Van Gogh prawie wkracza w XXI w.

Vincent van Gogh – XIX-wieczny malarz, bohater kilku filmów biograficznych, w Polsce cieszący się ostatnio nową popularnością dzięki nietypowej animacji „Twój Vincent” („Loving Vincent”) z 2017 r. W pewnym stopniu zapewne na fali tego ostatniego zorganizowano w budynku Instytutu Automatyki Systemów Energetycznych (dlaczego na bilecie widnieje „Warszawskie Centrum Expo XXI”, nie wiem i nie wnikam) poświęconą artyście „wystawę multisensoryczną”. Oczywiście nie bez znaczenia jest fakt, że w tym samym kompleksie architektonicznym mieści się Centrum Technologii Audiowizualnych będące współproducentem „Twojego Vincenta”. Na miejsce się nie spieszyłem – dotarłem tam dopiero 27 czerwca 2022 r. Większość zainteresowanych pewnie obejrzała wszystko przede mną.

Połowę wystawy w pierwszej sali stanowiły plansze z wieloczęściową notką biograficzną o malarzu oraz reprodukcjami jego obrazów. Szybko odczułem rozczarowanie – przecież coś takiego mógłbym w większej wygodzie i za darmo obejrzeć i przeczytać w internecie. Poszukiwałem innej atrakcji. Kilka tygodni przed wizytą podsłuchałem w autobusie entuzjastyczną, pełną zachwytów rozmowę na temat wystawy. Pasażerka wspomniała w niej m.in. o obrazach stanowiących kadry do „Twojego Vincenta”. Przyznaję, że to akurat mnie zaciekawiło – i niestety się zawiodłem, bo malunki wykonane na potrzeby filmu okazały się malutkim i słabo wyeksponowanym fragmentem prezentowanej całości. Więcej uwagi przyciągało popiersie malarza, a nawet inspirowane dziełami van Gogha obrazy na sprzedaż.

W drugiej sali serwowano danie główne, czyli 45-minutową (według opisu – sam nie mierzyłem) animację bazującą na pracach artysty, wyświetlaną na dużych ekranach na wszystkich ścianach i nad środkiem pomieszczenia, z listami Holendra jako narracją i z muzyką. Podobno projekcja obejmowała też podłogę – nie wykluczam, że coś na niej pokazywano, ale zupełnie nie zapadło mi to w pamięć. Całość okazała się poniżej moich oczekiwań. Organizatorzy opisują wystawę jako multisensoryczna – i nie mijają się z prawdą. Prezentowane materiały oddziaływały na aż dwa zmysły: wzrok i słuch. Technika ta znana jest od prawie stu lat i nazywa się „film dźwiękowy”. W tym przypadku twórcy poszli o mały krok dalej i przygotowali instalację filmową, co akurat też nie jest już niczym nowym. W materiałach reklamowych przeczytałem nawet, że widz ma do czynienia z „najbardziej innowacyjną formą doświadczania sztuki”. Owszem, animatorzy musieli się trochę napracować, ładnie im to wszystko wyszło, ale po takim opisie można się spodziewać czegoś co najmniej interaktywnego, może trójwymiarowego, a nie po prostu ruchomych obrazków na czterech ścianach. Nie takie rzeczy już widziałem.

Wystawa we Wrocławiu odbywała się od 11 marca do 3 lipca 2022 r. Adresowana była moim zdaniem przede wszystkim do miłośników malarstwa słabo zorientowanych w nowoczesnych środkach wyrazu. Dla mnie było to doświadczenie trochę przyjemne, trochę nudne, a łącznie: przereklamowane i nie warte swojej ceny.

, , , , ,

  1. Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: