Europejczycy do Unii

Janusza Korwin-Mikkego jako posła nie pamiętam. Już lepiej znam go jako wspierającego lumpeksy brydżystę. Cenię go przy tym jako człowieka wprawdzie ekscentrycznego, ale nie takiego głupiego i mówiącego, co myśli. Mimo to nie chciałbym, żeby on i jego stronnicy przejęli w Polsce władzę. Boję się, do jakich zmian by to mogło doprowadzić. Ostatnio sondaże informują natomiast, że Korwin-Mikke i paru jego kolegów należących lub chociaż sympatyzujących z Kongresem Nowej Prawicy może się dostać do Parlamentu Europejskiego. Właśnie w związku ze zbliżającymi się wyborami 17 maja 2014 r. w kinie Nowe Horyzonty zorganizowano Wielką Konwencję Wyborczą. Jeśli Jego Królewska Mość ma wrócić do łask, może dobrze było się wmieszać w jego elektorat.

Sala nr 1 należy chyba do największych w tym kinie, jednak publiczność bez trudu zapełniła nawet najdalsze rzędy siedzeń. Znaczną jej część stanowili mężczyźni w wieku studenckim. Równie młoda była trójka ludzi z dwiema flagami – polską i Unii Polityki Realnej – stojąca przez całe spotkanie z boku sceny. Dopełnieniem symboliki było odśpiewanie trzech pierwszych zwrotek hymnu państwowego. Po tym wstępie mównicę zajęli kolejno dwaj działacze – Maciej Bojanowski i Zbigniew Jarząbek – mający za zadanie rozgrzać publiczność i kolegów do boju.

Szybko poznałem stosunek Nowej Prawicy do Unii Europejskiej i polskich ugrupowań politycznych. Zasygnalizowane zostało też mające swoje odbicie w stosowanym słownictwie rozgraniczenie. Mówcy podkreślali, że wartości unijne to nie wartości europejskie – dlatego twierdzili, że kandydują nie do Europarlamentu, tylko do Unioparlamentu, a siebie nazywali nie eurosceptykami, tylko uniosceptykami. Odnośnie unijnych programów Jarząbek zwrócił uwagę na ich podobieństwo do programu NSDAP. Gdyby Hitler żył, mógłby – według niego – złożyć dziś pozew o plagiat. Wśród obecnych wad europejskich krajów, w tym Polski, wymienił m.in. totalitarną szkołę. Chociaż Bojanowski powiedział, że dziś o wiele bliższe niż kiedyś są mu wygłoszone przez Korwin-Mikkego słowa „banda sukinsynów”, a Jarząbek parę razy powtórzył określenie „lewactwo”, nie wskazali sprawcy obecnego stanu. Dokładniej opisali tylko partie rządzące. Platforma Obywatelska – jak oznajmił rzucający mocniejszymi stwierdzeniami Jarząbek – to ludzie, którzy czerwone gówno na Zachodzie pomylili z czekoladą. Niektórych z nich da się może jednak sprowadzić na dobrą drogę. Prawo i Sprawiedliwość to natomiast komuniści, którzy chodzą do kościoła, ale w jego szeregach są też porządni ludzie – im partia mówi „Chodźcie z nami”. Obecnie Kongres Nowej Prawicy współpracuje z narodowcami, przy czym sprzeciwia się narodowym socjalistom.

Obaj mówcy z uznaniem wyrazili się o liderze partii, który – jak podkreślili – od wielu lat pracuje po kilkanaście godzin dziennie. Po tym, jak sekretarz Oddziału Wrocławskiego Kongresu Nowej Prawicy Kamil Gałczyński kulturalnie podziękował wszystkim za wparcie, na scenę wkroczył właśnie Janusz Korwin-Mikke. W swym pierwszym wystąpieniu mównicę zajął jednak na mniej niż minutę. Zapowiedział tylko kandydatów z wrocławskiej listy i poprosił, żeby również oni przemawiali krótko. Chwilę później został przez prowadzącego poproszony na zewnątrz – pod salą podobno czekało na niego sporo ludzi.

Robert Iwaszkiewicz, nr 1 na wrocławskiej liście kandydatów do Parlamentu Europejskiego, wszedł na scenę o kulach, jak jednak zażartował, nie ma powodu do zmartwień, bo to tylko lewa noga. W krótkim przemówieniu oznajmił, że ma dość socjalizmu, egalitaryzmu, interwencjonizmu i biurokracji.

Maja Podolska, nr 3 na liście, z dumą podkreśliła, że jest Europejką i nie wpełzła do Europy na kolanach. Nasi przodkowie walczyli z muzułmanami pod Wiedniem. Teraz Niemcy i Francja wpuszczają do siebie hordy islamskie. Ona nie ma postkolonialnego poczucia winy i nie chce, by za jej pieniądze rozmnażały się islamskie rodziny. My tymczasem jesteśmy sterylizowani unijną żywnością.

Płk. Ireneusz Dybalski, nr 2, na spotkanie nie dotarł. Na scenę weszła więc Karina Kawka, nr 7, według której świat się z nas śmieje, jak dajemy się podporządkować unijnym absurdom. Maria Łambucka, nr 9, zaznaczyła natomiast, że rodzina jest ważna. O dzieciach powinni decydować ich rodzice, a państwo powinno ich wspierać, nigdy narzucać swoją wolę.

Nauczyciel Tomasz Rubiś, nr 4, zwrócił uwagę, że kazano nam, Polakom, zdobywać wiedzę, ale wyjeżdżamy stąd, bo nie dano nam tu warunków do godnego życia. Kongres Nowej Prawicy natomiast wierzy w człowieka, w jego rozum, i chce mu zwrócić wolność. Niejako uzupełniając to, wyraźnie niemająca za dużo doświadczenia w przemawianiu Klaudia Witczak, nr 10, oznajmiła, że zastanawia się, co będzie robić po studiach.

Mównicę ponownie zajął Janusz Korwin-Mikke. Swój monolog zaczął od wspomnienia sprzed ponad dwudziestu lat. Wtedy to Hanna Suchocka, o której wcześniejszej przynależności do Stronnictwa Demokratycznego nie wiedział, bo w ogóle nikt o niej w tym ugrupowaniu nie słyszał, przyleciała z zagranicy i objęła stanowisko premiera, a kilka miesięcy później w opłacanym aktualnie przez niemiecką masonerię pałacu w Ciążeniu spotykała się z francuskim komunistą i nikt się tym nie zainteresował.

Korwin-Mikke – który oznajmił też, że jest mu obojętne, czy będzie walczył z Żydami, czy z antysemitami – nie chce babochłopów. Twierdzi, że podbiliśmy świat, bo mieliśmy dobrze wychowanych mężczyzn i kobiety. Dziecko niewolnika ma natomiast być potulne. Wartości unijne są według polityka odwrotnością europejskich. Zauważył, że odebrano nam broń, i spytał, kto nas będzie bronił przed Arabami. Stwierdził, że w Europie zabiera się również dzieci i uczy się je homoseksualizmu. Nie jest ważne, ile w szkole będzie godzin religii – zero, jak by chciał Palikot, czy cztery dziennie, jak by chciał Kaczyński. Ważne, że decydujemy nie my, tylko nasi właściciele. Dlatego musimy sprywatyzować nasze dzieci – odebrać je państwu.

Lider KNP skrytykował również inne objawy „opieki” ze strony rządzących. Jesteśmy według niego traktowani nie jak wolni i odpowiedzialni ludzie, tylko jak dzieci lub głupie bydlęta. Dlatego w aptece potrzebna jest obecnie recepta i nie można kupić arszeniku tak po prostu jak w kryminale Agathy Christie. Breivik jako odpowiedzialny człowiek powinien być za swoje czyny skazany na śmierć – zamiast tego wyjdzie po siedmiu latach.

Jak i jeden z przedmówców, Korwin-Mikke zauważył podobieństwo obecnego systemu do czasów narodowo-socjalistycznych Niemiec. Paraolimpiada, zakazy palenia – to przecież są pomysły Hitlera. Zakaz czytania programu NSDAP istnieje według polityka po to, żebyśmy się nie zorientowali, że jest on źródłem obecnych przepisów i ustroju. Nowym, prawdziwym faszyzmem nazwał to, że tysiące urzędników decydują o wszystkim. Gdyby Arabowie nas wyzwolili, miałoby to swoje minusy, ale mordercy byliby ścinani na drugi dzień oraz zniknęłyby niezgodne z Koranem podatki, m.in. VAT. Należy przestać utrudniać działalność ludziom utalentowanym. Trzeba dać szansę tym, którzy umieją coś robić, a nie tym, którzy najlepiej znają unijne przepisy i potrafią unikać płacenia podatków. W końcu Arystoteles Onassis zbił majątek jako analfabeta.

Donald Tusk i Jarosław Kaczyński to według Korwin-Mikkego oszuści, którzy tylko podzielili się rolami – jak dobry i zły glina. Głosowanie na PO lub PiS jedynie po to, żeby nie wygrało to drugie, jest tak naprawdę głosowaniem na SLD – bo ono wejdzie ze zwycięzcą w koalicję. Dlatego należy głosować na Kongres Nowej Prawicy.

Polityk wspomniał o Rudim Dutschkem, zwolenniku koncepcji „długiego marszu” polegającej na opanowaniu systemu nie przez walkę, a od środka. W tym kontekście wypowiedział się m.in. o globalnym ociepleniu. Wyśmiał związaną z tym procesem propagandę. Zauważył, że zjawisko to jest cykliczne i nie wydarza się po raz pierwszy, że jeden wybuch wulkanu może wpłynąć na klimat bardziej niż człowiek przez setki lat, wytknął aktywistom, że raz mówią o ociepleniu, a raz o ochłodzeniu, a także zasugerował, że w szkołach nie uczy się już prawa Archimedesa, więc ludzie nie wiedzą, jak się zmieni objętość wody, gdy rozpuści się pływający w niej lód. Przede wszystkim jednak wytłumaczył, czemu według niego ma w tym przypadku służyć ekologia. Otóż globalnemu ociepleniu przeciwdziała się – oficjalnie dla dobra Ziemi – poprzez hamowanie rozwoju gospodarczego i przyrostu naturalnego. W ten sposób kraje godzące się na sprzyjające środowisku zmiany zostają w tyle za innymi. Jeśli Polska może się obecnie z czegoś cieszyć, to z tego, że mimo to rozwija się lepiej niż Niemcy, a to dzięki temu, że nie wprowadziła jeszcze euro. Unia Europejska natomiast dostała w łeb – bo niecały świat podpisał protokół z Kioto – i teraz nie wie, co robić.

Janusz Korwin-Mikke podobno miał tego dnia jeszcze dwa spotkania w innych miastach, w związku z czym opuścił salę jako pierwszy. Zanim to zrobił, poprosił, żeby w momencie podejścia do niego po autograf lub w celu zrobienia sobie wspólnego zdjęcia, mieć już wszystko przygotowane.

Pierwszym, co mnie uderzyło na spotkaniu, była publiczność. Powszechnie wiadomo, że Korwin-Mikke ma wielu zwolenników wśród internautów, więc widok na oko dwudziestokilkuletnich ludzi nie powinien być dla mnie zaskoczeniem. Mimo to pytałem się w myślach, czy ci, którzy się tak licznie stawili, to zwykli wyborcy, czy młodzieżówka partii. Pewny mogę być tylko tego, jakimi byli zwolennikami polityka, co dało się poznać chociażby po owacjach na stojąco.

Zaintrygowała lub zaskoczyła mnie też symbolika. Najpierw zastanawiałem się, co to za flaga trzymana jest na scenie obok polskiej. Później poczułem się nieswojo, gdy z głośników rozległ się „Mazurek Dąbrowskiego”. Sala nie włączyła się z wielkim zapałem, ale w śpiewaniu nie przeszkodziło jej nawet szwankujące nagłośnienie. Przy okazji przekonałem się, że nie za bardzo pamiętam trzecią zwrotkę hymnu. Moją ulubioną zawsze była czwarta.

Raziły mnie wypowiedzi niektórych mówców – najpierw słownictwo Jarząbka, potem antymuzułmańskie wystąpienie Podolskiej. Po wysłuchaniu kandydatki do Parlamentu Europejskiego zacząłem się zastanawiać, czy mogę zgłosić do jakiegoś urzędu, że nie chcę, żeby moje podatki szły na chrześcijańskie rodziny. Tym samym popieram w pewien sposób walkę o wspominane tak często podczas spotkania wartości europejskie – bo nie zaliczam do nich żadnej przybyłej z Azji religii.

Słuchając stwierdzeń Jarząbka i Korwin-Mikkego nie mogłem nie pomyśleć też o rozwinięciu prawa Godwina mówiącym, że ten, kto pierwszy wspomni o Hitlerze, przegrywa dyskusję. Spotkałem się już wcześniej m.in. z porównaniem polityki rządu PO do faszyzmu – co zresztą nadaje się do skonfrontowania z art. 13 Konstytucji RP. Byłem też parę miesięcy temu na wykładzie pewnej religijnej osoby, która wyliczała podobieństwa między Unią Europejską a Cesarstwem Rzymskim i wskazywała fragmenty Biblii mogące być zapowiedzią powstania i działania tego „dziwnego” tworu, do którego przystąpiliśmy. Sam uważam, że Konstytucja RP poprzez określenie stosunku do nazizmu, faszyzmu i komunizmu daje podstawy do prześladowań, natomiast demonizowanie „Mein Kampf” na świecie sprawia, że obrasta ono legendą i zaniżana jest jego wartość historyczna. Tak naprawdę wiedza przeciętnego Polaka o tej książce ogranicza się do tego, że napisał ją Hitler i jest ona zła. O czym jest konkretnie – trudno opisać.

Poważniej zastanowiła mnie wypowiedź Korwin-Mikkego o Hannie Suchockiej. Co miały oznaczać jego sugestie? Dlaczego kwestionował jej działalność w Stronnictwie Demokratycznym? Oficjalnie oboje należeli do tej partii przez kilkanaście-dwadzieścia lat, w okresach w większości się pokrywających, więc teoretycznie mógł o niej wtedy, przez całe lata 70. i początek 80., słyszeć. Obecnie uznaje ją za czyjegoś pionka – tyle zrozumiałem. Czy uważa też, że doszło do sfałszowania historii? Nie wiem. Na pewno na niekorzyść polityka przemawia według mnie jego stosunek do globalnego ocieplenia. Sam też uważam ten proces za przereklamowany, ale Korwin-Mikke użył przeciw niemu najbanalniejszych argumentów i odniosłem wrażenie, że wiedzę na ten temat ma pobieżną, a w merytorycznej dyskusji z rozgarniętym klimatologiem poległby z kretesem. Wiarygodność polityka podważa też wzmianka o siedmiu latach odsiadki Breivika. Jak wiadomo, o przedterminowe zwolnienie ów zamachowiec może się ubiegać dopiero po dziesięciu, a możliwe i prawdopodobne jest, że wyrok zostanie przedłużony. Ponadto nie potrafię nie porównać jego sytuacji do sprawy sprzed dwudziestu lat, kiedy to Varg Vikernes, również Norweg skazany na maksymalny wymiar kary, czyli dwadzieścia jeden lat więzienia, za jedno morderstwo – a nie za siedemdziesięciu siedmiu zabitych i wielu rannych – podpalenie trzech kościołów i kradzież materiałów wybuchowych w celu zniszczenia czwartego, a także za wykorzystanie przepustki do ucieczki, odsiedział około piętnastu lat. Jeden z najsławniejszych zabójców ostatnich dziesięcioleci miałby wyjść szybciej? Nie sądzę. Oczywiście mogło to być ze strony Korwin-Mikkego tylko wyolbrzymienie albo pomyłka, jednak efekt był taki sam jak w przypadku manipulacji. Lepiej być uczciwym i nie mówić, że przeciwnik jest gorszy, niż jest.

Na Kongres Nowej Prawicy i tak nie zamierzałem głosować, więc to, że spodobał mi się przynajmniej częściowy liberalizm jednych, a zraziło wrogie podejście drugich, wiele w moim stosunku do partii nie zmienia. Również jej lider zrobił na mnie w przybliżeniu takie wrażenie, jakiego się spodziewałem – ani lepsze, ani gorsze, niż dotychczas. Pewnej rzeczy jednak żałuję. Szkoda, że nie wziąłem na spotkanie posiadanej książki Korwin-Mikkego o brydżu. Miałbym autograf.

Reklamy

, , , , , , , , , , , , ,

  1. Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s