Każdy ma swojego Kronosa

W maju 2013 r. ukazał się „Kronos” – prywatne zapiski Witolda Gombrowicza. Dzieło kontrowersyjne już nawet przez sam fakt wydania – tyle mogę o nim obiektywnie napisać. W połowie grudnia tego samego roku miało we wrocławskim Teatrze Polskim premierę wyreżyserowane przez Krzysztofa Garbaczewskiego tak samo zatytułowane przedstawienie zainspirowane ową książką. Dzieło jeszcze bardziej kontrowersyjne – tyle mogę o nim obiektywnie napisać. Opinie były tak skrajne i tak często negatywne, że 13 stycznia 2014 r., w kolejnym „Maglu teatralnym” na Scenie Kameralnej, grupę krytyków i artystów zgromadzono po to, żeby wspólnie przedyskutowali ten temat. Wyciągnięcia przez nich jednolitych wniosków trudno się było spodziewać.

Od lewej: 2 razy „za” (Grzegorz Jankowicz, Jacek Poniedziałek), 3 razy „za i przeciw” (Agnieszka Wolny-Hamkało, Sylwia Foremna, Dorota Monkiewicz), 2 razy „przeciw” (Milan Lesiak, Urszula Glensk), 1 raz „prowadzący” (Krzysztof Mieszkowski).

Początek spotkania poświęcony był książce. Jak zauważył Grzegorz Jankowicz, intrygująca jest różnica między „Kronosem” a wydanymi jeszcze za życia artysty „Dziennikami”, które pozornie i w teorii mogłoby być tym samym. Jacek Poniedziałek porównał go do Facebooka terrorystów, na który wrzuca się zdjęcia tego, co się je (wydaje mi się, że trafniejsze byłoby porównanie do Instagramu, ale nie wiem, nie znam się, nie używam). Nie zgodziła się z tym w pełni Agnieszka Wolny-Hamkało. Stwierdziła ona, że na Facebooku próbujemy się spodobać, a „Kronos” to raczej „Facebook fizjologiczny”. Najczęściej jednak uczestnicy dyskusji używali określenia mniej wymyślnego: buchalteria. Chociaż wydaje się, że dzieło o takim charakterze nie powinno typowego zjadacza chleba zainteresować, osiągnęło ono znakomite wyniki sprzedaży. Za przyczynę masowego trafiania pod strzechy podano m.in. niezwykły PR i lans. Krzysztof Mieszkowski wspomniał również, że książka była sprzedawana w Lidlu. W Biedronce – jeszcze nie.

Opinie zgromadzeni wygłosili rozmaite. Dla Milana Lesiaka w książce najciekawsze są przypisy. Dorota Monkiewicz uznała ją za hipnotyzującą, ale dla czytelnika, który coś o Gombrowiczu wie. Według Magdy Piekarskiej „Kronos” opowiada o przemijaniu, pokazuje, że w podsumowaniu życia ważne jest to, co policzalne, a nie wrażeniowe. Od trochę innej strony scharakteryzował książkę Jankowicz. Uważa ją za rzecz burząca system, jakim jest dorobek literacki Gombrowicza, a której nie można zignorować – bo jest.

Do sztuki teatralnej Jankowicz podszedł podobnie. Jej działanie na odbiorców określił jako wybicie z rytmu, do którego przywykliśmy. Znaczny udział miało w tym niespodziewane jasne odniesienie się do książki jedynie w tytule, a nie w treści – „odrzucenie litery, zostawienie ducha”, jak powiedział Poniedziałek. Dla przeciwników sztuki jest to złe posunięcie, bo przecież nikomu nie chce się słuchać wyznań ludzi, którzy „nie są Gombrowiczami”. Zarzucili spektaklowi – głównie Urszula Glensk – również sieczkę tekstową, niedopracowanie, bezradność reżysera i rozpad konwencji dążący do absurdu. Z ostatnim argumentem nie zgodzono się do końca. Niektórzy podkreślili występowanie mikrokonwencji, a Monkiewicz stwierdziła nawet, że w „Kronosie” jest kompozycja. Uczestnicy dyskusji spierali się też, czy przedstawienie jest czułe oraz, jeszcze bardziej, czy można w jego przypadku mówić o powiewie świeżości – Wolny-Hamkało uważa, że takie rzeczy robi się od dawna, a młodzi twórcy posuwają się o wiele dalej. Ktoś z widowni dorzucił do tego, że dekonstrukcja jest już starym pojęciem.

Monkiewicz zauważyła, że dwoje aktorów, w tym śledząca dyskusję z widowni Ewa Skibińska, grało, natomiast reszta nie nadawała swoim wystąpieniom formy. Częściowo prowadzi to do sytuacji, w której widz, np. Foremna, nie wie, czy może nie powinien się o takiego aktora martwić, czy nie powinien mu współczuć. Monkiewicz nazwała w związku z tym przedstawienie Garbaczewskiego spektaklem o dezorientacji. Wypowiedzi takie sprowokowały pytanie z widowni właśnie o to, jak widz powinien na to przedstawienie reagować, w tym również jak może je zrozumieć, jeśli nie jest znawcą sztuki. Ze sceny padł głos, że reżyser nie próbował dotrzeć do całej publiczności, tylko do odbiorcy, którego sam sobie wyobraził. Potraktowano jako słuszne podejście twórców spektaklu, żebyśmy czuli się niewygodnie, Jankowicz przyznał natomiast, że nie jest łatwo walczyć z własną ideologią, stwierdził jednak, że nie jest niezbędna wiedza o sztuce ani oczytanie. Potrzebna jest wrażliwość, a nawet jeśli ma się jej za mało, to dzięki przedstawieniu można jej nabrać i skorzystać na tym przy innej okazji. „Kronos” ma wartość medytacyjną i trzeba się tylko – jak stwierdził Poniedziałek – wyluzować. Nie wystarczyło to Lesiakowi, który z teatru chce wychodzić odmieniony, a w tym przypadku tak się nie stało, na to jednak Mieszkowski odpowiedział mu, że może się zmienił, tylko jeszcze o tym nie wie.

Wypada się przyznać, że „Kronosa” nie widziałem ani nawet nie czytałem. W tym przypadku nie jest mi to jednak potrzebne. Więcej: pozwala mi to spojrzeć na sprawę z boku i ocenić ją jako zjawisko. Wyczuwam dzięki temu coś gombrowiczowskiego w samym fakcie, że wokół sztuki rozgorzała taka dyskusja. Odniosę się tylko do jednego zarzutu – do zawartości Gombrowicza w Gombrowiczu. Czy w ramach hołdu należy być wiernym słowom pisarza? Nie wydaje mi się. Jak główny bohater „Trans-Atlantyku” pytał wzburzony „A mnie po diabła co Sartoriusz powiedział, gdy Ja Mówię?”, tak dzisiaj aktorzy Garbaczewskiego mogą pytać „A nam po diabła co Gombrowicz napisał, gdy My Gramy?”. Tekst szanujmy, pozostawiając go nietkniętym, ale na papierze, na którym go wydano. Kontynuujmy sposób myślenia.

Reklamy

, , , , ,

  1. #1 by ZygmuntMolikEWA on Styczeń 17, 2014 - 11:03

    Sądząc po zdjęciu, siedziałam tuż, tuż za fotografującym. Rozsierdziło mnie to wszystko, co się tam działo. Poza tym, nie wiem, byliśmy publicznością czy dekoracją?
    Moim faworytem-dyskutantem był Pan Grzegorz z Krakowa. Niepotrzebne, uważam, jechał taki świat drogi, równie dobrze, na zbliżonym poziomie, mógł się powyzłośliwiać n.p. na przysłowiową teściową.nie ruszając się z domu.
    A poza wszystkim tym i tamtym, dobrze napisane, obywatelu blogerze, dobrze!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s