Posts Tagged piłsudskiego

Czy Arlekin zasłonił Capitol?

Gdy bodajże pod koniec stycznia 2018 r. pierwszy raz zobaczyłem wizualizacje rzeźby „Arlecchino” projektu Alessandra Mendiniego stojącej pod Teatrem Muzycznym „Capitol”, byłem zdegustowany: „Jak można przy takiej ścianie umieszczać coś tak kolorowego i wysokiego?! I dlaczego zasłania nazwę teatru?! Przecież to tam zupełnie nie pasuje! Wybierzcie inne miejsce!”. Parę miesięcy później, 26 lub 27 czerwca, ujrzałem dzieło już nie na obrazku, ale na docelowym skwerze. Wprawdzie prace jeszcze trwają i do oficjalnego odsłonięcia trochę czasu zostało, ale mogłem wreszcie ocenić rzeczywistość.
Czytaj resztę wpisu »

Reklamy

, , , , ,

Dodaj komentarz

Jeden tramwaj to więcej niż jeden korek

Przejeżdżając 24 lutego 2015 r. o godz. 8:00 przez pl. Legionów, zobaczyłem na ul. Grabiszyńskiej kolejkę czterech tramwajów. Podobny widok zastałem zaraz potem na równoległym torze – na ul. Powstańców Śląskich i Świdnickiej ciągnął się korek pod Renomę albo i dalej. Tramwaje jechały, ale powoli. Niektórzy motorniczowie wyłączali numery linii na wyświetlaczach, inni wypuszczali pasażerów na środku jezdni, część robiła objazdy ul. Piłsudskiego.

Tymczasem na przystanku Arkady Capitol od strony pl. Kościuszki, czyli przy trasie w przeciwnym kierunku, zebrało się nadzwyczajnie dużo ludzi. Nie mogli wiedzieć, czy i jak długo powinni czekać – tablice elektroniczne nie podawały, za ile minut przyjedzie jakiś tramwaj, ani nie informowały o utrudnieniach w ruchu. W tej sytuacji wielu chętnie skorzystało z autobusu linii D – komunikacyjnego zbawcy.

Widok z D odjeżdżającego spod Arkad w kierunku Krzyków:
https://www.youtube.com/watch?v=ZMjW8orSV1g&feature=youtu.be

Korków tramwajowych nie chce mi się już komentować. Podobno tym razem zepsuła się Škoda 16T na linii 6, w okolicach przystanku Hotel Wrocław, jadąca w kierunku centrum. To trochę tak, jak z dolegliwościami psychicznymi, przez które cierpi nie tylko osoba chora, ale i cała jej rodzina. Podobnie tramwaje uparcie nie chcą stać samotnie, tylko starają się sprowadzać do swojego stanu również wszystkie pobliskie. Oczywiście zawsze chcemy ozdrowienia, ale to za mało. Domagam się dobrej profilaktyki.

, , , , , , , , ,

Dodaj komentarz

Na ulicy nie biorę, ale od ulotek nie przytyję

Ulotek na ulicach dla zasady zwykle nie biorę. Moja niechęć wytworzyła się kilkanaście lat temu wskutek ofensywy reklamowej Szkoły Języków Obcych „Lektor”. Najczęściej spotykałem wówczas młodych ludzi rozdających właśnie jej materiały. Jednym z ich stałych miejsc działań był pl. Grunwaldzki, przy którym wtedy jeszcze rzeczywiście znajdowały się dwa zielone placyki, wkrótce potem zajęte przez Pasaż Grunwaldzki i Grunwaldzki Center. Właśnie tam, przy pętli autobusowej, wnerwił mnie natrętny chłopak, nieprzejmujący się losem wciskanej przez niego makulatury. Po tym, jak odmówiłem jej przyjęcia i nawet nie wyjąłem ręki z kieszeni, odbita od mojego tułowia ulotka mogła wylądować na chodniku, a odpowiedzialny za nią człowiek po zwróceniu mu uwagi mógł najwyżej zaproponować, żebym wyrzucił ją do kubła obok. Wcześniej nie brałem tylko reklam Lektora, i to dlatego, że było ich pełno. Po tym incydencie trochę wbrew własnym poglądom wprowadziłem odpowiedzialność zbiorową i nie biorę w ogóle.

Mimo to czasami tę zasadę łamię. Zdarzyło się tak m.in. 15 maja 2014 r., przy skrzyżowaniu ul. Piłsudskiego i Świdnickiej. Osobnika rozdającego ulotki odruchowo ominąłem łukiem. Po chwili jednak, czekając przy przejściu na zielone światło, przemyślałem sprawę. Gość nie miał na sobie służbowego stroju ani innych „firmowych” oznaczeń. Nie należał nawet do szczególnie zadbanych, a same ulotki wyglądały na drukowane w domu. Pomyślałem, że może ma coś interesującego – np. dorabia sobie jako tania siła robocza komitetu wyborczego, którego kandydaci ani członkowie sztabu nie zasiadają w polskim ani europejskim parlamencie. Wziąłem.

Przypomnienie sobie treści trzeciego przykazania chwilę mi zajęło. Szybciej przyszły mi do głowy słowa jednego z monologów Billa Hicksa: „What the fuck’s this guy selling?”. Żadnej nazwy produktu, żadnego linku. Jest za to urok – bo choćbym nie zgadzał się ideologicznie, wolę czasami wolę coś duchowego lub światopoglądowego, niż propagującego konsumpcjonizm. Ponadto przy obecnej pogodzie rzeczywiście wolę chłodne napoje. To czyją wodę mineralną mam kupić?

, ,

1 komentarz

Tablica elektroniczna przeprasza

Od czasu do czasu spotykam się z twierdzeniami, że tablice elektroniczne na przystankach mogłyby informować o awariach i zmianach tras, a tego nie robią. Następnym razem poproszę o odniesienie się do filmiku:
http://www.youtube.com/watch?v=m8DB6a2cP5U&feature=youtu.be

Po raz pierwszy z tablicą elektroniczną informującą o awarii zetknąłem się już parę miesięcy temu. Po raz ostatni – 9 sierpnia 2013 r. „Uwaga!. Z powodu wypadku ul. Hallera została wyłaczona z ruchu tramwajowego. Kursuje autobusowa komunikacja zastępcza. Przepraszamy za utrudnienia..” Czytaj resztę wpisu »

, , , , , ,

Dodaj komentarz

Polacy wandalizmem walczący

Kilka dni temu o godzinie 17 zawyły syreny. Dlaczego? Bo 1 sierpnia 2013 r. przypadła 69. rocznica wybuchu powstania warszawskiego. Okrągła nie jest, a jednak nie usłyszeć ostatnio nic związanego z tematem było trudno. Przede wszystkim parę tygodni temu głośno było o pomyśle Związku Powstańców Warszawskich, żeby zastrzec „kotwicę” Polski Walczącej jako znak towarowy. Był to też okres, w którym zacząłem zauważać te symbole nowo wymalowane na ulicach, np. na przystanku Radio i Telewizja (przy al. Karkonoskiej) oraz przy skrzyżowaniu ul. Gajowickiej z ul. Grochową.

W okolicach samej rocznicy natomiast we Wrocławiu pojawiło się sporo „kotwic” od szablonu. Bez plątania się po mieście znalazłem bodajże kilkanaście, białych, czerwonych i czarnych, pokrywających w większości gładkie i jednokolorowe ściany kilkudziesięcioletnich budynków, m.in. na ul. Wyszyńskiego, Sienkiewicza, Drobnera, Dubois, Grodzkiej, Szewskiej, Uniwersyteckiej, Piłsudskiego, bulwarze Jasińskiego i Podwalu, w tym na… gmachu sądu.

Bez problemu znalazłem najbardziej odpowiadające mi określenie tej „działalności”: wandalizm. Chodzi o wyrażenie solidarności z powstańcami? Podobnie mogą się tłumaczyć ci, którzy poprzez malunki na murach okazują sympatię piłkarskiej drużynie Śląska (nie tylko we Wrocławiu). To zupełnie inna sprawa? Tak, na pewno poważniejsza, twórcy mogą być tak samo zaangazowani społecznie jak ten, który swego czasu powypisywał na przystankach markerem, że PO to żydoliberały. Przekaz jest pozytywny? Nie wiem, nie znam motywacji sprawców. Załapałem za to, że chodzi o nawiązanie do dawnych czasów – gdy symbole te również malowano na ścianach. Niestety mam do przekazania przykrą nowinę: wojna się już skończyła – panuje pokój, nie ma okupanta, miasto jest nasze, my się nim opiekujemy, a do naszych obywatelskich obowiązków należy dbanie o porządek na jego ulicach. Chcesz coś zamanifestować „kotwicą”? Powieś ją sobie na szyi, wydrukuj na koszulce, kup kubek, przypinkę lub polar damski, wytatuuj ją sobie na przedramieniu, ale nie umieszczaj jej nielegalnie na ścianach budynków, bo będziesz zwykłym wandalem, a nie świadomym patriotą.

Po tym emocjonalnym wstępie mogę się pochwalić: zwiedziłem Muzeum Powstania Warszawskiego. Czytaj resztę wpisu »

, , , , , , , , , , , ,

Dodaj komentarz