Dziecko na pokładzie

W tramwaju, na środku rzędu ustawionych bokiem siedzeń, zajmuje miejsce kobieta, z dzieckiem po swojej prawej stronie. Drugie, równie małe dziecko stoi przed nią i ryczy. Twierdzi, że to jego miejsce i mama ma się przesiąść. Kobieta każe mu zająć wolne miejsce obok. Ono się nie zgadza. Upiera się przy swoim. Ja tymczasem stoję dwa metry dalej i próbuję napisać SMS-a. Niestety nie mogę się skupić.

Wciąż trzymając komórkę w ręce, zaczynam obserwować sytuację. Dziecko co chwilę wykrzykuje swoje żądanie. Nie przestając ryczeć, okłada nawet udo kobiety piąstkami. Ona je z kamienną twarzą ignoruje. Czasami rzuca uwagą typu „Przestań płakać, bo cię gardło rozboli”, czasami przechyla się do drugiego dziecka, żeby coś jemu powiedzieć. Czasami nie ma się nastroju na rozmowę o problemie – jestem w stanie to zrozumieć.

Mijają minuty, a maluch ciągle ryczy. Rośnie we mnie rozdrażnienie, które będzie się utrzymywać jeszcze przez pół godziny. Kłębią się myśli, z których później wyłoni się m.in. stwierdzenie „Jeśli chcesz być jędzą, to bądź, ale w domu, a nie w miejscu publicznym, bo mnie to przeszkadza”. Mam ochotę dopingować młodego radosnym „Bij ją, bij!”. Szkoda, że nie zadzwoniła komórka i że rozmówca nie spytał mnie o hałas w tle, żebym mógł mu głośno odpowiedzieć „Jakieś wredne babsko nie chce wziąć dzieciaka na kolana”. Takie rozwiązanie przyszło mi do głowy prawie od razu: nie ustępować, nie sprzeciwiać się, tylko pójść na kompromis – niech usiądą razem. Taki już jednak jestem, że się tą myślą z nieznajomą nie podzieliłem.

W SMS-ie stoję na pierwszym zdaniu. W końcu chowam komórkę, nie dokończywszy pisania. Hałas wnerwia mnie już bardziej, niż robił to małym Rom z akordeonem, którego czasami spotykałem w tramwajach. Podobnie jak wtedy, tu też dochodzi do łamania „Regulaminu przewozu osób…” MPK mówiącego, że podróżnym zabrania się głośnego zachowywania się (§ 4.2.11). Obsługa przewozu może zażądać opuszczenia pojazdu przez podróżnego uciążliwego dla podróżnych – to też można tam przeczytać (§ 7.1.1.c). Małe dziecko trudno mi obwiniać. Kobietę bym wyrzucił.

Wciąż to ryczenie. Młody próbuje się wcisnąć na krawędź siedzenia, przegonić matkę, ale ta pozostaje niewzruszona. Z podstawówki pamiętam czytankę, której morał był taki, że starszym osobom w autobusie należy ustępować miejsca, nawet jeśli są one zbyt dumne, by z tego skorzystać. Dlaczego nie było tam nic o małych dzieciach?

Młody wdrapał się w końcu matce na kolana. Mogę odetchnąć z ulgą – ucichł. Niespodzianka? Nie dla mnie. Mimo to matka spytała go złośliwie, czy gardło mu już wysiadło. Czy to mnie zaskoczyło? Też nie. Wmurowało mnie dopiero po chwili, gdy siedząca obok kobieta, która, jak wspomniała, wychowała dwójkę dzieci, wygłosiła pochwałę: „Dobrze, że pani nie ustąpiła”. Jeśli sprowadzać cały wybór tylko do ustąpienia albo nieustąpienia, to pewnie bym się zgodził. Dobitniej: jeśli człowiek jest tylko automatem, którego nie stać na nic poza „tak” lub „nie”. Ale co ze wszystkim pomiędzy? I co z dobrem pozostałych pasażerów? Nie tylko ja wyglądałem na niezadowolonego. Sytuacja trwała za długo. Jeśli przez kilka przystanków rodzic w żaden sposób nie próbuje uspokoić ryczącego dziecka, a jedynie bierze je na przeczekanie, narażając tym samym kilkadziesiąt osób na przedłużający się, męczący hałas, dla mnie jest to zachowanie aspołeczne i egoistyczne. Wielka szkoda, że nie istnieje osobna służba mająca na celu pilnowanie porządku w pojazdach komunikacji miejskiej.

To wymądrzałem się ja – człowiek, który dziećmi się nigdy nie opiekował. Może kiedyś sprawdzę swoje przemyślenia w praktyce.

Wrocław, 30 stycznia 2014 r., po opuszczeniu porannego tramwaju linii 31 PLUS

PS SMS-a dokończyłem półtorej godziny później.

Reklamy

, , ,

  1. #1 by ZygmuntMolikEWA on Luty 3, 2014 - 22:03

    Pewnie racja, pewnie najpierw trzeba by, spróbować choć, opiekować się dwójką małych dzieci. Do tego mieć mężusia, który też pewnie ‚zaopiekowania’ domaga się od rana do nocy. A do tego mieć jeszcze te wszelkie atrakcje dnia codziennego…
    Podziwiam spokój ducha tej nieszczęsnej, choć komuś, kto nie może skończyć smsa! trudno to pojąć. Zamiast cierpieć, że dokończyć nie sposób, można było spróbować (np.) wejść w kontakt słowny z młodzieńcem i dopytać dlaczegóż to chce, by koniecznie jego potrzeby były najważniejsze na świecie. Cóż to wówczas mógłby być za inspirujący post. Choć nie narzekam, poznałam paragrafy na podstawie których można by relegować z tramwaju asertywną matkę.

  2. #2 by Krasnal Adamu on Kwiecień 5, 2014 - 09:05

    Trafiłem na nią po raz drugi. Tym razem oba dzieciaki miały inne niż ona wizje co do tego, gdzie będą siedzieć. Jeden już zaczynał płakać, ale na szczęście pewna kobieta przesunęła się o jedno miejsce w bok, żeby dziecko mogło usiąść przy oknie.
    Ta matka jest raczej mało cierpliwa.

    Co do poprzedniego razu, to zdarza mi się widzieć opiekunów zachowujących spokój przy szalejących, męczących dzieciach. To nie było to. Twarz i głos pozbawione emocji, wszelkie reakcje tylko jako przerywniki w gapieniu się w okno naprzeciwko. Ja też potrafię osiągnąć taki spokój. Tylko u mnie nazywa się on „Mózg mi się wyprał, mam wszystko gdzieś, nie ma mnie tutaj” i nie sądzę, żeby był godny podziwu. Pewnie wszedłbym w jakiś kontakt (chociaż prędzej z matką niż z dzieckiem), gdybym był obok – bo tak, to musiałbym albo parę osób po drodze przeprosić, albo podnosić głos (taki jestem konsekwentny – nie lubię, gdy inni mi przeszkadzają, i nie lubię przeszkadzać innym).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s