Prapremiera filmu o nietypowym blokowisku

Nie podobają mi się powszechnie używane, potoczne nazwy słynnego blokowiska przy pl. Grunwaldzkim. „Sedesowce” brzmią pejoratywnie. „Manhattan” – zbyt obco i nieoryginalnie. Z drugiej strony mam problemy ze skojarzeniem budynków z czymkolwiek dostojnym. Nie przywodzą mi na myśl w pierwszej kolejności słynnego ponoć zdjęcia autorstwa Chrisa Niedenthala. Nazwisko Jadwigi Grabowskiej-Hawrylak, która zaprojektowała osiedle, przypomina mi niestety zawsze o jej córce, Katarzynie Hawrylak-Brzezowskiej, której pracy dla Wrocławia nie oceniam pozytywnie. Miałem nadzieję, że film dokumentalny „(Nie) zwykły ManhattanKova Production, którego prapremiera odbyła się 27 listopada 2021 r. w Pasażu Grunwaldzkim, skieruje moją uwagę w nowym kierunku.

Na parterze galerii handlowej, wokół tymczasowej strefy kinowej, z okazji wydarzenia można było obejrzeć wystawę poświęconą m.in. budynkom z rejonu – nieistniejącym już oraz niegdyś planowanym. Oprócz warstwy graficzno-tekstowej, w jej skład weszły makiety. Dodatkowo o dawnym pl. Grunwaldzkim przypominało stoisko z rurkami z kremem. Bez trudu mogę wymienić parę miejsc we Wrocławiu, w których można je obecnie kupić, ale rzeczywiście wciąż kojarzą mi się z budką stojącą kiedyś przy końcu ul. Piastowskiej.

Po przemowie reprezentantki Pasażu Grunwaldzkiego, na scenie, oprócz prowadzącego spotkanie, krzesełka zajęli: reżyser Filip Janerka, współpracujący z nim Michał Duda z Muzeum Architektury oraz Alicja i Maurycy Prodeusowie z Fandomu mieszczącego się w lokalu dawnej Restauracji Grunwaldzkiej. Obecność ostatnich z wymienionych wydaje się nieco zagadkowa, ale przed seansem nie zastanawiałem się jeszcze, co właściwie tam robią – po prostu wysłuchałem, czym zamierzają się zajmować. Jak powiedzieli, ich projekt ewoluuje, przy czym wprowadzają w życie pewną „koncepcję powrotu”. W planach mieli m.in. uruchomienie sali konferencyjnej i chcieli konkurować z Odra Centrum, które przy okazji polecili.



Program imprezy przewidywał, że cała projekcja odbędzie się w ciągu jednej godziny. Według twórców miało to być 80 minut. O filmie ogólnie, oględnie, potocznie i krótko mogę napisać, że był w porządku. Zdecydowanie nie nazwałbym go nudnym dokumentem – zawierał trochę ciekawostek i elementów humorystycznych. Niestety jednak po projekcji zacząłem się zastanawiać, o czym właściwie ten film był, i nie mogłem znaleźć prostej odpowiedzi. Podobno nakręcono kilkadziesiąt godzin materiału. Czym się kierowano przy wyborze, co trafi na ekran?

Przed projekcją twórcy filmu nazwali Manhattan ikoną architektoniczną z prefebrykowanych elementów, ale nie standardowych, tylko nowych, wymyślonych specjalnie do tej inwestycji przez Jadwigę Grabowską-Hawrylak. Branża według nich oceniła efekt końcowy na plus. Odnośnie obecnych czasów, Michał Duda wyraził negatywną opinię na temat remontu z lat 2016-2018, w efekcie którego cegła klinkierowa znikła pod tynkiem. Zmieniła się faktura ścian – stwierdził, że nie tak miały wyglądać. Przy okazji dodał, że nawet na modelach w Kolejkowie są one białe. O swoim dokumencie twórcy powiedzieli jednak, że jest to „film nie o samej architekturze” – co nie oznacza, że nie poświęcono w nim sporo uwagi takim detalom, jak marmurowe podłogi i okrągłe otwory okienne.

Również w pewnym stopniu, ale nie do końca, „(Nie) zwykły Manhattan” pokazuje, jak lokatorzy przystosowali się do ciasnych mieszkań, i informuje, jak im się podoba życie na osiedlu. Tu, jeszcze przed projekcją, przedstawiona została kontra. Branża oceniła budynki na plus, ale mieszkańcy od początku byli sceptyczni. Zespół mieszkalno-usługowy przy pl. Grunwaldzkim nie bez powodu bywał mało dumnie nazywany m.in. bunkrowcami, ulowcami i hawrylakami. Mimo to, według twórców filmu, obecni lokatorzy są w Manhattanie zakochani – co zabrzmiało zbyt pięknie, zwłaszcza że przeprowadzono wywiady z niewielką ich liczbą. Michał Duda zasugerował, że na aktualny stosunek ma wpływ wykonany bodaj w latach 2016-2018 remont, przed którym w budynkach było dość zimno. Twórcy filmu wspomnieli też o pomieszczeniach na poddaszach – świetlice miały według wstępnych założeń rekompensować małą powierzchnię mieszkań, ale z czasem utraciły swoje funkcje. Być może zaradzą jakoś temu Prodeusowie, którzy w trakcie spotkania chętnie reklamowali siebie i swoje przedsięwzięcia.

Jakikolwiek był temat przewodni, uważam, że filmowcy prześlizgnęli się po nim, nie wyczerpali go, za mało się skupili na celu, chociaż oczywiście pewien obraz osiedla stworzyli. Takie jest jednak moje zdanie jako wrocławianina – dla kogoś spoza miasta przedstawiony dokument mógłby być wystarczający.

Miałem też szereg konkretnych uwag. Według twórców był to film o szesnastu mieszkańcach – w nawiązaniu do szesnastu pięter. Akurat tylu lokatorów nie mogłem się po projekcji doliczyć, ale to szczegół. Dokument reklamowany był nawet wprost jako „16 historii z 16 pięter” – hasło równie chwytliwe i podobnie dla mnie niezrozumiałe, co tytuł „7 rzeczy, których nie wiecie o facetach”. To jednak refleksja końcowa. Pierwszy zarzut, który przyszedł mi do głowy, zresztą nie tylko mojej – później wypowiedział go głośno jeden z widzów – dotyczył związków przepytywanych w filmie osób z opisywanym budynkiem. Część opowiadających została jasno przedstawiona. Byli wśród nich właściciel klubu bilardowego, fotograf oraz bohaterka jego zdjęcia, która – jak się okazało – mieszkała w budynku tylko przez tydzień. Już jednak przy pierwszej wypowiadającej się osobie zabrakło mi informacji, kim ona właściwie jest. Mieszkańcem? Znawcą? Jednym i drugim? Nazwiska wymienione w napisach wskazówki nie stanowiły. Przy tym, chociaż nie było ich wiele, to sporo, w tym Chrisa Niedenthala, podano z błędami.

Twórcy filmu wyrazili wdzięczność tym, którzy wpuścili ich do swoich lokali. Dodali, że Chris Niedenthal dziesięciolecia temu miał łatwiej. Po seansie natomiast można było posłuchać ciekawych komentarzy i krótkich historii osób, które w filmie nie wystąpiły. To, co zgromadzeni na widowni dopowiedzieli, mogłoby się stać materiałem na drugą część dokumentu. Tymczasem filmowcy poinformowali, że planują pokazywać swoje dzieło na festiwalach. Reżyser wspomniał, że w związku z tym, że esplanada przy budynkach została właśnie zburzona, jego obraz ma już wartość historyczną. Jak dodano, usunięta powierzchnia miała pełnić funkcję handlową, a tę przejął Pasaż Grunwaldzki.



Uznałem, że twórcy dokumentu, jeśli nie zamierzają przerabiać poważnie filmu, to powinni przynajmniej podpisać rozmówców i poprawić literówki w napisach końcowych. Impreza jako całość wypadła ciekawie, przy czym najlepiej – końcowe spotkanie z publicznością, nawet mimo że ekipa od „(Nie) zwykłego Manhattanu” nie zawsze potrafiła odpowiedzieć na pytania widzów.

Dla wyjaśnienia powinienem jeszcze dodać, że oczywiście relacja została opublikowana ze sporym opóźnieniem, w związku z czym część przedstawionych w niej komentarzy straciła zapewne na wartości. Moja zwłoka wynikła w pierwszej kolejności z kilku problemów, które ostatecznie opiszę tylko w skrócie: organizatorzy wydarzenia oraz Bike Café marnowali mój czas. Tymczasem „(Nie) zwykły Manhattan” podobno miał już swoją oficjalną premierę – 21 maja 2022 r. na Millennium Docs Against Gravity w Dolnośląskim Centrum Filmowym. Nie wiem, czym ostateczna wersja różni się od tej, którą obejrzałem. Mam nadzieję, że była lepsza.

, , , , , , , ,

  1. Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: