Wrocław i Gdańsk – porównanie

Zwiedzając obce miasta, często porównuję je z własnym – zauważam różnice i podobieństwa. Przykładowo po niedawnej wizycie w Barcelonie i obejrzeniu dwóch pokazów Magicznej Fontanny Montjuïc doceniłem Wrocławską Fontannę przy Hali Stulecia – nasza ma lepsze nagłośnienie. Kolejnym obiektem analizy był Gdańsk. Jak to zwykle bywa, znalazłem i powody do dumy, i wzory do naśladowania, i elementy po prostu inne, niepodlegające ocenie.

Pomniki
Może to mylne wrażenie, ale na gdańskiej starówce i w jej okolicach zobaczyłem zaskakująco dużo pomników. Dodatkowo ich liczba wciąż się zwiększa, o czym świadczą wyryte na nich daty. Mogłem to zauważyć również na posiadanych wcześniej i zdobytych na miejscu planach miasta – im nowszy, tym więcej zaznaczonych pomników, nawet przy zaledwie paru latach różnicy. Sam zresztą trafiłem przy Targu Drzewnym na rzeźbę, która – jak podejrzewałem – dopiero czekała na odsłonięcie, aby witać przybywających na starówkę. W jakim byłem błędzie, dowiedziałem się dwa dni później. Tzw. kwietny herb Gdańska, postawiony w lipcu 2014 r., okazał się niewypałem, a w oko wpadł mi tuż po tym, jak jego stelaż został zasłonięty. Podobno ma wrócić w zmienionej formie, po przeprojektowaniu. Nie przypominam sobie, żeby u nas kiedykolwiek występowały aż takie problemy.

Zlikwidowane cmentarze
Jeśli chodzi o napotkane pomniki, to moją uwagę szczególnie zwróciły trzy. Otóż przy gdańskiej ul. 3 Maja mieści się od 2002 r. Cmentarz Nieistniejących Cmentarzy upamiętniający zlikwidowane w mieście po II wojnie światowej nekropolie. Za jego wrocławski odpowiednik można uznać Pomnik Wspólnej Pamięci w Parku Grabiszyńskim, z 2007 r. Władze Gdańska poszły jednak o krok dalej. W latach 2006-2009 kilkanaście mniejszych pomników stanęło też na terenach zlikwidowanych cmentarzy. Osobiście trafiłem przypadkowo na trzy, znaczące miejsca pochówków istniejące do 1964, 1956 i 1946 r. Bardzo mi się ten pomysł spodobał. W PRL-u wiele wrocławskich cmentarzy zlikwidowano, głównie przerobiono na parki. Sam mieszkam przy jednym z nich i chętnie zobaczyłbym przy jego głównej alei lub wejściu tablicę z nazwą i mapką, na wzór gdańskich pomników. Oczywiście można się przyczepić, że przecież wrocławskie cmentarze były głównie niemieckie, jednak sytuacja Gdańska wcale nie była zbyt odmienna. Inskrypcja na Cmentarzu Nieistniejących Cmentarzy wspomina zresztą, w duchu ekumenizmu, o różnych wyznaniach i narodowościach.





Most z kłódkami zakochanych par
My stopniowo usuwamy kłódki z zabytkowego mostu Tumskiego, aby uchronić go przed rdzą, i niekoniecznie z życzliwością patrzymy na przenoszenie się tego zwyczaju na inne mosty i kładki, m.in. w Parku Szczytnickim i przy Wyspie Słodowej. Gdańsk natomiast zdawał mi się iść w przeciwną stronę. Dałem się zmylić. Owszem, niepozorny, XIV-wieczny most Chlebowy, zlokalizowany w sąsiedztwie Ratusza Staromiejskiego, latem 2011 r. stał się mostem Miłości. Sęk w tym, że inicjatywa wyszła od serwisu Trojmiasto.pl, którego redakcja nie uzyskała od konserwatora zabytków stosownej zgody. W efekcie powodujące korozję barierek kłódki są dla miasta takim samym problemem, jak jest to w przypadku wrocławskiego mostu.



Hala Targowa
Gdańska Hala Targowa od zewnątrz podobna jest do wrocławskiej. Konstrukcja wewnątrz – nawet bardzo podobna. Różnią ją szklane ścianki stoisk i drewniane zdobienia, a przede wszystkim – skansen archeologiczny. W ramach gruntownego remontu przeprowadzonego w latach 2001-2005 wyeksponowano w piwnicy odkryte pozostałości fundamentów średniowiecznego kościoła. Ciekawe, co się kryje pod naszą Halą Targową i czy kiedyś to zobaczymy.


Zwiedzanie kościołów
Podobno od dwóch lat zwiedzanie kościołów na gdańskiej starówce jest płatne. Osobiście wstąpiłem z turystyczną wizytą tylko do dwóch i nie przeczyły one tej informacji. Bilet normalny do słynnej Bazyliki Mariackiej – 4 zł. Do pełnego pamiątek po księdzu Henryku Jankowskim i Solidarności kościoła św. Brygidy – 2 zł. Nie są to wielkie pieniądze, ale cenniki przy wejściach zaskoczyły mnie jako przybywającego z miasta, gdzie turyści w kościołach płacą najwyżej za wstęp na wieżę widokową.

Multimedialne, interaktywne muzea
Europejskie Centrum Solidarności pod wieloma względami przypominało mi Muzeum Powstania Warszawskiego. Tu w identyczny sposób twórcy postawili na klimat i multimedia, dzięki czemu udaje im się zainteresować młodych ludzi. Tylko sam budynek, choć chyba jeszcze nie do końca zagospodarowany, spodobał mi się bardziej. Z kolei Centrum Hewelianum to przykład, jak można dobrze wykorzystać zespół poforteczny, w tym przypadku Grodzisko. Spacer po zadbanych korytarzach i pomieszczeniach Góry Gradowej i oglądanie wystaw, którym towarzyszą nagrane komentarze w wykonaniu m.in. Wiktora Zborowskiego i Michała Żebrowskiego, sprawiły mi przyjemność. Warto dodać, że zwiedzanie ESC jest w tym miesiącu bezpłatne. Również część wystaw Centrum Hewelianum jest ogólnie dostępna. Narobiło mi to apetytu, żeby obejrzeć coś podobnego we Wrocławiu. Czy któreś z naszych muzeów osiągnie podobny poziom i odniesie zbliżony sukces? Szanse są, ale czuję, że będą to narodziny w bólach.

Tramwaj wodny
Tramwajem wodnym pływałem już w Krakowie. W Gdańsku się na tę atrakcję nie załapałem, ponieważ przyjechałem do niego po sezonie letnim, więc w czasie, gdy ten środek komunikacji nie kursuje. Obejrzałem tylko schemat przedstawiający trasę. Przystanki przy latarni morskiej, Westerplatte, twierdzy Wisłoujście i starówce, do tego widoki na tereny portowe i stoczniowe – to dla mnie wystarczająca zachęta, by przynajmniej raz wejść na pokład i kupić bilet. Obawiam się jednak, że tramwaj wodny jest niewiele więcej niż atrakcją turystyczną. Mieszkańcom wiele nie daje. Mnie jeszcze kilka lat temu cieszyła myśl, że może za jakiś czas będę mógł regularnie pływać z jednej części Wrocławia do innej. Niestety ostatnie dziesięć lat historii tramwajów wodnych w polskich miastach nie nastraja optymistycznie. Z sześciu gdańskich linii do dzisiaj zostały tylko dwie. Dodać do tego wyższe ceny biletów i dłuższy czas podróży w porównaniu do autobusów i tramwajów – i aż chce się spytać, czy utrzymywanie bądź korzystanie z tego środka transportu komukolwiek się opłaca. Tracę wiarę.

Plakaty wyborcze
We Wrocławiu sprzeciwiono się zaśmiecaniu miasta podczas każdej kampanii wyborczej plakatami. Dzięki temu obecnie na ulicach politycy pokazują się nam prawie wyłącznie na billboardach. W Gdańsku natomiast nadal jest dzicz, zwłaszcza na płotkach przy ważniejszych skrzyżowaniach i przystankach. Patrzę i przypominam sobie, jak to jeszcze niedawno wyglądało u nas.

Artystki w witrynach
My mamy dziewczyny w witrynach Lucy’s Pussy, oni mają Teatr w Oknie. Dobrze, to już lekko naciągane.

Oczywiście nie ma szans, żebym powiedział, że w jakimkolwiek mieście, np. w Gdańsku, jest mi lepiej niż we Wrocławiu. Mimo to ucieszyłbym się, gdybyśmy jedną rzecz zgapili. Brakuje mi informacji m.in. w Parku Zachodnim o tym, jakie cmentarze i w jakich dokładnie granicach się tam mieściły. Ponadto: dobrze jest zdać sobie sprawę z tego, że nie jesteśmy osamotnieni w walce z kłódkami na mostach; zanim zainwestujemy w tramwaj wodny, warto sprawdzić, jak sobie z nim radzą inne miasta, i nie powtarzać ich błędów; uśmiechnijmy się, że usunęliśmy z ulic mnóstwo wyborczej makulatury. Nie wiem, czy podróże kształcą, i nie mam zamiaru się zbytnio zapatrywać na innych, ale wypad do Gdańska odświeżył moje spojrzenie na parę spraw.

Reklamy

, , , , , , , , , , , ,

  1. Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s