Rok czegoś w rodzaju muflona

Urodziłem się w Roku Szczura. Nie wiem, co to zwierzę w chińskich wierzeniach symbolizuje, ale mnie osobiście kojarzy się dobrze, więc zawsze mi to odpowiadało. Pewnie to m.in. dlatego żywię do tej kultury sympatię i postanowiłem zajrzeć 21 lutego 2015 r. do Oratorium Marianum na organizowane przez Instytut Konfucjusza w Uniwersytecie Wrocławskim obchody chińskiego Nowego Roku – Roku Kozy.

Opuściłem początek imprezy. Po wejściu do budynku wziąłem ze stołu na korytarzu plastikowy kubek zimnej już herbaty i zająłem miejsce na sali. Na wielu krzesełkach leżało coś dla miłośników kaligrafii: kartki A4 z wydrukowanymi dwiema chińskimi literami i instrukcją, jak je napisać. Jak później ustaliłem, oznaczały po prostu Nowy Rok. Na scenie tymczasem trwała ceremonia herbaciana prowadzona przez panią Cai Yanmin. W prezentacji towarzyszyły jej dwie osoby z publiczności oraz organizatorka odczytująca nam, co i dlaczego jest właśnie na naszych oczach wykonywane. Pokaz zakończono poczęstunkiem. Czarek wystarczyło dla około kilkunastu widzów.



O godzinie 17 scenę zajęła na parę minut dwójka organizatorów, którzy poinformowali zgromadzonych, że według chińskiego kalendarza rok rozpoczął się dokładnie dwie doby temu. Zaraz potem dr Bogusław Białko z Akademii Feng Shui we Wrocławiu twierdził już, że trzy doby, ale wydaje mi się, że również w swojej prezentacji popełnił on błędy obliczeniowe, więc pod względem matematycznym był on dla mnie mniej wiarygodny. Z ciekawością wysłuchałem za to, jak opowiadał, dlaczego chiński rok nie jest równy naszemu. Dowiedziałem się też, że właściwie jest to rok nie kozy, lecz niewystępującego w Polsce zwierzęcia podobnego do muflona. Symbolizuje ono kulturę. Niestety trochę się pogubiłem podczas tłumaczeń, które lata są jin, a które jang, i o co chodzi ze zwierzętami drewnianymi i innymi. Ten kalendarz jest bardziej skomplikowany, niż dotychczas myślałem. W każdym razie według chińskich wierzeń zaczął się właśnie rok dobra i kultury. To mi odpowiada.

Krzysztof i Izabela Maćkowie przeprowadzili prezentacje wraz z dwiema grupami swoich uczniów z Akademii Tai Chi Chuan stylu Yang. Sifu, czyli mistrz, opowiadał przy tym o pozytywnym wpływie tych ćwiczeń na zdrowie psychiczne i fizyczne.

Czekałem głównie na część muzyczną, czyli na współorganizowany przez Stowarzyszenie Polsko-Chińskie Na Rzecz Kultury i Sztuki koncert pani Duan Xiaoli na guzhengu. Dwudziestominutowy występ był piękny, choć niestety z utrudnionym odbiorem. Przez pierwszą połowę muzykę zakłócały bowiem odgłosy wydawane przez rozmaite sprzęty elektroniczne, chyba przede wszystkim telefony komórkowe. Trafiła się również osoba robiąca zdjęcia z lampą błyskową. Jednak ostatecznie to nie widzowie okazali się najgorsi. Szczególnie negatywnie wyróżnił się kolega, może partner, artystki, który najpierw wniósł jej instrument na scenę, natomiast w trakcie występu robił zdjęcia komórką z włączonymi dźwiękami ustawiania ostrości i migawki. Pojawiał się kilka razy, fotek natrzaskał co najmniej kilkanaście. Jakby tego było mało, pod koniec dwukrotnie popisały się też trzy dziewczyny z grona organizatorskiego, które rozmawiały z boku sceny. Chyba nie doceniły akustyki sali. Tym razem wyraźnie przeszkadzało to również artystce, która co chwilę posyłała im znaczące spojrzenia. Niestety reakcji nie zauważyłem. Gdy występ się zakończył, odniosłem nawet wrażenie, że instrumentalistka celowo go przerwała i opuszcza salę rozdrażniona.

W programie doszło do paru przesunięć w czasie, a teraz dodatkowo do zmiany kolejności. Praktykanci ruchu z akademii Tai Chi Chuan i Qigong Luohan powrócili wcześniej, niż planowano. Tym razem sifu nie ograniczył się do komentarzy z boku. Drugi pokaz – formę z szablą – poprowadził osobiście. Broń jako jedyny miał przy tym nie drewnianą, lecz metalową.




Żeńska Grupa Tańca Orientalnego Al-Mara swój pierwszy występ zaczęła niezbyt udanie – organizatorzy chyba za wcześnie włączyli podkład muzyczny. Po chwili zamieszania błąd został jednak naprawiony i dalszy pokaz przebiegł już bez problemów. Odniosłem tylko wrażenie, że w pełni skoordynowane i zsynchronizowane były ruchy jedynie wachlarzy, nie ciał. Każda tancerka sobie z zachowaniem pozorów działania zespołowego? Nie twierdzę, że nie ma to sensu.

Zupełnie niespodziewanie znów usłyszeliśmy guzheng. Pani Duan Xiaoli zagrała na nim jeszcze przez pięć minut. Początkowo czułem się, jakbym słuchał po raz drugi tego samego – ze smutnym dodatkiem dobiegającego z korytarza hałasu produkcji wychodzących widzów – ale po chwili z powrotem wczułem się w nastrój. Niestety artystka na koniec znowu się wydawała niezadowolona. Może ona tak zawsze.

W ostatnim pokazie ponownie zaprezentowały się tancerki z Al-Mary, tym razem w strojach przypominających mi zielony kostium człowieka-nietoperza, w którym dawno temu, w odcinku pewnej kreskówki latał Wile E. Coyote.

Choć organizacyjnie zobaczyłem w imprezie festiwal drobnych wpadek, dzięki atrakcyjnemu programowi oceniam całość pozytywnie. Mnie osobiście najbardziej zainteresowała i przypadła do gustu część muzyczna, w drugiej kolejności taneczna. Jeśli jednak miałbym być widzem tych sztuk ponownie, poproszę o lepsze warunki.

Reklamy

, , , , , , , , , , , , , , , , , ,

  1. Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s