Posts Tagged koncert

Tęczowo ze Zdradą Pałki

Chociaż podoba mi się nastrój Wrocławskich Marszów Równości, nie zawsze na nie docieram. Z ósmej edycji, która odbyła się 8 października 2016 r., zobaczyłem tylko zakończenie. Dzień wcześniej zaliczyłem jednak inny punkt programu Festiwalu Równych Prawkoncert Zdrady Pałki w klubie. Uff. W sumie to tylko niewielka część całości, ale zapowiadała się wystarczająco interesująco.
Czytaj resztę wpisu »

, , , , , , , , , , , , ,

Dodaj komentarz

Najlepszą świecę robi Lolita

Hasło „sex, drugs and rock ‚n’ roll” już od dziesięcioleci sugeruje opinii publicznej, że istnieje związek między muzyką rozrywkową a rozwiązłością – że rock i metal w szczególny sposób współistnieją z takimi rzeczami jak nagość i stosunki płciowe. Niektóre kapele zdają się to podejrzenie potwierdzać. Jest normalne, że w finałowym numerze koncertów Monster Magnet zespołowi na scenie towarzyszy para striptizerek. Wokalistki Butcher Babies zasłynęły dzięki występom, podczas których ich piersi zakryte były jedynie kawałkami taśmy klejącej na sutkach. Courtney Love – choć chyba pod wpływem substancji odurzających – potrafi zaprezentować się publiczności w jeszcze większym stopniu. Fanki wielkich gwiazd „błyskające” na koncertach nagimi biustami, gdy jest szansa, że muzycy je widzą lub chociaż są na nie skierowane kamery, też już nikogo nie dziwią – ostatnio tabloidy chętnie informowały, co Doda z widowni pokazała publiczności Aerosmith. Warto dodać, że i popowe wykonawczynie, np. Madonna i Lady Gaga, podczas własnych występów potrafią odsłaniać części intymne. Słynne są też incydenty z obnażającymi się muzykami płci męskiej, w tym polskimi, np. Janem Borysewiczem w 1986 r. we Wrocławiu. Wymieniać można długo, warto pamiętać chociażby o Wendy O. Williams, ale wszystko wymienione to jednak i tak nic w porównaniu z Rockbitch, którego koncerty przekraczały niejedną granicę i trudno je opisać jednym zdaniem.

A teraz wróćmy na ziemię. Czy rzeczywiście jedno z drugim się tak mocno łączy? Nie podzielam tej opinii. Byłem na setkach koncertów i prawie nic takiego nie widziałem. Na koniec występu zagranicznego zespołu, którego nazwy i kraju pochodzenia już nie pamiętam, dawno temu w Wagonie, wokalista spytał, czy to obok, to naprawdę klub ze striptizem. Gdy otrzymał potwierdzenie, odpowiedział widzom, że tam się z nim spotkają. To chyba było najbliższe temu słynnemu seksowi – przynajmniej aż do 3 stycznia 2016 r., kiedy do Wrocławia przyjechało i w Ciemnej Stronie Miasta wystąpiło Satarial.

Lolita – wokalistka wspierająca, obsługująca też tamburyn i dąca w róg – odpowiadała przede wszystkim za performerską stronę przedstawienia. Od połowy występu topless, w pewnym momencie przekręciła swoją spódnicę – jeśli można ten element ubioru tak nazwać – o 90 stopni, tak, że odsłaniała już nie boki ud, lecz ogolone krocze. zaczęła się kłaść się na niewielkiej przestrzeni między zestawem perkusyjnym a ołtarzykiem, ale stojący obok gitarzysta Lord Seth delikatnym kopniakiem dał jej do zrozumienia, żeby się przeniosła. Więcej miejsca miała pod sceną. Tam, z wciąż odsłoniętym biustem, położyła się na plecach, głową w kierunku widzów i zrobiła coś jak świecę, tylko że z nogami w szpagacie. Następnie perkusistka Angelika podeszła do niej z przedmiotem wyglądającym trochę jak owinięta taśmą klejącą rekojeść sztyletu, ewentualnie wibrator. Włożyła go w pochwę Lolity. Po chwili aż pod sufit trysnął z niego snop iskier. Trwała tak przez dłuższą chwilę, jak żywa pochodnia, po czym szybko wróciła do pozostałych obowiązków.

Refleksja: gdyby Satarial było bardziej znane i występowało w popularniejszym klubie, a sam koncert był lepiej rozreklamowany, ktoś próbowałby tego występu zakazać. My, miłośnicy metalu, znamy takich aktywistów.

Moją pełną relację można przeczytać na Dark Planet.

, , , , , , , ,

Dodaj komentarz

Jeden stick i trzej men

Pat Mastelotto, zanim złożył autograf, stwierdził, że to stary bilet. Gdy wyprowadziłem go z błędu, zdziwił się, że umieszczono na nim ten obrazek. Faktycznie jest podobny do okładki pierwszego albumu zespołu, ale to nie ten. Po lewej jest Markus Reuter z touch guitar, a nie Michael Bernier ze stickiem Chapmana.

Moja pełna relacja z koncertu zespołu Tony’ego Levina, który odbył się 11 października 2015 r. w Zaklętych Rewirach w ramach Drum Fest – na Rockmetalu. W skrócie mówi ona, że było bardzo dobrze – jak na takich muzyków przystało – ale czegoś zabrakło. Ponadto paradoksalnie rozczarował mnie repertuar. Dokładnie, co do dnia, siedem lat wcześniej w Filharmonii Wrocławskiej w ramach tego samego festiwalu zespół wykonał m.in. dwa utwory King Crimson z lat 80., w tym bardzo lubiane przeze mnie „Indiscipline” – i to mi odpowiadało. Tym razem materiału w repertuaru innych grup było znacznie więcej i – choć niektóre z tych kawałków w wykonaniu tercetu mi się spodobały – odczułem nimi przesyt. Stick Men nagrywa kolejne albumy z własnymi kompozycjami, ale na żywo coraz mocniej skupia się na wydanych oryginalnie pod innym szyldem? Coś tu jest nie tak.

, , , , , , , , , , , ,

Dodaj komentarz

Metal progresywny od Poznania do Argentyny

Jeśli obcy mi muzyk z innego miasta wita mnie na swoim koncercie jak starego kumpla, oznacza to, że:
a) wydaje mu się, że mnie zna;
b) jestem na sali jedyną osobą, której nie zna?
Pomny swoich dotychczasowych doświadczeń dorzucam jeszcze dwie opcje:
c) jestem bardziej znany, niż mi się wydaje;
d) muzyk bierze mocne leki.
Wybieram odpowiedź e, czyli nieważne, bo 25 września 2015 r. w Od Zmierzchu Do Świtu było zarąbiście, głównie dzięki poznańskiemu Abstraktowi, w drugiej kolejności dzięki argentyńskiemu Fughu.

Moja relację z koncertu można przeczytać na Dark Planet. W skrócie i subiektywnie: promujący album „Limbosis” Abstrakt pokazał klasę i mnie uwiódł, Fughu kapitalnie wykonało „Diamonds and Rust”, Fosgen mocno uderzył „Ostatnią niedzielą”. W butelce z colą był rum. Nie jest prawdą, że mnie nim przekupili.

, , , , , , , ,

Dodaj komentarz

RMF też już weszło na dach

W piątkowe popołudnie, 5 czerwca 2015 r., spod pomnika Chrobrego dobiegł mnie hałas. Przed wejściem do Café Borówka ustawiono zagrodę, w oczy rzucało się logo RMF FM. Konferansjer zapowiadał pierwszy w historii koncert na dachu. Letni taras kawiarni tymczasowo zmienił funkcję. Miało na nim wystąpić Sound’n’Grace.
Czytaj resztę wpisu »

, , , ,

2 komentarze