Ratowniczka z drzewa spadła

Osoba poszkodowana uskarża się na ból i zawroty głowy spowodowane upadkiem na nią ciężkiego przedmiotu. Wieczorem, 4 maja 2014 r., zgłasza się na Szpitalny Oddział Ratunkowy przy ul. Borowskiej. Pracowniczka Izby Przyjęć po wysłuchaniu w poczekalni jej historii robi wielkie oczy. Nie kontynuuje wywiadu. Zamiast tego, wyraźnie ku zniechęceniu, nie ku pociesze, niemal ze śmiechem oznajmia:
– Ale ja w dzieciństwie spadłam z drzewa i nic mi nie było.
Osoba poszkodowana spytana następnie, czy nadal chce być przyjęta, pomimo nastawienia pracowniczki potwierdza. Wówczas zostaje poinformowana, że na zdiagnozowanie i tak będzie czekała do rana. W związku z tym, za poradą innej osoby z poczekalni, akcja zostaje przeniesiona do SOR-u przy ul. Weigla. Tam pracownik Izby Przyjęć zadaje już same rzeczowe pytania, które na Borowskiej nie padły.
– Wymioty były?
– Jeszcze nie.
– Kiedy to się stało?
– Około czterech godzin temu.
– Proszę do środka.
Lek przeciwbólowy. Rentgen. Tomograf.
Naderwanie i skręcenie odcinka szyjnego kręgosłupa. Trzy tygodnie w kołnierzu.

Parę razy leżałem na stole operacyjnym, stwierdzano u mnie choroby, o których nigdy wcześniej nie słyszałem, i nauczyłem się zaufania do lekarzy, jednak wkurzają mnie ci, którzy nie mają w oczach rentgena, a mimo to na dzień dobry sugerują poszkodowanemu, że jest zdrowy.

A Borowska? Dzień, w którym się dowiedziałem, że na planowany zabieg muszę czekać cztery miesiące zamiast jednego tylko dlatego, że sekretarka – która mnie za swój błąd nie przeprosiła, nie wyglądała nawet na choćby odrobinę przejętą – zapomniała przepisać moje dane z książki do komputera, powinienem był potraktować jako wyznacznik tamtejszej jakości. Na przestrzeni kilku lat chodziłem do tego szpitala z trzema sprawami i w każdym przypadku trafiałem na pracowników, których postępowanie uznawałem za niekompetentne. W tym miejscu kontakt ze służbą zdrowia nie wychodzi mi do końca na zdrowie.

Reklamy

, , , , ,

  1. #1 by gleon on Maj 7, 2014 - 16:04

    Niestety Hipokrates to „wapniak” żył tak dawno, a dla lekarzy stajemy się tak jak dla tego Państweka jedynie dojnymi krówkami i nr Peselu! Nasza choroba ich interesuje tylko wówczas gdy stawiamy czek na stole i to potwierdzony w banku! Inaczej dla lekarzy jesteśmy trupem

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s