Posts Tagged budownictwo

Uprzejmie remontujemy

„Młotek człowiekowi sąsiadem” – zatytułował jeden z swoich felietonów Tomasz Beksiński. Gdy z któregoś z pobliskich mieszkań akurat w czasie, gdy słucham muzyki lub oglądam telewizję, dochodzą mnie odgłosy wiercenia lub kucia ścian, denerwuje mnie to podobnie, jak autora wspomnianego tekstu. Gdyby sprawca wcześniej mnie ostrzegł, że zamierza przykładowo przez najbliższy tydzień takie rzeczy wyczyniać, pewnie niewiele by mnie to uspokoiło. Mimo to uważam, że to miło ze strony firm Las i Probuild, że informują o swoich planach i z góry przepraszają.

Czytaj resztę wpisu »

, , , ,

Dodaj komentarz

Renesans Prusa

Kamienica przy ul. Prusa 38 nie jest już tylko kamienicą przy ul. Prusa 38. Teraz to Renesansowe Apartamenty.
Jeśli wierzyć przedstawicielce dewelopera, zakryty do niedawna płachtą z wizualizacją budynek pochodzi z międzywojnia. W lutym przyszłego roku ukończony ma zostać jego remont. W nowej formie zaoferuje mieszkania o powierzchni w większości między 30 a 50 m², z ogrzewaniem normalnym, a nie tradycyjnym (tzn. pieca się tam nie zobaczy). Winda obsłuży wszystkie piętra, w tym piwnicę. Komórek na dole nie wystarczy niestety dla wszystkich mieszkańców, gdyż tamtejsze pomieszczenia w połowie przeznaczono na lokale usługowe. Na strychu natomiast nie zrobi się suszarni – zajmie go m.in. ponad stumetrowy apartament.
W sąsiedztwie znajduje się Skwer Skaczącej Gwiazdy, czyli zielony placyk, którego z nazwy pewnie mało kto kojarzy – w zorientowaniu się, co to za okolica, może pomóc informacja, że na fasadzie kamienicy obok (ul. Prusa 32) widać jeszcze ślady po szyldach zlikwidowanego w zeszłym roku kina Lalka. Z okien od ulicy ma się widok na odnowioną w ostatnich latach kamienicę przy ul. Prusa 5 zwaną potocznie Słoneczkiem. Z okien od podwórka – na boisko piłkarskie.

Dowiedziałem się tego wszystkiego podczas Drzwi Otwartych, 10 listopada. Następna okazja, żeby do kamienicy swobodnie wejść, obejrzeć ją i może coś kupić, nadarzy się 18 listopada, w godz. 12:00-17:00. I nie jest to artykuł sponsorowany. Po prostu szukałem nowych wrażeń.

, ,

Dodaj komentarz

Trójkątność kadru

„Tylko patrzą, co ciekawego na podwórku sfotografować. Cwele jebane! Policyjne dzieci!” – miła odmiana po tym, jak mnie niedawno zwyzywano od dżentelmenów.

Zgodnie ze strategią zaproponowaną przez Tomasza Tomaszewskiego, członka Związku Polskich Artystów Fotografików, fotoreportera „National Geographic”, tych słów krytyki z ust młodej, trzeźwej kobiety moglibyśmy uniknąć, gdybyśmy najpierw co najmniej przez kilka dni pokręcili się po okolicy bez aparatów – żeby poznać ludzi, pogadać z nimi, zdobyć ich zaufanie. Faktem jest, że mieszkańcy części Przedmieścia Oławskiego zwanej Trójkątem różnie na nas reagowali. Na tym podwórku ochrzan, pod tamtym sklepem pozowanie z uśmiechem… Trafił się też człowiek, który na informację, że naszym kółkiem fotograficznym opiekuje się współpracownik „National Geographic”, zareagował z podekscytowaniem: „Tomaszewski?! Tomaszewskiego to ja szanuję!”. Łażenie po ulicach to jednak coś, co mogę robić na co dzień. Większą atrakcję stanowiła możliwość zwiedzenia przynajmniej części czekających właśnie na remont budynków w podwórzu przy ul. Kościuszki 142. Gołe ściany, na których zostały tylko instalacje elektryczne, krzyżyki, a także apteczka z naklejonym na drzwiczki, mocno wyblakłym kalendarzykiem na pierwszą połowę 1993 r. i z talią kart w środku. Wnętrza w takim stanie można zobaczyć u kolegi i u koleżanki.

Oprócz opisanej powyżej części praktycznej warsztatów fotograficznych, odbył się też wykład. O kwestiach technicznych Tomaszewski mówił mało. Ograniczył się tylko do wzmianek i podania ciekawostek, np. że na płytach kompaktowych nie powinno się nic cennego przechowywać, bo się utleniają i po pięciu latach nie można ich odczytać, albo że Leica niedawno jako pierwsza wprowadziła matrycę bez filtrów, czyli do robienia zdjęć czarno-białych, albo że – to już kwestia prawna – można dowolnie publikować fotografie ludzi zrobione w miejscach publicznych (chociaż paru obecnym na sali, w tym mnie, wydawało się, że istnieje pewne ograniczenie związane z minimalną liczbą przedstawionych osób). Do poruszania tego typu zagadnień był nieprzygotowany do tego stopnia, że histogramy rysował nam długopisem na ścianie. Pochwalił też emulsję i jej dwóch niezależnych wynalazców za odzwierciedlanie nielinearności naszych zmysłów. Trochę więcej czasu poświęcił sztuczkom psychologicznym, np. doborowi odpowiedniej przysłony, i budowaniu historii złożonej z obrazów, tzn. przeprowadzaniu widza od zawiązania intrygi do puenty.

Tomasz Tomaszewski, którym o tym zdjęciu mógłby powiedzieć, że brakuje na nim ptaszka, i żeby ten ptaszek jeszcze wymiotował.

Najchętniej jednak Tomaszewski prezentował nam swój światopogląd. Czytaj resztę wpisu »

, , , , , , , , , ,

7 komentarzy