Zu przybyło, CRK zostaje?

„Przed państwem zespół The Kurws w komplecie podstawowym” – przedstawił siebie i dwóch kolegów perkusista kapeli, nadając tym samym występowi luzacki ton. Również w dalszej części humor go nie opuszczał. Do żartów wykorzystywał nawet pauzy w środku utworów. Muzyczną zaś energię czuło się już od pierwszego, motorycznego kawałka. Ta specyficzna, instrumentalna mieszanka, gdzieś między punk rockiem a jazzem… Garażowe brzmienie i nastrój, wzmagany jeszcze tym, że przez większość koncertu stojący po bokach gitarzysta i basista odwróceni byli do siebie nawzajem przodem… Drugi z nich dość szybko zdjął swoją niebieską marynarkę. Na sali może i nie było zbyt gorąco, ale od publiczności zdecydowanie nie wiało chłodem. Później muzycy zagrali jeszcze m.in. utwory „Léo Taxil” i „Tasiemiec niejadek”. W końcu perkusista podziękował Robertowi Chmielewskiemu i Firlejowi za wsparcie. Był 28 listopada 2014 r., prawie półtora miesiąca po publikacji oświadczenia.

Zaczęło się w 2011 r. Na przełomie czerwca i lipca, tuż po ogłoszeniu Wrocławia Europejską Stolicą Kultury 2016, przystąpiono do likwidacji siedziby Wagenburga. Zrobił to całkowicie legalnie właściciel terenu, realizujący na nim inwestycję. Mieszkańcy istniejącego wtedy już dziesięć lat squatu, ostatniego we Wrocławiu, próbowali się jeszcze ratować, jako lub z pomocą stowarzyszenia Centrum Zielonych Technologii „Alterna Vita”, petycją do Wydziału Kultury Urzędu Miasta. Jeśli coś im to dało, nie było już o tym tak głośno. Teren squatu z pewnością się co najmniej skurczył.

Wkrótce potem zagrożona poczuła się również zaprzyjaźniona z Wagenburgiem ekipa Centrum Reanimacji Kultury. Miasto narzuciło zalegalizowanemu w 2009 r. squatowi remont. Przedstawicielom CRK na tyle nie podobały się rozmowy z urzędnikami, że – w obawie, że chce się ich wyrzucić z budynku – skierowali do wiceprezydenta Wrocławia petycję w sprawie przedłużenia umowy najmu. Obrazek z hasłem „CRK zostaje!” zamieściłem wtedy również na swoim blogu.

W maju 2012 r. rozpoczął się mający trwać dziewięć miesięcy remont. Ciszę, która potem zapadła, przerwała jedynie informacja o incydencie z 6 października, kiedy to, po zorganizowanym przez NOP Marszu Kominiarek, na CRK napadła grupka wandali. Kontynuacją tego zwyczaju wydawał się brutalny atak na Wagenburg 11 listopada, po Marszu Patriotów. Poza tym trwała cisza tak głęboka, że fakt istnienia CRK mógł wylecieć z pamięci. W końcu jednak zauważyłem, że się przedłużyła, i to sporo. Wtedy zacząłem szukać informacji, dopytywać. Rozmaici ludzie przedstawiali mi różne wersje wydarzeń. Trafiłem na jednego przekonanego, że CRK zostało zlikwidowane. Zaskoczyła go wiadomość, że po prostu trwa remont, ale instytucja – chociaż w ograniczonym zakresie – wciąż funkcjonuje. Innym razem osoba lepiej zorientowana powiedziała mi wprost: miasto leci z CRK w chuja.

W 2014 r. wreszcie udało mi się pójść na parę koncertów w byłym squacie. Pierwszym był występ Freegate 28 kwietnia. Drugi odbył się w ramach Avant Art Festival 14 października. W obu przypadkach stan budynku zostawiał jeszcze sporo do życzenia: prace trwały, sala koncertowa była nieukończona. Dodatkowo podczas Avant Art nietypowo odniosłem wrażenie, że ekipie CRK zależy na kasie – że nie odpowiada jej, że większość widzów przychodzi z festiwalowymi karnetami, więc mało który kupuje bilety na miejscu. Nie wnikam, jak dokładnie wyglądało rozliczenie z ludźmi Kostasa Georgakopulosa, ale wkrótce potem stwierdziłem, że moje podejrzenie mogło być słuszne – odkryłem, co mogło być przyczyną takiego podejścia. Zaledwie dzień później zostało bowiem opublikowane oświadczenie CRK dotyczące groźby eksmisji. Na krytyczne reakcje nie trzeba było długo czekać. Niektórzy zarzucili ekipie CRK, że zgłasza się do niewłaściwych urzędów – ale nie o to chodzi. Remont, który miał trwać dziewięć miesięcy, ciągnie się już ponad dwa lata. To znacznie utrudnia organizację imprez, więc instytucja mniej zarabia, więc ma problemy z zapłaceniem czynszu. Czyli miasto utrudnia jej działalność – kulturalną i równocześnie zarobkową – w znacznie większym stopniu, niż się na to zgodziła. Logiczne? W związku z tym The Kurws ruszyło w trasę, w ramach której ostatni koncert, właśnie w CRK, był benefitem na instytucję. Zaledwie cztery dni później zespół był też ogłoszonym niemal w ostatniej chwili supportem włoskiego Zu na jedynym polskim przystanku jego europejskiej trasy, w Firleju. To też był benefit – kasa z biletów miała pójść na CRK.

Po podziękowaniach zagrali jeszcze „Weltgeist” i zeszli ze sceny. Ich występ trwał ok. 35 minut. Zaraz potem, jeszcze zanim rozmontowali i zabrali cały swój sprzęt, z głośników zaczęły dochodzić rytmicznie odgłosy. Powoli, ale cierpliwie się urozmaicały, aż po kilkunastu minutach nagle ucichły, a swój występ zaczęło Zu. Zauważyłem podobieństwo do The Kurws, chociaż też sporo różnic: dużo milczący saksofonista zamiast gitarzysty; bardziej awangardowy metal z elementami jazzu; potężne brzmienie bębnów i gitary basowej; więcej konwencjonalnego myślenia o muzyce w postaci opierania się na motywach; trochę polirytmii. Włosi, którzy wykonali chyba – nie dam głowy – m.in. „Goodnight Civilization”, wypadli świetnie, niestety zagrali krótko: około trzech kwadransów. Chociaż jeszcze przez kilka minut wywoływani byli na bis, nie wrócili. Podobnie można zresztą podsumować występ supportu i cały koncert: zarąbiście, ale krótko. Ciekawe, jak CRK ocenia kwotę, o którą się wzbogaciło.

Reklamy

, , , , , , , , , ,

  1. Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s