Koncert pod Mocnym Aniołem

Książki „Pod Mocnym Aniołem” nie czytałem i pewnie szybko tego nie zrobię, bo Jerzy Pilch mnie nie pociąga. Filmu „Pod Mocnym Aniołem” nie widziałem, ale Wojciech Smarzowski mnie nie zachwyca. Muzyki z filmu „Pod Mocnym Aniołem” nie słyszałem, ale na koncerty rozmaitych projektów z udziałem Mikołaja Trzaski od lat chodzę w ciemno, więc stratę bez wahania postanowiłem nadrobić – przy okazji występu Freegate, 28 kwietnia 2014 r. w Centrum Reanimacji Kultury.

Saksofon pod Mocnym Aniołem:

W CRK po raz ostatni byłem przed remontem, teraz miałem więc problem najpierw z wejściem na podwórze na ul. Jagiellończyka, potem z wejściem na podwórze samego squatu. I tak jednak byłem lepiej zorientowany niż ci, którzy wcześniej tu nie byli, a z zasłyszanych rozmów wiem, że trochę takich osób się na koncercie zjawiło. Przyznawali, że są tu po raz pierwszy, upewniali się, jak się placówka nazywa… Może to wina niedawnego, tymczasowego zniknięcia CRK z koncertowej mapy Wrocławia, a może tego, że jazz akurat nie jest tu najczęstszym gościem. Ja przynajmniej jeszcze nigdy nie słyszałem tu takiej muzyki na żywo. Ze zmian jednak bardziej zainteresowały mnie efekty remontu. Obecnie połowa CRK to na pierwszy rzut oka nowy budynek. Części z koncertownią natomiast do takiego stanu jeszcze sporo brakuje. Drzwi, przez które zwykło się wchodzić na salę, teraz nie mają klamki. Zamiast tam, publiczność skierowano do dawnego wejścia dla muzyków. W środku zobaczyłem, że scenę umieszczono na przeciwnym końcu pomieszczenia niż kiedyś. Również sam Trzaska wyglądał inaczej. Chyba po raz pierwszy widziałem go takiego nieogolonego i tryskającego humorem. Jeszcze zanim muzycy zaczęli grać, zdążył dowcipnie wszystkich przedstawić i rzucić paroma żartami, m.in. o frekwencji, o pogodzie i o „biusthalterze”, który musi założyć.

Uderzyli – perkusista Paweł Szpura kanonadą, a gitarzysta Łukasz Rychlicki jazgotem. Na tym tle Trzaska produkował proste motywy z rozmaitymi wariacjami, przetykane wścieklejszymi dźwiękami. Tak brzmiała większość z pierwszych kilkunastu minut. Freegate zaprezentowało w tym czasie muzykę, której parę fragmentów mogłoby posłużyć za outra jazzrockowych utworów, punkty kulminacyjne psychodelicznych albumów, coś w rodzaju końcówki „Fun House” The Stooges. Gitarzysta w skupieniu wydobywał ze swojego instrumentu rozmaite warkoty, piski i pomruki. Bardziej zdołał mnie zainteresować tylko dwiema zagrywkami: najpierw pojedynczymi pociągnięciami smyczkiem, którymi prowadził przez moment dialog z saksofonem Trzaski, a później, już w drugiej części, orientalnym, „pływającym” motywem przywodzącym mi na myśl eksperymenty The Beatles, trochę te z sitarem, a trochę te z „Tomorrow Never Knows”. Wiele więcej nie usłyszeliśmy. Set podstawowy trwał niewiele ponad pół godziny. Podczas kilkuminutowego bisu Trzaska zdawał się trawestować „Boléro” Ravela, a po występie sprzedawał płyty, do których kupna wcześniej zachęcił.

Nie ma się co oszukiwać – koncert był krótki. W tym czasie, chociaż miałem już nazwać perkusistę moim bohaterem, muzycy nie zdążyli mnie zachwycić ani nawet porządnie zahipnotyzować. Przyznaję, że grali intensywnie, w pewnym stopniu nawet zadowalający i stosowny do ceny za wstęp, ale spodziewałem się więcej. Trudno. Może obejrzę teraz film, żeby posłuchać, co muzycy zmajstrowali tam.

Reklamy

, , , , ,

  1. Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s