Za kaflami, przeciwko blogom

Blog Day? A czyje to święto? Nigdy nie byłem do niego przekonany, ale dotychczas bardziej z powodu nieodczuwania magii jakichkolwiek rocznic niż braku identyfikacji ze środowiskiem. W ciągu ostatnich parunastu miesięcy moje stanowisko zmieniło się jednak mocno i być może definitywnie. Dziś stwierdzam, że blogosfera jako ogół, wraz ze swoimi świętami i konkursami, budzi we mnie niesmak, a nawet obrzydzenie. Tak oto robię z siebie autsajdera na kolejnym poletku, po którym się poruszam.

W tym roku roku padły, zawiesiły działalność lub zaskakująco zmieniły oblicze już niemal ostatnie blogi, na które od dawna chętnie zaglądałem. W przyczyny nie będę wnikał, ale często pośrednią jest przejście na profesjonalizm, obranie nowej ścieżki, którą zamierza się podążać w „poważnym” życiu. W wielu przypadkach mogę to łatwo zrozumieć, ale z akceptacją jest już trudniej. Szczególnie razi mnie kierowanie się pobudkami komercyjnymi. Wzajemna reklama, współpraca – gdy ok. 2008 r. zacząłem się zadawać z blogerami, takich tematów w ogóle nie poruszaliśmy. Nie był to już etap wyłącznie „internetowych pamiętników”, ale nie chodziło też o zarabianie pieniędzy. Liczyło się hobby. Gdy na początku 2010 r. sam założyłem bloga, sprzedawanie się nadal zdawało się być zjawiskiem marginesowym. Od tamtej pory sytuacja się niestety zmieniła. Rozmowy o liczbie odsłon przestały mi brzmieć niewinnie. W artykułach o pozycjonowaniu wyczuwałem podtekst niemający nic wspólnego ani z zabawą, ani z idealizmem. Publikacje z tytułami w rodzaju „Jak zarobić na blogowaniu?” w swoim przekazie nawet nie próbowały być dwuznaczne. Pierwszoplanowe miejsce zajął czysty interes. Ostatecznym impulsem, który utrwalił we mnie niechęć do tzw. środowiska, była ankieta utworzona pod koniec sierpnia przez organizatorów wrocławskiego konkursu Blog Day 2015. Na paręnaście pytań trzy dotyczyły bezpośrednio współpracy i kampanii dla firm, a i w pozostałych przewijały się motywy możliwości zarobku bądź autopromocji. Czy naprawdę już pod takim kątem należy na nas patrzeć?

Odraza odrazą, ale jakoś się w tym bagnie musiałem odnaleźć. Tak naprawdę nie jest to skomplikowane. Po prostu odcinam się od reszty i dalej robię swoje. Stanowisko mam wpisane w tytuł bloga. Powstał w nawiązaniu do misji telewizji publicznej, która moim zdaniem nie była i nadal nie jest wypełniana właściwie. Tutaj – oczywiście na mniejszą skalę, w węższym zakresie i innymi środkami – realizuję swoją wizję, jak to powinno wyglądać. Zdarzało mi się podejmować z jakimś podmiotem współpracę, udzielam się na różnych serwisach, ale jako ja. „Misja i transmisja” pozostaje niezależna. Zamykam się w ten sposób pomiędzy idealizmem mówiącym, że blogi same są mocą i nie powinny się sprzedawać, a realizmem podpowiadającym, że nigdy nie dotrę ze swoim przekazem do naprawdę szerokiego grona. Pomimo świadomości tego drugiego, pozostaję wierny obranym regułom.

Impreza, która posłużyła za pretekst do publikacji tej notki, czyli finał 5. edycji konkursu Blog Day, odbyła się 30 sierpnia 2015 r. w Barbarze. Początkowo rozważałem uczestnictwo, ale w ostatnich dniach już głównie szukałem wymówki, żeby na nią nie pójść. Dla zasady – bo nie chciałem zwiększać tłumu, przed którym miały w prestiżowych funkcjach jurorów i prelegentów występować gwiazdy blogosfery. Uparłem się i wydarzenie olałem. Swojej decyzji żałuję tylko z jednego względu. Pół roku temu odkryłem blog „Old Kafel Story” i natychmiast poczułem się nim zauroczony. Odkąd się dowiedziałem, że bierze udział w konkursie, w duchu mu kibicowałem. Na finał, do którego się dostał, zamierzałem przyjść z kafelkiem – produktem ubocznym remontu łazienki, niestety nie starym – żeby, niezależnie od werdyktu jury, zdobyć na nim autograf. Ostatecznie zrezygnowałem, ale nie jest źle, bo blog w swojej kategorii konkursowej zwyciężył. Pozostaje mi życzyć mu – choć to raczej egoistyczne pragnienie, by wszyscy wokół podporządkowywali się mojej wizji – żeby nigdy się nie zmieniał i nadal robił na mnie to samo wrażenie tworu w pewnym stopniu szalonego. Najważniejsze są pasja i pomysł. Na „Old Kafel Story” widzę jedno i drugie. Takie blogi lubię.

Przedstawione tu trochę skrótowo poglądy nie są u mnie całkowitą nowością. Przede wszystkim pisałem już krytycznie o konkursie. Tym razem jednak organizatorzy pośrednio sprawili, że zniechęciłem się do szerszej grupy ludzi, do której praktycznie należę. Jak na złość, doszło do tego przy okazji podobno mojego święta. Aż chciałbym zaprzeczyć: nie jestem blogerem. To jednak tylko zabawa w słowa, a dodatkowo oddawanie przeciwnikowi pola. Ponarzekałem, teraz pora olać tamtych i, jak już wspomniałem, robić swoje. Tylko o to chodzi.

Reklamy

, , , ,

  1. #1 by oldkafelstory on Wrzesień 3, 2015 - 19:57

    Skąd kafelki? :)

    Dziękujemy za słowa uznania. Nie planujemy się zmieniać, robimy swoje.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s