Z Urubką wcale nie z górki

O Denisie Urubce parę miesięcy temu rozpisywały się serwisy lubujące się w sensacyjnych nagłówkach. Mało mnie takie opowiastki ruszają, ale postanowiłem sprawdzić, co to za człowiek, i posłuchać kogoś, kto o najwyższych szczytach Ziemi wie sporo z własnego doświadczenia. Okazję miałem 12 czerwca 2018 r. w budynku A1 Politechniki Wrocławskiej, dzięki cyklowi „Spotkania z górami”.

Moje pierwsze wrażenie: Urubko jest szczuplejszy i drobniejszy, niż się wydawał na zdjęciach. Drugie: jego polszczyzna jest straszna. Trzecie: chyba przyjechał się tutaj reklamować. Nie chodzi mi o to, że można było kupić jego książkę – promocję wydawnictw poprzez tego rodzaju spotkania uważam za całkowicie normalną. Raził mnie za to zaprezentowany film z komentarzem na żywo. W takich wyreżyserowanych ujęciach – z biegnącym himalaistą ocierającym czoło akurat przed kamerą, z zawartością kieszeni lądującą idealnie w środku kadru itp. – nie ma dla mnie prawie nic prawdziwego. Jakoś jednak te około pięćdziesiąt minut przetrwałem i doczekałem się ciekawszej, choć trwającej niestety tylko pół godziny, części spotkania – pytań od publiczności.

Zgromadzonych najbardziej interesowały szczegóły jego treningu i utrzymania sił w górach. Usłyszeliśmy, że do zimowych podejść przygotowuje się około trzech miesięcy, natomiast do letnich – od półtora do dwóch. Obecnie nie stosuje żadnych specjalnych technik psychologicznych ani duchowych. Ważna jest odpowiednia dieta, w tym owoce. Kawa jest dobra na skałki, ale nie w góry. Alkohol, jako zabierający energię, przydaje się dopiero po powrocie.

Wskutek jego problemów językowych nie wszystko zrozumiałem, ale stopniowo wyłaniał się obraz całkiem normalnego człowieka, który po żołniersku prze naprzód i nie żałuje swoich decyzji. Zachęcał do ataku, zniechęcał do ograniczania się do obrony. Doradzał kierowanie się intuicją i przedrzeźniał swoich kolegów, którzy wolą sprawdzać prognozy pogody. Stwierdził, że w przypadku, gdyby ktoś z jego drużyny zdobył szczyt, ale akurat nie on, to i tak by się z tego cieszył. Wytłumaczył też, dlaczego dla niego „prawdziwa zima” trwa od początku grudnia do końca lutego, a nie dłużej.


Sporo osób zostało jeszcze, aby zdobyć autograf lub zrobić sobie zdjęcie z Urubką. Wcześniej publiczność niejednokrotnie ukazywała mu uznanie. Mnie jako człowiek nie zachwycił. Owszem, energiczny, z poczuciem humoru, zdecydowany, ale nie zdołał zatrzeć we mnie wątpliwości, czy jako członek drużyny zachowuje się właściwie. Wcześniej, na podstawie doniesień prasowych, starałem się go nie oceniać. Teraz nadal nie do końca potrafię i nie przemawia to na jego korzyść.

Reklamy

, , , , , ,

  1. Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s