Towarzysza Tity pośmiertna mowa industrialna

Na pierwszym spotkaniu była „Nowa Aleksandria”. Na trzecim – „Nova Akropola”. Przypadek? A może wybór tego drugiego wziął się stąd, że tydzień później słoweński zespół miał grać w Krakowie i Warszawie? To już bardziej prawdopodobne, ale i tak mało ważne. Dyskusyjny Klub Muzyczny z 18 marca 2015 r. poświęcony był albumowi Laibach z innych czasów – z połowy lat 80. W Firleju po raz kolejny zebrała się grupka miłośników niszowych dźwięków.

Laibach to założony w 1980 r. słoweński zespół awangardowo-industrialny – chociaż sam zaklasyfikował siebie przeciwnie, do „retrogardy” – od wczesnych lat działalności związany z kolektywem Neue Slowenische Kunst. Sławę zdobył nie tylko dzięki muzyce, ale też militarnemu wizerunkowi, przez który bywał oskarżany o skrajne poglądy polityczne. Artyści nawiązywali prowokacyjnie do systemów totalitarnych niczym dalecy krewni Istvána Kantora. Miewali przez to problemy. Słyszeliście o tym, jak amerykańscy widzowie obrzucali grające Sex Pistols, czym się dało, lub o konsekwencjach wyciąganych wobec Jima Morrisona po tym, jak ktoś zgłosił, że podczas koncertu The Doors w Miami wokalista się obnażył? To nic. Pamiętacie, jakie problemy miały punkowe zespoły w Polsce w latach 80. z cenzurą? To inna bajka. Z drugiej strony jest też podobieństwo. Kapele, które w przekazie krytykowały rozmaite oblicza PRL-u, po zmianie ustroju niekoniecznie potrafiły pozostać sobą, nadal mieć coś do powiedzenia, być głosem potrzebujących lub rozgniewanych. Podobnie Laibach po parunastu latach istnienia dla części miłośników stał się inna kapelą. Ze znanych mi lepiej artystów w taki sposób postrzegam chociażby Marilyna Mansona: był czas, kiedy coś jasno pokazywał, ale dziś jego wizerunek wydaje mi się być bardziej wykorzystanym na wszelkie sposoby schematem, a sam wokalista – chybiającym celu cieniem samego siebie.

Laibach wydało dotychczas osiem studyjnych albumów długogrających. „Nova Akropola” jest na tej liście drugie. Odsłuchaliśmy je jako pierwsze w krótkiej historii DKM-u tak, jak organizatorzy od początku cyklu zakładali, czyli z płyty winylowej. Pomimo problemów z dźwiękiem kontakt z obiema stronami krążka wypadł pozytywnie. Nieco horrorystyczny industrial Słoweńców dziś brzmi może trochę archaicznie i topornie, ale nadal czuje się moc przekazu. Pomogły w tym m.in. przemówienia Josipa Broza-Tity i motyw ze suity „Mars” Gustava Holsta. Dodatkowo zaskoczyło mnie, że połowa utworów przypominała mi „Die Eier von Satan” Tool. W końcu stwierdziłem, że mógł to być pastisz Laibach. Umocniłem się w tym przekonaniu, gdy prowadzący wspomniał, że jeden z tak odebranych przeze mnie utworów pierwotnie miał się nazywać „Vade retro Satanas”. Ciekawie by się to uzupełniało z okładką płyty, na której być może prawidłowo zobaczyłem jelenia w czapce papieża.

Zainteresowanym proponuję zapoznać się również z zawierającym głównie przeróbki utworów z „Nova Akropola” minialbumem „Montrealska Akropola – A Tribute to Laibach” z dorobku założonego przez kanadyjskich Polonusów zespołu Zaraza, chociaż oryginałom moim zdaniem nie dorównują. Z płyt zaprezentowanych dotychczas na DKM-ach najbardziej do gustu przypadło mi właśnie dzieło Laibach, z tym większym żalem stwierdzam, że na następnym spotkaniu, już 8 kwietnia, poświęconym „Written in Waters” norweskiego Ved Buens Ende, niestety mnie nie będzie. Jeśli więc ktoś by chciał tego dnia spędzić godzinkę z awangardowym black metalem, miejsce siedzące się znajdzie.

Reklamy

, , , , , ,

  1. Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s