Audiobooki na żywo po raz drugi

Zeszłoroczna Europejska Noc Literatury wzbudziła we mnie mieszane uczucia. Przede wszystkim uważam, że książki należy czytać samemu, a nie słuchać, jak robią to inni – nawet jeśli są to wykonania perfekcyjne. Co to bowiem za noc literatury, podczas której głównymi bohaterami są nie dzieła pisarzy, a interpretujący je po swojemu aktorzy? Taki „audiobook” jest tylko pochodną książki, teatralnym popisem opartym w głównej mierze na głosie. Wydaje mi się, że więcej wspólnego z literaturą miały pozycje z programu towarzyszącego. Mimo to ubiegłoroczna edycja – jako wydarzenie kulturalne – zapowiadała się ciekawie. Niestety okazała się nie do końca przemyślana – wykonanie od strony technicznej posiadało niedociągnięcia. To wszystko mnie jednak nie zniechęciło. Na drugą wrocławską odsłonę, 28 czerwca 2014 r., przyciągnęły mnie zarówno miejsca czytania, m.in. dawny teatr Kalambur, jak i nazwiska wykonawców, w tym Andrzej Chyra.

Dziedziniec dawnego Więzienia Miejskiego od lat zajęty jest przez knajpy. Jeszcze w zeszłym roku działała tam Pracoffnia, niestety nie podniosła się po styczniowym pożarze. Na przełomie lata i jesieni w jej miejscu otwarto Motylą Nogę. Po sąsiedzku, dzieląc się z nią podwórzem, podobnych usług udziela Więzienna Pub. Wydaje mi się, że część publiczności odwiedziła dziedziniec właśnie ze względu na jego funkcję. W końcu nie wszędzie można było posiedzieć na widowni z piwem. Mnie jednak przyciągnął Andrzej Chyra. Choć sposób, w jaki czytał „Agrigento” greckiego pisarza Kostasa Hatziantoniou, nie powalał, jego pełen cynizmu głos nieźle pasował do treści. Aktor, którego lubię, odkąd kilkanaście lat temu zobaczyłem go w filmie „Kallafiorr”, ma bowiem w sobie coś z bandyty. Gdy po wygłoszeniu ostatniego zdania wstał i patrzył na publiczność, pomyślałem, że każe zastrzelić każdego, kto nie będzie klaskał.

„Czytała Krystyna Czubówna” – powiedziałem w zakończeniu pewnego humorystycznego, informacyjno-agitacyjnego, nakręconego ponad dwa lata temu filmiku. Od tamtej pory głos i nazwisko lektorki traktuję niemal jak przedmiot kultu. Niestety po jej wykonaniu „Ptaków Wierchowiny” węgierskiego pisarza Ádáma Bodora trochę tego blasku zniknęło. Przypomniało mi się wprawdzie, jak ja recytowałem wiersze w klasie średniej i jak oceniały to moje nauczycielki. W dwóch pierwszych klasach polonistce wyraźnie nie podobało się, że mówię powoli i robię pauzy. Być może myślała, że nie pamiętam tekstu. W każdym razie uparcie, bez wyczucia ani szacunku wchodziła mi w słowo, „podpowiadała” mi, co mi tylko przeszkadzało, a na koniec dawała mi „trójkę”. W dwóch kolejnych klasach miałem już inną polonistkę. Ta po wysłuchaniu wyrecytowanego przeze mnie w identyczny sposób wiersza wpadła w zachwyt i chciała mnie wysłać na konkurs. Teraz odniosłem wrażenie, że Czubówna ma podobny styl, ale jako zbyt monotonny bez obrazu się na dłuższą metę nie sprawdza. Występ był poprawny, ale nie wciągający.
Przy okazji zaskoczył mnie zakaz robienia w Oratorium Marianum zdjęć. Konferansjer wytłumaczył, że to ze względu na specyfikę pomieszczenia, a jego koleżanka spojrzała wymownie na malowidła nad naszymi głowami. Jeśli chodziło tylko o to, żeby farba nie wyblakła, to powinien być to zakaz jedynie używania lampy błyskowej. Zresztą podczas ostatniej Nocy Muzeów problemów z robieniem w Oratorium Marianum zdjęć nie było.

Przemysława Bluszcza znałem wcześniej tylko z twarzy, a i jej, po zobaczeniu, nie byłem w stanie skojarzyć z żadną rolą. Po wizycie we Wrocławskim Centrum Twórczości Dziecka, dawnym teatrze Kalambur, na którego scenie aktor czytał „Widziałem ją tej nocy” słoweńskiego pisarza Drago Jančara, mam ochotę te braki w wiedzy nadrobić. Świetna praca głosem, twarzą i rękami sprawiła, że występ znakomicie się i oglądało, i słuchało. Bluszcz zdecydowanie przebił Czubównę, a i Chyra mu się nie równał. Do ideału zabrakło mi tylko lepszego wytłumienia pomieszczenia. Z zewnątrz dobiegały dźwięki m.in. wystawionego na deptak przed Kalamburem pianina, a muzyka ta z recytacją aktora współgrała słabo.

Nie znam się na większości polskich seriali obyczajowych ostatnich dziesięciu lat, a właśnie z jednych z nich podobno jest kojarzony Rafał Kwietniewski. Podejrzewam nawet, że w Przejściu Garncarskim, na ustawionej pod księgarnio-kawiarnią Tajne Komplety widowni zasiadło sporo fanek roli odtwarzanej przez aktora w tej produkcji. Ja w trakcie występu nie wydawałem z siebie dziewczęcych pisków, jednak odczułem do czytającego szacunek i sympatię. Przede wszystkim już od momentu zaskakującego wejścia ze sklepowym wózkiem i słuchawkami podłączonymi do iPoda popisywał się żywiołowością i poczuciem humoru. W ciekawy sposób wzbogacił „Ciszę w Pradze” czeskiego pisarza Jaroslava Rudiša o wspomniane w niej piosenki, którym dał się porywać i zarażał ich nastrojem słuchaczy. O tym jednym występie mogę napisać, że był rozrywkowy, co bynajmniej nie implikuje bezwartościowości.


Udział Jana Miodka w projekcie był najmniejszą niespodzianką – w końcu rok wcześniej też przyjął zaproszenie organizatorów. Mimo to zaskoczył mnie, bowiem jako jedyny z pięciu wysłuchanych przeze mnie tego wieczoru, na wstępie krótko zrecenzował książkę, którą – jak dodał – w znacznej części przeczytał, jeżdżąc pociągami między Wrocławiem a Warszawą. „1913” niemieckiego pisarza Floriana Illiesa okazało się dowcipne i interesujące. W ogrodzie Pałacu Królewskiego wysłuchaliśmy, jak tytułowy rok zaczęli m.in. Louis Armstrong, Franz Kafka i Sigmund Freud. Nie wiem, ile było w początkowym rozdziale prawdy, ale i tak treść mnie zastanowiła, nie przyszło mi bowiem dotychczas do głowy, że Adolf Hitler i Józef Stalin mogli się ze sobą nigdy nie spotkać.

Niestety był to mój ostatni przystanek. W ogrodzie zaczęły mi dokuczać komary i spadły na mnie pierwsze krople deszczu, więc plenery wolałem sobie już odpuścić, zaś czytania we wnętrzach interesowały mnie mniej. Na otrzymanej przy wejściu do pierwszego obiektu specjalnej karcie zebrałem w efekcie tylko pięć z dziesięciu możliwych pieczątek, co daje mi 5% rabatu na zakup w księgarni Tajne Komplety, do wykorzystania do końca lipca tego roku. Mógłbym skupić się złośliwie na podkreślaniu, że przynajmniej ta zniżka ma coś wspólnego z prawdziwym kontaktem ze słowem pisanym, ale muszę przyznać, że połowa Europejskiej Nocy Literatury, którą zaliczyłem, podobała mi się. Na trzecią wrocławską edycję na pewno też zwrócę uwagę.

Reklamy

, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

  1. Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s