W drogę, harfo z Wrocławia!

Kilka dni temu, w drugim odcinku siódmej polskiej edycji talent show „Must Be the Music”, telewidzowie mogli zobaczyć zdolną wokalistkę dodatkowo wyróżniającą się tym, że akompaniowała sobie grą na harfie elektrycznej. Ja z Jadwigą Tomczyńską po raz pierwszy zetknąłem się prawie dwa miesiące wcześniej, 17 stycznia 2014 r., na pewnej zamkniętej imprezie. Od tamtej pory czekałem na zapowiedziany wówczas przez nią występ w telewizji. Nie spodziewałem się wprawdzie, żeby mógł mnie czymś zaskoczyć, ale uznałem, że warto śledzić poczynania młodej, zdolnej, związanej z Wrocławiem artystki.

Jak zwróciła publiczności uwagę, harfa elektryczna jest mniejsza i lżejsza od zwykłej. Dzięki temu podczas wykonania pierwszego utworu – a było to bodajże „Toccata (Sabre Dance)” Susan McDonald – mogła swobodnie spacerować po parkiecie i dać się oglądać od wszystkich stron, trzymając przymocowany instrument przed sobą. Przez resztę setu już tego komfortu nie miała. Przejście od muzyki poważnej do rozrywkowej wiązało się z koniecznością zajęcia miejsca przy mikrofonie. Publiczność jednak nie narzekała, bowiem głosem Tomczyńska oczarowywała nawet bardziej niż grą na harfie. Mimo to nie skorzystaliśmy z jej propozycji, gdy poinformowała, że nie wykona wszystkich dwudziestu zwrotek „Hallelujah” Leonarda Cohena, chyba że sobie tego zażyczymy. Swoją drogą, i tak mam wątpliwości, czy byłaby to najpełniejsza wersja ballady Kanadyjczyka.

Przy okazji „Only Time” Enyi artystka powiedziała, że podobno w Irlandii w każdym domu ktoś umie grać na harfie. Stopniowo przeważały więc klimaty folkowe, ja jednak spodziewałem się uderzenia czymś naprawdę chwytliwym, przeboju. Niemal od początku występu obstawiałem, że Tomczyńska zagra coś The Beatles. Okazało się, że kombinowałem dobrze, tylko z wykonawcą nie trafiłem. Za powszechnie znany utwór stanowiący główny punkt rozrywkowy setu podstawowego posłużyło „Don’t Worry, Be Happy” Bobby’ego McFerrina. Publiczności się spodobało. Wywołana na bis artystka ponownie sięgnęła do repertuaru Enyi, tym razem po „May It Be”. Widzom mimo to wciąż było mało. Drugi bis – muzyka renesansowa: „Come Again” opracowane dawno temu przez Johna Dowlanda, ostatnio wykonywane m.in. przez Stinga. Trzecim dodatkiem była kolejna bomba: rozsławione przez Raya Charlesa „Hit the Road Jack”. Tym utworem niestety występ ostatecznie się zakończył. Widzowie mogli już najwyżej porozmawiać z artystką lub spróbować przymierzyć jej instrument. Grać chyba nikt nie próbował.

Powiązań między Jadwigą Tomczyńską a „Must Be the Music” można się doszukać już w 2012 r. Wtedy to w talent show brała udział Katarzyna Lipert – skrzypaczka z zespołu Castle Dreams, z którym harfistka wcześniej współpracowała. Jesienią 2013 r. rozeszła się natomiast wieść, że do programu wybiera się kapela Suck My Glove, z Tomczyńską w składzie. Ostatecznie, późną zimą 2014 r., zobaczyliśmy tylko harfistkę wykonującą „Hit the Road Jack”. Przeszła dalej i nie ma w tym dla mnie nic dziwnego. Następnym razem liczę na „Don’t Worry, Be Happy”. Z „Hallelujah” bym uważał – ten utwór wykorzystywany był w „Must Be the Music” już wielokrotnie, również w polskiej edycji, m.in. rok temu przez Marcelinę Kacmajor. Ponoć niektórzy uznają to już za standard, którego nie chce się więcej słuchać. Ale ja się nie znam, po prostu dobrze życzę. Niech wrocławska harfistka podbije Polskę.

Reklamy

, , , , , ,

  1. Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s