Piknik na skraju nieba

Napis „Na podstawie »Stalkera« Andreja Tarkowskiego i twórczości Iwana Wyrypajewa” na plakacie reklamującym przygotowane przez Teatr Na Wagę, mające premierę 13 czerwca 2014 r. we Wrocławskim Klubie „Anima” przedstawienie, wywołał u mnie dwie reakcje. Dziwnie mi w pierwszej chwili wyglądała wzmianka o filmie, a nie o książce Arkadija i Borysa Strugackich pt. „Piknik na skraju drogi”, w oparciu o którą powstał. Niezbyt często spotykam się z inspiracją dziełem inspirowanym, chociaż – gdy teraz o tym myślę – „Solaris” Stevena Soderbergha też miało w sobie chyba więcej z wersji Tarkowskiego niż z oryginału Stanisława Lema. Te rozważania zeszły jednak na drugi plan wobec mojego podstawowego wrażenia. Andriej Tarkowski? „Stalker”? Gdzie kupię bilet?

Na widownię, jak do Zony, do której wybierali się główni bohaterowie, wprowadzili publiczność stalkerzy. Jak się później okazało, miało to na celu nie tylko stworzenie klimatu, ale też zasugerowanie odbiorcom, że spektakl jest wyprawą również do ich umysłów, zachęcenie ich do postawienia się na miejscu wędrujących na ich oczach Pisarza i Profesora. Za świetne rozwiązanie uznać można także przyrównanie tytułowej strefy do żony stalkera. Dzięki tej personifikacji twórcy nawet lepiej niż Tarkowski pokazali stosunek poszczególnych bohaterów do Zony – symbolicznie, ale przemawiająco do wyobraźni. Zaprezentowaniu postaw życiowych i stanów psychicznych nadano tu zresztą znacznie większą wagę niż rzeczywistości, usadowieniu akcji w czasie, miejscu i kontekście. Czym bowiem była teatralna Zona? W przeciwieństwie do filmu i części dzieł, które za nim podążyły, przedstawienie nie budziło takich skojarzeń z katastrofą w Czarnobylu, do której doszło zresztą dopiero kilka lat po nakręceniu „Stalkera”. Nawet wątek „piknikujących” kosmitów, czyli oryginalny zamysł Strugackich, został tu tylko zaznaczony. W efekcie i w połączeniu ze skromną scenografią widzowi niezaznajomionemu wcześniej ze światem, po którym poruszają się stalkerzy, mogło sprawić problem zrozumienie scen w pełnej zagadek Zonie, podczas gdy inni mieli przed oczyma konkretne krajobrazy, budynki, pomieszczenia, tunele. Przedstawienie w istocie niemal do reszty oderwało się od stylistyki science fiction. Skupiło się – co miłośników Tarkowskiego nie powinno zaskoczyć – na ludzkich pragnieniach. Owo humanistyczne oblicze podszyto jednak kontemplacją konkretnej ideologii. Trzy dyskutujące ze sobą żywo narratorki już na początku z dużą siłą wprowadziły do przedstawienia elementy religijne. Widz wysłuchiwał wypowiedzi m.in. o żydach, muzułmanach, upadkach Chrystusa, czekającej w niebie nagrodzie i o homoseksualnych księżach. Trudno uznać to za spodziewane. Prawdziwie polska Zona – chciało się rzec.

Do twórczości Wyrypajewa się nie odnoszę, bo jej po prostu nie znam. Co do „Stalkera” natomiast, „Zona” jest od filmu dynamiczniejsza i łatwiejsza w odbiorze. Wprawdzie pod względem artystycznym mu nie dorównuje, ale i tak zaliczam ją do ambitniejszej części zapoczątkowanego przez braci Strugackich, a rozwijanego m.in. przez Tarkowskiego, Jacka Kaczmarskiego czy, ostatnio, Michała Gołkowskiego, uniwersum. Choć na widowni spędziłem niecałe półtorej godziny, parę myśli mi się w głowie w tym czasie zalęgło, a pewnie właśnie na tym twórcom zależało.

Kolejne spektakle: 29 i 30 czerwca.

Reklamy

, , , , , , , , , , , , ,

  1. Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s