bodajże trochę po godzinie 17, przejeżdżałem przez pl. Jana Pawła II w kierunku Kozanowa autobusem 127. Nie byłem jedynym pasażerem zaskoczonym liczbą osób czekających na przystanku. Powód: oczywiście tramwaje stanęły, więc ludzie się przesiadali do autobusów. Przyczyny nie znam, ale uważam za bardzo prawdopodobne, że była ta sama. To się nazywa postęp!

Od osób odpowiedzialnych za komunikację miejską we Wrocławiu wciąż można usłyszeć, że tramwaje są mniej awaryjne od autobusów, a ja wciąż uważam to za manipulację. Mówi się również, że tramwajem pokona się daną trasę szybciej niż autobusem, ale mało mnie to obchodzi. Owszem, czas przejazdu autobusu jest bardziej zależny od pory dnia, czyli od natężenia ruchu, zwłaszcza w szczycie. Jeśli jednak mam jeździć codziennie jednym z dwóch pojazdów, z których pierwszy będzie prawdopodobnie jechał o kilka procent czasu dłużej, ale drugi daje o kilka procent mniejszą pewność, że gdzieś po drodze nie stanie i w efekcie tego czasu nie wydłuży… wolę ten pierwszy. Dlatego czekam na torowisko wzdłuż ul. Popowickiej i Długiej i mam nadzieję, że przerzucą na nie któryś z tramwajów jeżdżących obecnie przez Kozanów, a jego brak na Legnickiej „załatają” jakimś autobusem kursującym co 10-15 minut. Nie wierzę, żeby tak zrobiono – prędzej zlikwiduje się lub chociaż skróci kolejną linię autobusową, a torowiska na Legnickiej się nie odciąży. Przecież stawiamy na tramwaje – inaczej być nie może.

Zapomniałem uwzględnić, że Kwiska w stronę centrum to przystanek tramwajowo-autobusowy, możliwa jest też więc konfiguracja: 3 tramwaje + 1 autobus. Czekam na geniusza, który zaproponuje naprawę tej sytuacji poprzez likwidację autobusów.

Reklamy

, , ,

  1. Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s