Gdy się wystawia „Cesarza”, trzeba wiedzieć po co

„Cesarza” Ryszarda Kapuścińskiego czytałem dawno temu, więc nie było szans, żebym szczegółowo porównywał sceniczną, doprawioną muzyką adaptację Cezarego Studniaka z książką. To akurat mi odpowiadało. Gdy 21 maja 2021 r. udałem się do Capitolu, umysł miałem niemal nieskażony pierwowzorem, gotowy odbierać materiał jak nowy. Cieszyłem się też, w ogóle udało mi się zdobyć bilet, bo stosunek popytu do podaży okazał się niemały.

Dwie i pół godziny wypełniła bardzo dobra historia o otoczeniu władcy, o panujących w nim wzajemnych relacjach i o stosunku ludu do monarchy. Niemałą część przedstawienia świetnie podsumowuje padające ze sceny stwierdzenie: gdy się obala cesarza, trzeba wiedzieć za co. Mimo że sztuka oparta jest na reportażu, czyli na faktach, potrafi przybrać charakter dystopii, co szczególnie widoczne jest w scenie, w której wszyscy się nawzajem rewidują.

Sam cesarz, chociaż obecny niemal od początku, głos zabiera dopiero bliżej końca przedstawienia. Grający go Mikołaj Woubishet w kilkuczęściowym monologu robi wrażenie konferansjera lub stand-upera. Stylem i manierą szczególnie przypomina Tomasza Jachimka, ale w jednym fragmencie starał się chyba udawać Adolfa Hitlera. Postać wypowiada kwestie na granicy banału, jednak dla całości dramatu było to potrzebne.

Co ciekawe, wydaje mi się, że w czasie spektaklu ani razu nie padło nazwisko cesarza ani nazwa rządzonego przez niego państwa. Wiadomo, że książka Kapuścińskiego przekazuje treści uniwersalne, więc ten brak danych w sztuce wydaje się być na miejscu. Niestety aktorzy wypaczyli nieco przekaz, gdy w czasie końcowych oklasków wyszli na scenę z flagą Ukrainy. Co chcieli zasugerować? Jak dopasować świat przedstawiony do XXI-wiecznej historii naszego sąsiada? Który przywódca był takim dobrym, zasłużonym, postępowym władcą, jedynie w innych kulturowo krajach postrzeganym jako zły, a w końcu obalonym? Wiktor Janukowycz – zdaje się podpowiadać teatr. Z tym nie trzeba się zgadzać.

Kolejny drobny zarzut odnośnie przedstawienia mam taki, że pod koniec można się było pogubić w fabule, a konkretnie – w losach cesarza. Poza tym jednak o spektaklu mogę się wypowiadać w superlatywach. Pod względem aktorstwa, choreografii, muzyki i scenografii wypadł powyżej moich oczekiwań. Głosem szczególnie imponowała Emose Uhunmwangho, ale na pochwały zasłużyła cała obsada. Rozumiałem chyba wszystko, co aktorzy śpiewali, a to w teatrach muzycznych, w tym Capitolu, nie jest częste. Prysznice na najdalszym planie, z prawdziwą wodą i dość karkołomnymi scenami grupowych zapasów w brodziku, sprawdziły się świetnie. Podobać się mogła nawet nietypowej konstrukcji gitara elektryczna.

Pomimo drobnych mankamentów i końcowego zgrzytu, poziom przedstawienia sprawił, że dość szybko zapomniałem, jak niewygodnie siedzi mi się na ciasnej widowni tej piwnicznej salki. Spektakl miał też taki niespodziewany efekt, że po wyjściu z teatru zacząłem się zastanawiać, w jakim stopniu to, co usłyszałem ze sceny, było dziełem – czyli słowami – Kapuścińskiego. Teraz może jednak powinienem jeszcze raz przeczytać „Cesarza”.

, , , , , ,

  1. Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: