Już nie nowe i już nie miasto

Choć mieszkam od urodzenia we Wrocławiu, lubię go zwiedzać – jak zwykły turysta. Najczęściej robiłem to samodzielnie, ale ostatnio coraz częściej korzystam ze świadczonych za darmo usług przewodników. Na 12 lipca 2015 r. wycieczek do wyboru miałem parę. Mogłem się wreszcie udać na Free Walking Tour lub po raz kolejny przejść się z PTTK. Wybrałem ofertę bloga Spacerem po Wrocławiu i Stowarzyszenia Animacji i Rozwoju Lokalnego. Zachęcił mnie temat „‚Zaginione’ Nowe Miasto we Wrocławiu”. Ze wszystkich bowiem również posiadających prawa miejskie sąsiadów, których stolica Śląska wchłonęła, ten znajdował się chyba najbliżej jej centrum, a równocześnie stosunkowo mało o nim wiedziałem. Istniał dla mnie praktycznie tylko na planach sprzed stuleci. Chciałem poznać go lepiej.

Trochę wbrew moim oczekiwaniom, tak naprawdę Nowego Miasta dotyczyła może połowa dwugodzinnego spaceru. Owszem, poznałem jego historię od lokacji jako jednego z pierwszych w Polsce na prawie magdeburskim w XIII w., usłyszałem, jak Wrocław ograniczał jego rozwój m.in. poprzez stosowanie prawa mili, ale poza tym wycieczka – pewnie głównie przez to, że po tamtejszych średniowiecznych zabudowaniach, głównie wskutek polityki konkurencyjnych władz oraz II wojny światowej, prawie nic nie zostało – w znacznym stopniu skupiła się na obiektach wzniesionych już po wchłonięciu. Padło po kilka zdań o nieistniejących już bramach, kościele i ratuszu, ale też m.in. o budynku poczty przy ul. Kraińskiego oraz o Pomniku Zwycięstwa, po którym po wojnie pozostawiano tylko pagórek z ukrytymi wewnątrz, a niedawno odkopanymi, resztkami cokołu. Zaczął się natomiast spacer od opisu dawnej granicy Wrocławia.

Mnie najbardziej zaciekawił fragment dotyczący pl. Polskiego i sąsiedniego Wzgórza Polskiego. Pamiętam, że ich nazwa, gdy dawno temu po raz pierwszy ją usłyszałem, lekko mnie zdziwiła. Spodziewałbym się takiej raczej w obcym kraju. Dopiero przewodnik wycieczki wytłumaczył mi jej pochodzenie. Otóż Nowe Miasto miało być właśnie polskie – w przeciwieństwie do stosunkowo mocno zgermanizowanego w tamtym okresie Wrocławia. Objawiło się to w nazwie uliczki, która dotrwała do XIX w. w formie Polnischgasse, następnie została zmieniona na inną i po II wojnie światowej przywrócona, oczywiście już języku gospodarza. Wskutek postawienia na przełomie lat 60. i 70. szkoły i blokowiska modyfikacji uległa jednak sieć jezdni na tym obszarze, przez co brukówka częściowo stała się bezimienną drogą wewnętrzną, resztę natomiast przydzielono do placu.

Opowieści o Bastionie Ceglarskim zainteresowały mnie mniej. Zanim w wejścia do niego wstawiono kraty, parę razy poszedłem go nielegalnie zwiedzić. Żeby teraz zrobić na mnie wrażenie, trzeba by mnie co najmniej wpuścić do środka. Bardziej więc zaciekawiło mnie stwierdzenie, że wrocławskie Muzeum Architektury jest jedynym w Polsce. Poszukałem i najbliższym typem obiektem, który znalazłem, jest Muzeum Architektury Drewnianej Regionu Siedleckiego. Aż trudno mi w to uwierzyć.

Po spacerze naszła mnie refleksja, że na starość będę chodził na takie wycieczki i uzupełniał wypowiedzi młodych przewodników swoimi wspomnieniami. Popieram tego typu działalność i czekam na następne wydarzenie z cyklu. Nie zostanie ono zorganizowane tak szybko, jak to jest w przypadku PTTK, ale przynajmniej nie poczuje się przesytu. Tylko następnym razem prosiłbym o lepsze oznaczenie miejsca zbiórki, bo zdążyłem przejść pl. Nankiera w tę i z powrotem, zanim znalazłem grupę.

Reklamy

, , , , , , , , ,

  1. #1 by Nieustanne Wędrowanie on Lipiec 15, 2015 - 23:25

    To co wydaje nam się bliskie i oczywiste zawsze kryje wiele tajemnic. Co rusz się o tym przekonujemy :) Nie miałam pojęcia o świadczących darmowe usługi przewodnikach. Dzięki za taką informację, coś czuję, że okaże się ona przydatna :)

  2. #2 by ikroopka on Lipiec 16, 2015 - 18:08

    A wiesz, że już nieraz zastanawiałam się, czy by nie wziąć udziału w takim zwiedzaniu – jednak Wrocław jest moim drugim, z wyboru, miastem, mam luki w wiedzy ogromne – i wciąż nie mogę się zdecydować; nie lubię masowo/grupowo, a znów z drugiej strony, to jedyna okazja, żeby dowiedzieć się tego, czego próżno szukac w książkach…

  3. #3 by Krasnal Adamu on Lipiec 16, 2015 - 19:01

    Podlinkowuję tekst uzupełniający organizatorów o Nowym Mieście:
    http://www.spacerempowroclawiu.pl/index.php/wroclaw-wczoraj-i-dzis/190-zaginione-nowe-miasto

    Naprawdę masowo to jest na spacerach z Maciejewską – wtedy potrafi się nawet setka ludzi zebrać.
    Z PTTK spacerowałem na razie tylko raz i było znośnie.
    Free Walking Tour widziałem kilka razy we Wrocławiu i w Krakowie i uczestniczyło w nich od kilku do kilkunastu osób – ale, jakby co, to jest po angielsku.
    Ekipa ze „Spacerem we Wrocławiu” natomiast na razie oprowadza chyba głównie znajomych i wiernych obserwatorów z Facebooka. Podobnie Wrocławscy Argonauci – https://pl-pl.facebook.com/WroclawscyArgonauci – którzy czasami organizują zwiedzanie rowerowe (ale nie jestem pewien, czy oni coś opowiadają, czy tylko prowadzą w ciekawe miejsca).

    SpW zapowiedziało już następny „spacer”: https://www.facebook.com/events/404284826430238/

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s