O ślubach bezbożnych

Gdy ktoś mnie zaprasza na wyznaniowy ślub albo pogrzeb, zawsze szukam wymówki. Jeśli już przybędę, to staram się nie wchodzić do kościoła, a jeśli wejdę, to siadam gdzieś z boku i nawet nie udaję, że się modlę. Wyjątkiem był podobno pierwszy w powojennym Wrocławiu, w czerwcu tego roku, ortodoksyjny ślub żydowski, na który wybierałem się z własnej woli, z ciekawości – ale i tak tam nie dotarłem. Nie ciągnęło mnie za to nigdy, chociaż może tam bym się właśnie nie czuł nieswojo, na ceremonie humanistyczne. Na ich temat, 16 października 2014 r. w Minerwie, opowiadała przeprowadzająca je Kaja Bryx z Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów.

Jak stwierdziła prelegentka, ludzie, również ateiści, mają potrzebę świętowania w szerszym gronie ważnych chwil w swoim życiu, zwłaszcza tych związanych z rodziną. Nie chodzi tylko o formalności, ale o uroczystość – zaznaczono, że ślub cywilny i ślub humanistyczny to dwie różne rzeczy. Owszem, ceremonie ich zawarcia mogą być przeprowadzone wspólnie, jednak w Polsce jest do tego potrzebna dobra wola urzędnika. PSR chciałoby to zmienić i pewne wypowiedzi minister Małgorzaty Fuszary dają mu nadzieje, że się to uda. Śluby humanistyczne miałyby zostać prawnie zrównane z wyznaniowymi. Same nie zostałyby przy tym podciągnięte pod wyznaniowe – jakie to rozwiązanie zastosowano w pewnym kraju – tylko pod osobną grupę światopoglądowych, które trzeba by dopisać w tym celu do stosownej ustawy. Porównań z zagranicą było podczas spotkania więcej – wysłuchałem, jak wygląda sprawa ceremonii humanistycznych m.in. Australii i Niemczech. Jak się okazało, różnic jest sporo, szczególnie właśnie w rozwiązaniach prawnych oraz w tle historyczno-kulturowym. Mowa była jednak nie tylko o ślubach humanistycznych. Jak się dowiedziałem, w owym „obrządku” odbywają się w Polsce również pogrzeby, a także uroczystości niekoniecznie od razu, a nawet w ogóle nie kojarzące się z naszą kulturą, np. nadanie imienia (czyli coś jak chrzest), wejście w pełnoletność (odpowiednik bar micwy i bat micwy) czy powtórzenie przysięgi małżeńskiej (srebrne i inne gody).

Bryx wspomniała o zawłaszczeniu rozmaitych uroczystości przez Kościół. Czuję się żywą ofiarą tego procesu. Przez to, że wychowałem się i żyję w kraju, w którym dominują katolicy (stwierdzeniu temu chyba niektórzy chcieli zaprzeczyć), małżeństwo kojarzy mi się ze ślubem kościelnym, a gdy słyszę o pogrzebie, mam przed oczami pole krzyży, modły do kamieni i wiarę w życie pozagrobowe. Nie jestem w stanie wyrzucić tego z głowy. Odkąd w listopadzie 2007 r. po raz pierwszy usłyszałem o ślubie humanistycznym (a w marcu 2008 r. również o ślubie humanistyczno-buddyjskim, które to połączenie zdziwiło mnie jeszcze bardziej) mój stosunek dobrze oddają słowa z „Jesteśmy tacy sami” Dezertera: „Powtarzamy to, co robią ludzie, z których się śmialiśmy”. Słuchając jednak, jak zasady i przebieg uroczystości przedstawia prelegentka, odniosłem nieco inne niż dotychczas wrażenie. Bryx i prezes PSR Jacek Tabisz częściowo potwierdzili, że jest ono słuszne, gdy powiedziałem, że celebrantowi bliżej, niż np. do księdza, jest do prowadzącego imprezę, wodzireja lub zespołu na weselu i poprawinach. Druga sprawa to kwestia zindywidualizowania ceremonii, dostosowania jej do potrzeb i światopoglądu pobierającej się pary (chociaż z zastrzeżeniami w przypadku osób chcących podkreślić swą wiarę). W ślubie humanistycznym jest mniej rytuału i duża elastyczność, m.in. państwo młodzi sami układają przysięgi. Mnie, jako osobie, która m.in. podczas składania życzeń woli mówić i pisać całkowicie od siebie zamiast powtarzać zwyczajowe formułki lub kopiować teksty z internetu, bardzo to odpowiada.

Różni publicyści i działacze, nie tylko katoliccy, ale też m.in. neopogańscy, lubią od czasu do czasu zarzucić ateizmowi, jak i satanizmowi, a nawet judaizmowi, nihilizm. Osobiście nie obraziłbym się za nazwanie mnie nihilistą. Uważam, że relatywizacja uznawanych przez społeczność wartości i odrzucenie jej tradycji jest najlepszą drogą do stworzenia prawdziwie własnego światopoglądu. Tak samo bliska jest mi zasada „kwestionuj wszystko”. Nie należy ulegać cudzym przyzwyczajeniom. Nie trzeba spomiędzy nich wybierać. Nie jest nawet konieczne kreowanie czegoś zastępczego, wyraźnego odpowiednika. Zdaję sobie jednak sprawę z tego, że mówienie o nihilizmie innych grup społecznych ma często na celu ukazanie ich w złym świetle. Tymczasem ceremonie humanistyczne zdają się być zaprzeczeniem postawy nic nie uznającej, dobrym argumentem przeciwko wspomnianym zarzutom. Jak stwierdził Tabisz, wielu ludzi nie zdaje sobie sprawy z tego, że racjonaliści oferują coś w zamian. Oczywiście wciąż nie jest to związek wyznaniowy i nie można mówić o narzuconych odgórnie zasadach dla całej, głównie ateistycznej, grupy społecznej, każdy decyduje za siebie, ale ma się przynajmniej wybór – opcję świętowania bez związku z religią.

Osobiście najlepiej bym się czuł, gdyby zawarcie związku małżeńskiego i oficjalne potwierdzenie śmierci polegały jedynie na załatwieniu drobnych formalności w urzędzie. Szczególnie drażni mnie myśl, że ktoś mógłby – a nawet musiałby – zakopać moje zwłoki w ziemi i odstawiać nad nimi cyrk. Jeśli jednak część ateistów ma na te sprawy inne poglądy, uważam, że prawo powinno dawać im takie same możliwości jak związkom wyznaniowym. Póki nie ograniczają cudzej wolności, niech robią, co chcą – uniwersalna zasada. Nijak im nie zabronię. Po prostu sam będę nadal trwał nieprzekonany – chociaż po wysłuchaniu wykładu o szczegółach patrzę na nich nieco życzliwszym okiem.

Reklamy

, , , , , , , ,

  1. Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s